Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne GNIAZDO

Forum dyskusyjne WTG GNIAZDO
Teraz jest 07 lip 2020, 03:56

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 24 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 17 mar 2020, 20:49 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 lis 2016, 21:04
Posty: 540
Rafał Kuzak

Nieludzki i wprost niewyobrażalny wyzysk. Praca tak ciężka, że do podobnej nie zmuszano nawet zwierząt. Żałosne zarobki, brak jakiejkolwiek opieki i horrendalne warunki życia. Polscy chłopi pańszczyźniani nie byli wcale zdrowi, silni i zahartowani. W przededniu upadku Rzeczypospolitej przedstawiali obraz nędzy i rozpaczy.
• „Gdziekolwiek zatrzymaliśmy się, przybiegli do nas gromadami żebracy i prosili o jałmużnę z najpodlejszym natręctwem" - opisywał historyk William Coxe
• Na tragiczny los mieszkańców polskiej wsi zwracał uwagę także m.in. Stanisław Staszic
• „Trzeba przyznać, że jakikolwiek los spotka Polskę, stan ich pogorszyć się nie może" - przewidywał Coxe
O wyglądzie zewnętrznym mieszkańców polskich wsi pod koniec XVIII wieku możemy się przekonać sięgając po „Historię chłopów polskich" Aleksandra Świętochowskiego. Autor, na kartach opasłego, klasycznego dzieła przytoczył między innymi relację Williama Coxe’a.
„Są niewolniczo uniżeni”
Brytyjski podróżnik i historyk zjeździł pół Europy. W trakcie swych licznych wojaży trafił także nad Wisłę. Opis, który wyszedł spod jego pióra uchodzi za wyjątkowo wartościowy, ponieważ trudno zarzucać mu stronniczość. Coxe przedstawiał to, co zobaczył i nie miał żadnego interesu w koloryzowaniu polskiej rzeczywistości. Dodatkowo potrafił odnieść wygląd polskich chłopów do tego, jak prezentowali się włościanie w innych rejonach kontynentu. Pisał:
Nigdy nie mógłbym wystawić sobie w myśli okolic tak smutnych i pustych. (…) Przez 45 mil spotkaliśmy tylko dwa powozy i 12 wozów (…) Widok nędznych wsi zgadzał się zupełnie z mizerną okolicą, która je otacza. Brytyjczyk relacjonował wrażenia ze spotkań z mieszkańcami zapadłych wiosek, przez które przejeżdżał w drodze z Warszawy do Krakowa. W pierwszej kolejności w oczy rzuciła mu się plaga żebractwa:
Wieśniacy w tym kraju są biedniejsi i posępniejsi, niż w innych, które zwiedziliśmy. Gdziekolwiek zatrzymaliśmy się, przybiegli do nas gromadami żebracy i prosili o jałmużnę z najpodlejszym natręctwem.
W porównaniu z chłopami szwajcarskimi, którzy są grzeczni, ale również wymagają grzeczności, polscy są niewolniczo uniżeni: kłaniają się do ziemi zdjąwszy kapelusz, trzymają go w ręku dopóty, póki im człowiek nie zejdzie z oczu.
Niscy, wychudzeni i obdarci
Coxe nie miał również nic dobrego do powiedzenia o wyglądzie zewnętrznym napotkanych ludzi:
Chłop polski ma wygląd dziki, spaloną, ciemną, prawie czarną twarz, chude policzki, zapadnięte oczy, wzrost niski; porusza się wolno, ogólna apatia czyni go niezdolnym do odczucia zarówno wielkiej radości, jak cierpienia.
Zimą w prostym kożuchu, latem w koszuli i spodniach ze zgrzebnego płótna, boso, wlecze się leniwie za swoim chudym, kudłatym koniem, ciągnącym sochę, którą rozdziera zachwaszczoną rolę, ażeby z niej zebrać zapas na zimę, niewystarczający mu na wyżywienie rodziny i dobytku.
„Gniją w brudzie i nędzy”
Podróżnik z Wysp nie był odosobniony w swych opiniach. Również cytowany przez Świętochowskiego Francuz, który w tym samym czasie trafił nad Wisłę, miał bardzo złe zdanie o tym, co zobaczył na polskiej wsi:
Włościanie, których liczbę do sześciu milionów rachują, zwani chłopami, stanowili przed podziałem 2/3 narodu. Mało się różniąc od bydła, nie mają żadnej własności, żyją z dnia na dzień, gniją w brudzie i nędzy.
Dla braku światła i środków do życia połowa ich potomstwa przepada, któraby ludność powiększyła (…). Trzeba przyznać, że jakikolwiek los spotka Polskę, stan ich pogorszyć się nie może.
„Mało czują i mało myślą”
O tym, że powyższe komentarze wcale nie odbiegały od rzeczywistości, świadczą także słowa Stanisława Staszica. W Przestrogach słynny oświeceniowy działacz i katolicki ksiądz w jednej osobie z goryczą pisał:
Pięć części narodu polskiego stoi przed mymi oczyma. Widzę miliony stworzeń, z których jedne wpół nago chodzą, drugie skórą albo ostrą siermięgą okryte; wszystkie wyschłe, znędzniałe, obrosłe, zakopciałe; mając oczy głęboko w głowie zapadłe, dychawicznemi piersiami i bezustannie robią.
Posępne, zadurzałe i głupie, mało czują i mało myślą — to ich największą szczęśliwością. Ledwie w nich dostrzec można duszę rozumną. Ich zwierzchnia postać z pierwszego wejrzenia więcej podobieństwa okazuje do zwierza, niźli do człowieka.
Właśnie tak ledwie 200 lat temu prezentowali się przodkowie większości z nas. Z ich zachowaniem i wyglądem współgrały również warunki, w jakich mieszkali. Przedstawiały się one wprost tragicznie. Jednak to już temat na kolejny artykuł.

