Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne GNIAZDO

Forum dyskusyjne WTG GNIAZDO
Teraz jest 07 paź 2022, 06:32

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
PostNapisane: 16 lut 2022, 16:27 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1378
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

Dziennik Poznański.
(link powyżej).

Rok 1860.

Nr 78, 4.IV.


Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.

Ciekawą może będzie dla niejednego z czytelników przeczytać niektóre daty statystyczne o wylewach Warty, dla tego tu pokrótce o nich wspominamy. Największy wylew, o jakim kroniki donoszą, był w roku 1690*, gdzie woda w trzecie święto wielkanocne, dnia 1 maja, sięgała pierwszego piętra ratusza. Po nim największy z kolei był wylew w roku 1736; woda rosnąc we Warcie przez dwa tygodnie doszła dnia 10 lipca wysokości 5 stóp na Starym Rynku i stała w tej wysokości przez całe sześć tygodni. Za naszej pamięci w ostatnich 25 latach zrządziły wylewy Warty siedm razy znaczne szkody, lubo ani razu woda nie podniosła się do takiej wysokości, do jakiej doszła w latach dopieroco wspomnianych. Najbardziej wylała w roku 1850 i 1855. Dla lepszego objaśnienia podajemy najwyższą wysokość wody przy moście Chwaliszewskim w tych siedmiu przypadkach: w roku 1838 dnia 12 marca stała 15 stóp 1 cal; w roku 1841 dnia 28 marca 15 stóp 3 cale; w roku 1845 dnia 7 kwietnia 17 stóp 8 cali; w roku 1846 dnia 8 marca 15 stóp 1 cal; w roku 1850 dnia 26 lutego 20 stóp 6 cali; w roku 1853 dnia 15 kwietnia 15 stóp, i w roku 1855 dnia 31 marca 22 stóp 11 cali. Dziś stoi woda niżej 13 stóp, zatem brakuje jeszcze 2 stopy, nimby wylew wyrównał się jednemu z wyż wyłuszczonych. Ponieważ śniegi już wszędzie prawie stopniały, nie sądzimy, aby w tej wiośnie rzeka nasza miała być przyczyną nieszczęścia wielu familii.

*data niewyraźna.

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 16 lut 2022, 20:22 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lis 2006, 16:07
Posty: 3594
Tam jest chyba błąd co do daty, powódź była rzeczywiście w "trzecie święto" czyli wtorek wielkanocny, ale wypadał on 1 kwietnia a nie maja - i w roku 1698 a nie 1690.

_________________
Łukasz Bielecki

...et Marcus genuit Lucam. Lucas autem genuit Ignatium.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 17 lut 2022, 10:32 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1378
Lokalizacja: Gdańsk
Łukasz Bielecki napisał(a):
Tam jest chyba błąd co do daty, powódź była rzeczywiście w "trzecie święto" czyli wtorek wielkanocny, ale wypadał on 1 kwietnia a nie maja - i w roku 1698 a nie 1690.

Witam.

Być może jest pomyłka, choć trudno powiedzieć, bowiem w kilku opracowaniach jest wzmianka o powodzi w roku 1690.
W opracowaniu poniżej, autorzy, opierając się na aktach miejskich, wskazują m.in. na powódź w roku 1690, z kolei na kartach znaku powodziowego nie ma żadnej informacji o roku 1690.

http://www.wielkawoda.umk.pl/lokalizacj ... poznan.pdf

Str. 27-

"Na podstawie materiałów archiwalnych, znajdujących się w aktach
miejskich i kapitule poznańskiej, Warschauer (1890) w: Kaniecki (2004),
przedstawia szczególnie wysokie wezbrania w latach: 1501, 1502, 1515, 1540,
1543, 1548, 1551, 1578, 1586, 1596, 1612, 1624, 1628, 1650, 1651, 1663,
1674, 1675, 1686, 1689, 1690, 1693, 1694, 1698, 1709, 1731, 1734, 1736,
1737, 1755, 1761, 1764, 1765, 1767, 1769, 1770, 1775, 1780, 1785"

Tutaj informacja o powodzi z roku 1690, i wskazówka o być może źle odczytanej dacie-

Str. 43-
"Kościół Dominikanów, aktualnie Jezuitów (1698, 1736)
Dwie tablice zlokalizowane były w kościele Dominikanów (fot. 4.),
wyznaczające poziom wysokiej wody z lat 1698 i 1736. Na pierwszej
umieszczony był krótki opis powodzi z roku 1690. Prawdopodobnie data została źle odczytana, ponieważ liczba 8 uległa zatarciu i odczytano ją jako liczb 0 (wg. Warschauer, 1890 w: Kaniecki, 1995 za Kaniecki, Rotnicka, 1995)."