[Rafał Kuzak – historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.]
*
Co jedli polscy chłopi pańszczyźniani? Nawet nie wziąłbyś do ust tego, co dla nich było rarytasem

Jaja podkradano dzikiemu ptactwu, dla zdobycia mięsa posuwano się do przestępstw. A gdy było trzeba – sięgano nawet po potrawy, które obecnie wydają się zupełnie niejadalne.
Dzisiaj w polskich sklepach półki uginają się od produktów żywnościowych sprowadzanych z niemal całego świata. Czterysta lat temu rolnik miał do wyboru tylko to co sam wyhodował lub zebrał. Jak wyglądał jadłospis XVII-wiecznego chłopa pańszczyźnianego?
Możemy się o tym przekonać sięgając po monumentalne dzieło Jana Stanisława Bystronia „Dzieje obyczajów w dawnej Polsce. Wiek XVI-XVIII.” Autor z wielką skrupulatnością opisał realia życia różnych warstw społecznych Rzeczpospolitej.
Pieczone gawrony, czyli „mazowieckie kury”
Poświęcił również sporo miejsca temu, co jedli zwykli włościanie w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Jak czytamy na kartach książki żywili się oni:
(…) prawie wyłącznie pokarmem roślinnym. Mięso (…) było rzadkie, na wielkie święta lub wesela, chyba że udało się gdzie co upolować wbrew zakazom albo też porwać z sąsiedniej wsi. Łowiono też ptaki na różne, pomysłowe sidła i zatrzaski. Na Mazowszu także i gawrony spożywano, żartobliwie stąd „mazowieckimi kurami“ nazywane.
Jedzono ryby, o ile można je było gdzie w pobliżu ułowić albo też ukraść z dworskiego stawu. Z kupnych znany był chyba tylko śledź.
Jaja podkradane dzikim ptakom
Mięso stanowiło rarytas, ale za to nabiału chłopi jedli dużo. W ich jadłospisie nie brakowało mleka, sera, śmietany czy jaj. Te ostatnie nie tylko brano od niosek, ale też… podbierano dzikiemu ptactwu.
Jednak, jak podkreślał Bystroń, podstawą codziennego menu były jarzyny i zboża: „groch i kapusta zajmują tu naczelne miejsce, dalej bób i soczewica”.
Polewki, bryje i żadnych ziemniaków
Jeżeli chodzi o ziarna to część z nich oczyszczano przy pomocy ognia i spożywano jako tak zwane prażmo.
Inne z kolei tłuczono na kaszę w stępach lub mielono na mąkę za pomocą kamiennych żaren. Z tej:
(…) gotowano polewki i bryje, pieczono w popiele podpłomyki, przyrządzano wreszcie w specjalnych piecach chleb, co jednak było już oznaką wyższego poziomu technicznego i majątkowego.
Dopełnienie jadłospisu stanowiły chętnie zbierane jagody, grzyby, orzechy laskowe oraz dzisiaj wykorzystywane już tylko jako pasza dla zwierząt orzechy wodne.
Ktoś może zapytać, a co z ziemniakami? Te w Polsce zaczęto uprawiać na szerszą skalę w drugiej połowie XVIII wieku. Podstawą chłopskiego jadłospisu stały się zaś dopiero w XIX stuleciu.
Trawa nazywana „manną jadalną”
Tak stołowano się okresach, gdy akurat żadna susza, powódź albo przymrozki nie zniszczyły upraw. W czasach nieurodzaju lub wojen ludność wiejska w znacznym stopniu przeistaczała się w zbieraczy żywiących się wszystkim, co udało się znaleźć w lasach i na polach.
Jak twierdził Bystroń, szczególnie istotną rolę odgrywała trawa nazywana manną jadalną. Cieszyła się ona największą popularnością na wschodzie Rzeczpospolitej.
Żyjący na przełomie XVI i XVII wieku botanik i profesor Akademii Krakowskiej Szymon Syreński pisał, że była „za rosy na sito zbierana, suszona, a potem w stępach otłukana“. Spożywano ją w formie swego rodzaju kaszy.
Mąka z chwastów i pokrzywy
Kmiecie nie gardzili również perzem. Chwast ten, będący prawdziwą zmorą rolników, wykopywano, a następnie suszono jego korzenie. Gdy już wyschły, na wiór siekano je lub mielono i z tak powstałej mąki wypiekano chleb.
Dążąc do zapełnienia żołądka chłopi nie gardzili również szczawiem, młodymi pokrzywami czy lebiodą.
Żołędzie i liście drzew
W czasach szczególnie dotkliwego głodu na stołach lądowały żołędzie oraz bukiew (bukowe orzeszki). Gdy okoliczności do tego zmuszały spożywano ponadto korę brzozową, którą mielono na mąkę.
Na przednówku sięgano nawet po liście drzew. Jak pisał cytowany przez Bystronia jeden z mieszkańców Podgórza „z lipowego liścia chleb jedzą, kędy owszem i samym przędziwem ludzie żywi”.
Lista spożywanych roślin rzecz jasna była znacznie dłuższa i różniła się w zależności od ich występowania na danym regionie kraju. Co warte podkreślenia, głodowy jadłospis niewiele się zmienił… aż do czasów II wojny światowej.

_________________
--------------------------
Pozdrawiam, Danka


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 17 mar 2020, 21:35 
Offline

Dołączył(a): 21 lis 2017, 09:12
Posty: 199
Niestety, panszczyzna została zniesiona dopiero przez zaborców. Rodzime elity nie było na to stać. Przykre to.
Pozdrawiam - Leszek Wojciechowski.

_________________
@margallus
Poszukiwani:
Roch Chudzyński - Elżbieta Pruska
Casimirus Kotecki - Marianna
Nicolaus Kotecki - Maryanna Chmiel
Józef Piotrowski - Magdalena (XVIII/XIX w.)
Bartłomiej Piotrowski - Marianna Chudzyńska (ślub).


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 mar 2020, 16:56 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 lip 2013, 23:08
Posty: 883
Cytuj:
Rafał Kuzak
(...)

Tak, tak...
Redaktor...

Rzetelność historyczna: żadnych dat, żadnych szczegółów dot. miejsc.
Za to: "Wygląd dziki", "Mało czują i mało myślą". Etc. No, popatrz no, popatrz! Widzisz to? No pewne, że widzisz.
Goebbels by się nie powstydził. Stara szkoła Falkenberga.
Pan Coxe był też najwyraźniej wzorem au rebours dla swego późniejszego krajana, Bernarda Shaw, w opisywaniu zwiedzanych krain. Obaj wykazali się podobną "rzetelnością" - z tym, że jeden postponując wizytowany kraj (? świeżo rozgrabiona Polska), drugi zaś wychwalając inny, do którego został posłany (CCCP w szczytowej fazie), obaj zaś przede wszystkim skrupulatnie wypełniając przyjęte zamówienie. Że opisy nie miały nic wspólnego z rzeczywistością - kto by dbał o takie szczegóły. Miały działać na wyobraźnię. Ważne, że były zgodne z aktualną "linią redakcyjną".