Tak opisano na jednej z tych tablic powódź z roku 1690-

„Znak wylewu z rzeki Warty z roku 1690 1 kwietnia we wtorek
wielkanocny była woda na piątym stopniu ratusza, w budynkach śledziowych
tylko trochę drzwi było widać. Tutejszy kościół też woda zrujnowała, bo
począwszy od wielkich drzwi kościoła, aż ku wielkiemu ołtarzowi sklepienie spadło i filary się poobalały”.

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 10 mar 2022, 13:58 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1378
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

Dziennik Poznański- rok 1860.
https://polona.pl/press/dziennik-poznan ... 2Nzk/1860/

Nr 129, 7.VI.

Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.

Leszno, 4 czerwca. Piszą z tąd do niemieckiej Gazety Poznańskiej: Wczoraj cały dzień było parne powietrze, nad wieczorem zebrała się burza, jakiej od wielu lat nikt nie pamięta. Około 6 ½ godz. uderzył kilka razy piorun, a deszcz lunął jakby z cebra podobny spadnięciu zerwanej chmury. Na raz odezwał się okrzyk „gore”! Piorun wpadł kominem do pewnej kamienicy na Rynku i zapalił pod strychem znajdujący się len. W kilku chwilach stała już cała wyższa część budynku w płomieniach. Spieszna jednakże pomoc, gwałtowny deszcz, a przedewszystkiem łatwe dostarczanie wody, gdyż cały Rynek wyglądał jak jezioro, a pracujące sikawki prawie same przez się napełniały się, zdołały pożar ograniczyć na tym jednym budynku. Uratowane sprzęty pływały po Rynku. Kilka familii postradało przez ten ogień całkowite prawie swe mienie.

Nr 134, 14.VI.

Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.

Z Bukowskiego, 10 czerwca. Dzisiaj o godzinie 5 po południu nadeszła z południo wschodu wielka nawałnica z grzmotem. A chociaż deszcz pożądany pokrzepił nasze upragnione niwy i ucieszył tem rólników; aliści odgłos „gore!” znów wszystkich w jednej chwili potrwożył. Oto w Granowie, wsi należącej do hrabiego Działyńskiego, uderzył piorun w gumna dominalne i to w środkową bojowicę w poprzek stojącej stodoły. Ogień natychmiast ogarnął budynki w czworobok stojące, i wszystkie prawie spłonęły; stodoły, brogi, stajnie, obory i spichrz. Pozostał tylko dwór, dwie owczarnie, kuźnia i kuchnia. Sikawek było aż cztery, ale lud choć się licznie zgromadził, nie brał się wcale do obrony, bo stary zabobon w nim jeszcze przemógł, że ognia piorunowego nikt nie ugasi. A i obrona największa na nic by się nie przydała, bo budynki łączyły się z sobą, i dla tego ogień tak szybko na wszystkie strony się rozszerzył, że niepodobna go było owładnąć. Naraz w około wszystkie budynki stały w płomieniu. Z inwentarza spaliły się tylko dwie sztuki bydła i pies na łańcuchu. Lecz skutki dla dzierżawcy będą bardzo smutne. Wszystko bydło stoi teraz pod gołem niebem. Raps dojrzewa i żniwa za pasem, gdzież teraz złożyć zebrane plony? A chociaż sąsiedzi przyjdą zapewne mu w pomoc z paszą, jednak straty przez ten ogień powstałe są nie obliczone. Po tylu latach tak krytycznych jeszcze i to nieszczęście i to przed samemi żniwami, może zrujnować całe mienie dzierżawcy.

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 lip 2022, 11:01 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1378
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

Dziennik Poznański- rok 1860.
Link powyżej.

Nr 169, 26.VII.

Str. 3, 4- wiadomości miejscowe i potoczne.