_________________
- Krystyna

..................................................................................................................
szukam ślubu pary: Antoni-Łukasz Jakubowski i Magdalena Pawłowska, ok. 1725/1740


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 mar 2020, 17:19 
Offline

Dołączył(a): 18 lut 2016, 23:12
Posty: 345
Chłopi pańszczyźniani nie zawsze byli w gorszej sytuacji niż chłopi czynszowi na zachodzie Europy. To poddaństwo i zależność od pana były głównymi ciężarami , a nie forma opłaty . Łatwiej było spełnić obowiązki przy pomocy robocizny niż w żywej gotówce. Dowodem jest olbrzymia emigracja z Anglii w XVIII wieku. A Polska była wtedy krajem imigracyjnym. Wprawdzie imigranci nie wchodzili w system pańszczyźniany lecz czynszowy, ale napływali masowo .
Janusz


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 mar 2020, 17:16 
Offline

Dołączył(a): 03 mar 2008, 13:57
Posty: 247
pańszczyzna = niewolnictwo
u nas tak lepiej się nazywa
od kiedy istniało na ziemiach polskich ? bo było już w starożytności w Egipcie i Rzymie

AlaM


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 mar 2020, 19:38 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 lip 2013, 23:08
Posty: 883
Króciutka glossa do tematu:
https://www.youtube.com/watch?v=1k0ke7ycs7Q

_________________
- Krystyna

..................................................................................................................
szukam ślubu pary: Antoni-Łukasz Jakubowski i Magdalena Pawłowska, ok. 1725/1740


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 mar 2020, 21:39 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 lis 2016, 21:04
Posty: 540
Zamożna część społeczeństwa po 1989 r. poszukiwała szlacheckich korzeni. Prawie każdy budował sobie kominek i wieszał portrety przodków

Dr Michał Rauszer – antropolog z Instytutu Slawistyki Polskiej Akademii Nauk

Opór chłopów stanowi podręcznikowy przykład społecznej samoorganizacji. Takie opinie wygłaszają doświadczeni historycy. Może zamiast mówić o liberalnym społeczeństwie obywatelskim powinniśmy wrócić do pamięci o strajkach chłopskich?
– Każda rozmowa o chłopach musi się zacząć od przypomnienia, że etymologicznie wyraz chłop oznacza niewolnika, kogoś bezwolnego. Historia oporu chłopów jest fascynująca, szczególnie gdy spojrzymy na nią pod kątem organizowania się wspólnoty. Najpowszechniejszym typem buntu był strajk chłopski – genialna forma samoorganizacji społecznej. Najczęściej strajki odbywały się w dobrach królewskich. Starosta zarządzający chłopami zwiększał pańszczyznę według własnego uznania, co wywoływało opór. W okresie najintensywniejszych prac na roli, czyli latem, w czasie żniw, cała wieś odmawiała pracy. Opór zaczynał się od próby prawnej. Chłopi wysyłali prośbę do króla. Wobec negatywnej odpowiedzi odmawiali pracy. Organizowała się wówczas cała wieś, bez wyjątku. Jeśli ktoś wyłamałby się i poszedł pracować, to, mówiąc oględnie, wywieźliby go z tej wsi obitego.

Na temat buntów chłopskich krąży wiele mitów. Odwołują się one do chłopów jako bezwolnej masy, która bezmyślnie, ale krwawo rozprawiała się ze swoimi wrogami.
– Szlachta postrzegała resztę społeczeństwa jako bezwolną trzodę. Jeżeli chłopi stanowili coś w rodzaju zwierząt pociągowych, to trudno sobie wyobrazić, aby mogli się buntować. Echem takiego myślenia jest twierdzenie, że w porównaniu do robotników chłopi potrafili dokonywać tylko nieskoordynowanych zrywów bezsensownej przemocy. Witold Gombrowicz, opisując chłopów w „Ferdydurke”, posługuje się metaforą psa i psiego żywota. Choć u Gombrowicza jest to obraz dość krytyczny wobec ziemiańskich fantazmatów, oddaje on to zjawisko ubezwłasnowolnienia, przedstawiania chłopów jako zwierząt. Poezja ziemiańska z XVII w. wskazuje na Kainowe pochodzenie chłopów, przez co do końca świata będą oni nurzać się w ziemi za swoje plugastwo.

Jeżeli więc patrzymy na chłopów jako na zwierzęta, nie będziemy ich oceniać przez pryzmat racjonalnego działania. Może pamięć o chłopskich buntach jest niewygodna?
– Pamięć o chłopskich buntach i o pańszczyźnie uderza w mit o odwiecznym, jednolitym narodzie polskim, ukazuje różnice między ludźmi i tło konfliktów. Pojęcie nowożytnego narodu polskiego ukształtowało się ok. XVI w., jednak już wtedy chłopi przestali występować w prawodawstwie jako stan. Jeżeli teraz patrzymy z perspektywy tak rozumianego „narodu” na historię, zaciera nam ona to ważne zróżnicowanie i powoduje, że dostrzegamy jakiś mityczny naród i jedność narodową gdzieś w odległej przeszłości. Nie mówiąc już o tym, że zacieramy w ten sposób pamięć o naszych chłopskich przodkach.

Co oznaczało bycie chłopem w tamtych czasach i jak wyglądały relacje z panem?
– Przede wszystkim należy powiedzieć, że bardzo różnie. Ustrój Rzeczypospolitej od XVI w. był całkowicie oparty na niezależności szlachty. Innymi słowy każdy szlachcic, mając własność w postaci ziemi i przywiązanych do niej chłopów, był od pewnego momentu jedynym i ostatecznym prawodawcą. Od niego zależały sądy, a nawet w wielu przypadkach zgoda na małżeństwo. Przykładowo zgoda była uzależniona od tego, czy ziemie nowożeńców mogą przynieść większy zysk, niż gdyby ci sami ludzie związali się z kimś innym.

Oprócz tego chłopi bardzo ciężko pracowali.
– Zgadza się. Początkowo, od XV w., pracowali dla pana mniej więcej jeden dzień w tygodniu. Pod koniec XVI w. każdy szlachcic mógł ten czas ustalać dowolnie, a więc w jednej własności były to np. dwa dni w tygodniu, a w drugiej – osiem dni (wtedy pańszczyznę musiała odrabiać także rodzina). Poza darmową pracą w ciągu tygodnia na chłopach ciążył obowiązek darmowej pracy w okresie intensywnych robót polowych, np. żniw, oraz tzw. podwód, czyli transport zboża na skupy, istniał także obowiązek propinacyjny, czyli wypicia określonej ilości wódki z pańskiej gorzelni. Nie należy też zapominać o przywiązaniu do ziemi, czyli zakazie opuszczania wsi bez zgody pana, zdarzały się również przypadki handlu chłopami. Kiedy czytamy przekazy etnograficzne o sytuacji chłopów w XIX w., to włos się jeży na głowie! Dojmujący głód – pożywienie na wsi w XIX w. składało się wyłącznie z kasz, ziemniaków, mleka i tłuszczu od święta. Nieustanne poczucie zagrożenia, bo pan mógł chłopa np. zabić i wtedy zostałby postawiony przed sądem, a sądziliby go jego koledzy.
Ustaliliśmy, że wystąpienia chłopskie nie były przypadkowym działaniem zbieraniny ludzi. Jak wyglądał taki strajk?
– Kiedy np. starosta zbytnio obciążał chłopów, skrzykiwali się i wysyłali do króla delegację ze skargą. Bardzo często król przychylał się do takiej prośby czy skargi i zaopatrywał chłopów w listy żelazne. Zarządca dóbr leżajskich jednak odpowiedział swoim chłopom: „Choćbyście mieli żelazne prawa, tedy się muszę padać, a wy musicie robić na pańskie. A wiecie wy, chłopy, że pan starosta leżajski tu królem i ja sam podlejszy, a przecie sobie król?”. Nieraz też wracających z takiej delegacji chłopów bito, wtrącano do lochu, zdarzały się morderstwa. Kiedy zarządca dóbr odmawiał respektowania skarg, chłopi zbierali się w rodzaj samorządu, czyli gromadę, i radzili nad strajkiem. Był on podejmowany, kiedy cała wspólnota zgodnie się za nim opowiadała. Na przywódcę strajku wybierano osobę ze wsi cieszącą się największym autorytetem.
Bardzo rzadko strajk kończył się sukcesem, najczęściej strajki brutalnie pacyfikowano albo przeradzały się w zbrojne wystąpienia przeciwko panu. Wobec groźby upodmiotowienia się chłopów w szlachtę wstępował wyjątkowy duch solidarności w krwawym tłumieniu takich żądań. Chcę tutaj powiedzieć jeszcze jedną rzecz, ocierającą się o herezję – otóż nie wszyscy przedstawiciele szlachty byli brutalnymi degeneratami, czasem starali się należycie zarządzać dobrami. Problemem był sam system gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej, który po prostu uniemożliwiał inne traktowanie chłopów. Cała kultura szlachecka musiała więc wytworzyć przeciwciała przed wyrzutami sumienia i stąd to postrzeganie chłopów jako zwierząt, jako bydła. Z bydłem dużo łatwiej obchodzić się brutalnie.
W świetle tego, co pan mówi, opór chłopów jest przedstawiany wyjątkowo karykaturalnie.
– Przede wszystkim działania chłopów, o ile w ogóle o nich się mówi, są przedstawiane zgodnie z interesem klas dominujących: szlachty i ziemiaństwa. Dzięki temu panowie wypadają na tle zezwierzęconych chłopów jak ostoja porządku. Przede wszystkim nieprawdziwe są popularyzowane tezy o wyjątkowej brutalności i nieprzemyślanym charakterze działań chłopów. Nie sięgali od razu po kosy i nie ścinali głów. Przypomnijmy sobie bunt Jakuba Szeli, który wybuchł, ponieważ ogłoszony strajk nie przyniósł żadnych rezultatów. Szlachta była niewzruszona, odmówiła jakichkolwiek ustępstw na rzecz strajkujących chłopów. W 1811 r., kiedy król pruski wydał edykt, by trochę złagodzić nastroje społeczne, chłopi na Śląsku odebrali to jako zniesienie pańszczyzny. Spotkali się w gospodzie w Tworkowie, nie zabierali od razu siekier i pił, tylko wydali manifest, czyli tzw. zmowę tworkowską, w której zapowiedzieli koniec odpracowywania pańszczyzny. Oczywiście wywołali tym reakcję zbrojną i dopiero wtedy wybuchły walki, które rozlały się na całym terytorium między Raciborzem a Pszczyną.