Z pod Gostynia, 21 lipca. Aż duszno, taki gęsty deszcz pada tu od drugiej po północy, a nie pragniem go wcale, bo dziś tydzień taka spadła ulewa, że zboże w nizinach i nad rowami pod kłosy zalane było wodą. Wiatru nie było wcale, a parność, że ciężko było oddychać, chmura od południowschodu szła w kierunku północno-zachodnim, nie zajmowała szerokości ani pół mili, ale literalnie spadła całkowicie. Najwięcej dostało się na Brylewo, bo prócz deszczu odbiera ono wodę z ośmiu osad, to też zalane było na kilka stóp wodą. Nazajutrz woda odbiegła wprawdzie, ale skutkami daje się w znaki; oto kartofle gniją na dobre tak po ogrodach jak w polu, łęciny zupełnie zczerniały, a teraz dzisiejszy deszcz do reszty je poniszczy. A cóz będzie ze żniwem? Zanosiło się na najpiękniejsze zbiory, wszystko bujne, piękne, od kilku lat niewidziane, dotąd najobfitsze rokowało plony, ale cóż: żyto już poczęło wyrastać, ledwie oschło znów moknie niebespiecznie. Co więc robaki zostawiły, to może zgnije, a robaki tępią bez różnicy wszystkie gatunki zboża: pszenice najbujniejsze do połowy już w naszej okolicy powywracały, a jęczmień i żyto niemniej ucierpiały. Do tego przychodzi nowa plaga: pądrowie tak tępią ćwikłę i kartofle w całej okolicy, że całe place do szczętu wyjadają. Pod jedną ćwikłą, którą do połowy objadają z korzenia, znalazłem cztery takie robaki.
Pocieszaliśmy się, że po upłynionych siedmiu złych latach przyjdzie lepszy czas i zanosiło się na to, patrząc na pola, ale podobno i teraz nie przyjdzie nam sprzątać tego co się do nas uśmiechało. Siana, koniczyny, rzepie po największej części w tych stronach więcej połowy zostały niesprzątnione, a zanosi się że to samo będzie z resztą zboża. Przez trzy tygodnie dzień w dzień tu deszcz padał, a choć przestał, ani razu nie wyschło na dobre zboże. Toteż w niedzielę i w nocy sprzątano, a raczej porywano rzep z pola, kiedy upatrzono chwilę pogody. Daj Boże, żeby się rychle zmieniło na lepsze.

Nr 174, 1.VIII.

Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.

Z Krotoskiego, 28 lipca…
Nawałnica dnia 19 m. b. z południa wschodu nadciągła, bardzo znaczne w powiecie, mianowicie w obrębie Krotoszyna, poczyniła szkody; komisye szacunkowe towarzystwa Szwedtskiego zajęte były przez cały tydzień ocenianiem szkody, którą grad w zbożach wyrządził i ustanowieniem wynagrodzenia. Wicher tej nawałnicy towarzyszący, wiele budynków pozbawił dachu, a drugie po ziemi rozesłał. Kościół wielowiejski odarty z dachu, a beki i kozły podruzgotane; stodoła dominialna o trzech bojewicach w Mokronosie, przed 6 laty w pruski mur stawiana, cała prócz jedynych fundamentów w rozsypce świadczy, by już o innych nie wspominać budynkach, o gwałtowności roznamiętnionego elementu. W Mokronosie też inny daleko smutniejszy w zeszłym tygodniu wydarzył się przypadek; troje bowiem ludzi, tj. mąż, żona i dziecko znaleźli śmierć bolesną w skutek spożycia bedłek trujących. Nowy dowód do tylu już innych, jak wielkiej potrzeba znajomości i ostrożności przy zbieraniu bedłek na pokarm, by miasto pożywienia śmierci sobie nie zgotować.

Mokronos- 18.VII.1860, wpis 29 i 30, skan 7-
zm. Małgorzata Drobińska lat 26.
zm. Jakub, 1 rok, rodz. Walenty Drobiński, Małgorzata.
Obrazek
Mokronos- 19.VII.1860, wpis 31, skan 8-
zm. Walenty Drobiński lat 34.
Obrazek

Nr 184, 12.VIII.

Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.
Żerków, 9 sierpnia. Wczoraj między 8 a 9 godziną z wieczora wybuchł ogień w mieście tutejszem i w krótkim czasie w perzynę obrócił 8 stodół zbożem dopiero co sprzątnionem napełnionych. Nieszczęście to pogrążyło kilka rodzin w opłakane położenie, gdyż prawie całym ich dobytkiem były właśnie te kilka mędeli zboża. (Zwracamy uwagę czytelników naszych na inserat z Żerkowa nam nadesłany, a zamieszczony w dzisiejszym nrze Dziennika.)