Czego możemy się nauczyć dzięki wiedzy o buntach chłopskich? Dla wielu temat samoorganizacji chłopów to dzisiaj skansen.
– Po pierwsze, możemy sobie uświadomić, że jako lud polityczny jesteśmy w stanie wpływać na otaczającą nas rzeczywistość i kontrolować system, w którym żyjemy na co dzień. Przywracamy znaczenie kluczowemu pojęciu sprawstwa społecznego grup podporządkowanych i dyskryminowanych. Z historii oporu chłopów czerpiemy także wiedzę praktyczną na temat samoorganizacji, do której niepotrzebne było błogosławieństwo klas rządzących i opiniotwórczych. Strajki chłopskie wybuchały, ponieważ chłopi nie zgadzali się dłużej tolerować życia w określonych warunkach.
No dobrze, ale jeśli nawet toczą się dyskusje o pańszczyźnie, najczęś­ciej pojawia się wątek rżnięcia piłą panów. Trochę trudno czerpać z tego inspirację.
– To właśnie jeden z przykładów politycznego wykorzystania pamięci. Jeżeli w naszej historii przedstawiamy taką sprawczość społeczną tylko jako zryw nagiej przemocy, to pacyfikujemy wszelkie pozytywne wzorce wspólnotowego działania, na jakich można budować tożsamość i aktywność polityczną. Zamiast ślepej reakcji na zasadzie: dowalimy im, możemy pomyś­leć o działaniu pozytywnym. Historia buntów chłopskich jest dzisiaj historią wyklętą, i to w sensie dosłownym. W konfrontacji z narracją szlachecką, powielaną nawet przez środowiska lewicowo-liberalne i oczywiście skrajną prawicę, wciąż nie ma większych szans na przebicie się do świadomości społecznej innej historii Polski niż opowieść o dzielnych królach, rycerzach i cnotliwych damach.

Potomkowie szlachty odzyskują wieś Michałowice, Czartoryscy sprzedają państwu za 100 mln euro kolekcję sztuki, warszawskie kamienice są zajmowane przez osoby kojarzone ze Związkiem Szlachty Polskiej. Wymarzone warunki do przywracania pamięci o pańszczyźnie i chłopskim oporze…
Skala roszczeń i akceptacja tego procesu przez państwo są niepokojące. Gdybyśmy mieli rzetelną opowieść o życiu chłopów w okresie pańszczyzny, czy ktoś odważyłby się zapłacić 100 mln Czartoryskim za zbiory? Stwierdzenie, że Czartoryscy powinni w takim razie zapłacić odszkodowania za pańszczyznę, zostało skwitowane jako nieznajomość kontekstu historycznego. Ale jakiego kontekstu? Darmowej pracy na ich roli? Czynszów im płaconych? Jako społeczeństwo wciąż nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że majątek w Michałowicach został ufundowany na niewolniczej pracy chłopów.

Kto wobec tego najbardziej potrzebuje dziś pamięci o pańszczyźnie?