Inserat-
Pomoc dajcie nam Rodacy!
W dniu 8 b. m. pomiędzy 8 a 9 godziną z wieczora wybuchł ogień w Żerkowie i w krótkim upływie czasu zniszczył i w popiół i w perzynę zamienił ośm stodół, zapełnionych tegorocznym sprzętem zboża i paszy. Kilka rodzin pogrążonych przez to zostało w smutne, nawet rozpaczliwe położenie, tracąc od razu wszystko to, co miało stanowić nie tylko ich wyżywienie, ale i utrzymanie całego domu i gospodarstwa. By tych nieszczęśliwych pogorzelców zasłonić od grożącego im niechybnego upadku, odzywamy się do wszystkich serc miłosiernych i niedolę bliźnich współczujących, i prosimy o niesienie im spiesznej pomocy. Wszelkie, chociażby najmniejsze dary, czy to w zbożu, czy pieniądzach, przyjmować będą z wdzięcznością na rzecz pogorzelców podpisani.
Bis dat – rodacy! zwłaszcza w zbliżającym się czasie siejby, qui cito dat !
Żerków, dnia 9 sierpnia 1860.
Ks. Łukaszewicz. Prądzyński.

Nr 192, 23.VIII.

Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.
Żerków, 16 sierpnia. Piszą ztąd do Posener Ztg. „Mieszkańcy Żerkowa zaledwie ochłonęli z przestrachu po pożarze, który 8 t. m. nas nawiedził, kiedy po drugi raz jeszcze większy padł na nowo popłoch. Dnia 14 tm. o godzinie 2 z południa znowu wybuchł pożar w domu blisko stodół miejskich i jedynie czynnej energii burmistrza naszego, p. Wolniewicza, zawdzięczamy, że pożar został wstrzymany i straszne dla miasta niebespieczeństwo szczęśliwie uchylone. Pożar ten znowu strawił 2 domy, 2 stajnie i stodołę.

Żerków miał nieszczęście być trawionym przez pożary wiele razy.
W roku 1861, w nocy z 13 na 14 sierpnia, wielki pożar strawił prawie 2/3 zabudowań miasta, w tym kościół św. Mikołaja.
Żywioły nie oszczędzały Żerkowa.
Jakby mało było pożarów, to rok później, 29.VII.1862, trąba powietrzna spowodowała liczne szkody.

http://www.historia.zerkow.pl/
https://zabytek.pl/pl/obiekty/g-230024

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Ostatnio edytowano 20 lip 2022, 12:42 przez Gosia53, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 lip 2022, 12:40 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1378
Lokalizacja: Gdańsk
W nawiązaniu do Żerkowa (post wyżej)-

Dziennik Poznański nr 188, 18.VIII.1861.

https://polona.pl/item/dziennik-poznans ... kzNTk0NjA/

Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.

Żerków, 15 sierpnia, Pożar w Żerkowie! Żerkowo w gruzach!
Grom po gromie uderzył w nieszczęśliwe miasto! Rok temu zuchwała ręka podpaliła stodoły za miastem, które w godzin parę zamieniły się w popiół a właściciele ich postradali na rok cały roczny swój sprzęt. W dni parę potem zgorzało dwóch obywateli do szczętu. Z dnia 13 na 14 mb. wieczorem pomiędzy godziną 10 i 11 podpalono na północnej części miasta znowu stodołę, a w pół godziny rozmiótł ogień szesnaście ich w perzynę. Pożerczy żywioł szerzył się z taką szybkością zwłaszcza że ta część miasta prawie cała pokryta była szkudłami, że o ratunku nie było podobna myśleć. W mgnieniu oka całe północne skrzydło stało w płomieniach a każdy uchodził z życiem zaledwie! starożytny kościołek pod nazwą św. Mikołaja stojący w tejże stronie, stał się pastwą płomieni. Zgorzało w ogóle 58 domów, 16 stodół, mnóstwo przybudowań, bóżnica a nawet spichlerz drewniany w guście starożytnym budowany, z drugiej strony miasta o dwa staja stojący zamieniony w perzynę, co nie podpada wątpliwości, że ogień był założony aby rozerwać siły ratujących. Ratunek jak powiedziałem był prawie niepodobny. Każdy uchodził zaledwo z życiem lub chwytał co mu najpierw w rękę wpadło. Blisko 500 rodzin bez dachu i przytułku. Zanim pomoc z okolicy nadeszła, już prawie nie było co ratować, dwie miejskie sikawki pracowały bez ustanku, w godzin parę przybyły dwie czy trzy inne ale już się na wiele nieprzydały, ponieważ nie było ich można przed dymem i płomieniem zatoczyć w ulice, a tak ogień zapanował na dobre. Z rozpaczliwą energią brało się wszystko bo ratunku co się jeszcze ratować dało, mieszczanie wpół nadzy, boso z opaloną odzieżą czynili wszystko na co się ludzkie siły zdobyć mogą w nieszczęściu. Wymieniono mi z nazwiska kilka osób, którzy z szczególnym zapałem nieśli pomoc pogorzelcom i ich dobytkowi jak np. szewc Wencel, starozakonny Szmul gwoździarz, Frost garbarz, A. Piątkowski kamieniarz, Klimaszewski tokarz, Danielewski siodlarz, Jankowski stolarz. Pomiędzy wszystkimi wpadł mi szczególnie w oko mężczyzna średniego wzrostu, który z trudną do wyrażenia energią i poświęceniem, z przytomnością umysłu na wszystkich niemal w krótkim czasie widziany był miejscach gdzie niszczący żywioł rozszerzał swą grozę i zniszczenie. Tu na rękach wynosił dzieci i uprowadzał starców z dymi i płomieni, tam dźwigał z drugimi ciężkie sprzęty domowe, ówdzie pracował przy sikawce, to go znów ujrzano na dachu z siekierą w ręku śród płomieni i walących się belek, to znów zachęcającego struchlałe kupy ludu z zapomnieniem o własnej chudobie itp. Był to nauczyciel Biliński. Wszyscy z resztą wytężali swe siły do ostatka, ale w końcu śród płaczu dzieci i niewiast, śród zgiełku, popłochu i zamieszania niepodobna było się rozumieć. Pszeszła noc straszna, okropna! wschodzące słońce pierwszemi promieńmi powitało już gruzy Żerkowa. Kto ma litość niech spieszy z pomocą; Bóg wam zapłaci.

Nr 175, 1.VIII.1862.
https://polona.pl/item/dziennik-poznans ... AyNDAwNjI/

Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.

Żerków, 29 lipca. Czytelnicy niezawodnie będą jeszcze mieli w świeżej pamięci nieszczęścia które nawiedzały przez trzy lata naszę biedną mieścinę. W roku zeszłym szczególnie stała się ona pastwą okropnego pożaru, a dziś niestety straszliwy nad to wszystko uderzył w nią cios. Nie ręka zbrodniarza, ale niszczący fenomen natury zagospodarował niepospolicie u nas. Pomiędzy godziną trzecią a czwartą z południa nawiedziła nas trąba powietrzna, jakiej stuletni nasi starce nie pamiętają. W tym bowiem czasie śród nieznośnego upału niebo lekkiemi zaczęło się powłóczyć chmurami a śród miłej ciszy drobny opuszczał się deszczyk któremu w oddali ponury wtórował grzmot. Nagle gorące powietrze tak się zgęściło, że ciężko było oddychać otwartemi ustami; na niebie poczęło się robić coraz ciemniej, żałobniej, zdawało się to przepo wiadać nawałnicę lub ulewę, ale coś gorszego rzuciły na nas niebieskie stropy. W samych środku ciemnej chmury która od zachodniej strony zawisła nad naszem miasteczkiem ukazał się jasnopopielaty klin spuszczający się ostrym końcem ku ziemi w którym wyraźnie można było dostrzedz żwawą mięszaninę jakby gotującej się wody. Parę staj przed miastem od zachodu począł się od dołu wir który świdrując coraz wyżej związał się wreszcie z wspomnionym klinem i rozpoczął szalony taniec po mieście, porywając z sobą wiązki słomy, szkudły, sprzęty gospodarcze rozstawione po podwórzach, pościel, dachówki, cegły, krzaki, najpotężniejsze drzewa z korzeniami, a srożąc się coraz wścieklej wywracał całe domy, pozdzierał dachy które w swem wnętrzu jak w młynie na prósze rozmiótł. Wszystko to było dziełem pięciu minut. Przeszło trzydzieści budynków zgruchotane na miazgę, przyczem dwoje ludzi śmiertelnie rannych. Piękne nasze sady zrównane z ziemią a miasto całe zasypane gruzami, kawalcami belek, potłuczonych desek, przedstawia widok którego opisać nie umiem. Straszny to ślad rozgniewanej przyrody! Przeszło czterdzieści rodzin znowu bez przytułku, i to najuboższych. We wsi Raszewy o ¼ mili na wschód, dokąd popędziła ta straszna plaga, zmiotła wszystkie budynki dominialne prócz spichlerza, znikł tam także bez śladu wyrobnik Grala którego burza spotkała na podwórzu. Pisząc pod wrażeniem tego okropnego zdarzenia słyszę jeszcze głuchy łomot rozszarpywanych domów i przerażający szum jakoby stada byków wycie.

Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 11 sie 2022, 16:34 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1378
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

Dziennik Poznański- rok 1860.
https://polona.pl/press/dziennik-poznan ... 2Nzk/1860/

Nr 200, 1.IX.

Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.

Jarocin, 24 sierpnia…
Z wtorku na środę o samej północy, spaliła się kamienica z browarem, na ul. Podgórnej. Woda była blisko i pomoc spieszna, dla tego pożar nie mógł się rozszerzyć. Pierwszą sikawkę, opatrzoną w dwa węże, sprowadzono z pałacu. Sam młody hr. Radoliński z sługami ją ciągnął i przez cały czas pomagał dziarsko wodę pompować, dając przykład, jak bronić należy bliźniego w nieszczęściu. Ogień podobno od razu na kilku miejscach wybuchnął. Właściciel jest zabespieczony na 2000 tal. Ta sama kamienica już raz przed dwoma laty zgorzała i prawie w ten sam czas.

Żnin, 27 sierpnia. Dziś o godzinie 1 z południa powstał ogień na przedmieściu Szubskiem. W krótkim czasie zamienił w perzynę 5 domów mieszkalnych, 3 stodoły i kilka obórek. Dobytek żadnego z pogorzelców nie był zabespieczony.

Nr 219, 25 IX.

Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.

Poznań, 24 września. Przedwczoraj zaraz po godzinie 10 wieczorem, wybuchł pożar na Chwaliszewie, w stajence stojącej na gruncie pod nr. 19, od którego zajął się natychmiast prawie dach szkudlany obok stojącego domu. Przybiegli na ratunek ludzie, zrócili niezwłocznie w płomieniach stojące dachy: tym sposobem zapobiegli dalszemu rozszerzaniu się ognia. Za powód ognia podają nieostrożność.
– Pociąg kolei żelaznej odchodzący ztąd około godz. 10 wieczorem najechał wczoraj pomiędzy Rokitnicą a Szamotułami, na 4 konie, które niewiedzieć jakim sposobem na kolei się znajdowały i zgniótł je. Mimo tak wielkiej zawady pociąg nie wyskoczył z szyn i prócz uszkodzenia kilku wagonów nie poniósł żaden z podróżnych jakiegokolwiek szwanku.

Nr 221, 27.IX.

Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.

Pakość, 19 września. Czytamy w Bromberger Wochenblatt, iż przed dwoma miesiącami pokąsał tu wściekły pies kilka sztuk bydła rogatego, po 4 tygodniach wybuchła wścieklizna pomiędzy bydłem i dotychczas już 19 sztuk musiano zabić. Szczególną jest, że ów wściekły pies pokąsawszy bydło przebiegł koło człowieka i wcale go nie zaczepił.
Dnia 16 b. m. spaliło się gospodarstwo zamożnego kmiecia we wsi Gniewkowcu, położonej nad żwirówką inowrocławsko-bydgoską i przy pożarze tym spaliło się 4 braci, dorosłych synów właściciela, w wieku 12 do 20 lat mających. Będąc poprzednio w sąsiedztwie na weselu, przybyli wieczorem do domu i udali się z latarnią do obory, a zasypawszy bydłu obrok, położyli się spać. Zdaje się, że będąc dobrze podchmielonymi, zapomnieli zgasić światła, które pewnie z stłuczonej lub nie dobrze zamkniętej latarni, zapaliło znajdującą się tam słomę.

Gostyń, 24 września. W przeszły czwartek spalił się młynarzowi Sperling wiatrak. Wnoszą ze znalezionej drabiny, że ogień był podłożony.

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 107 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL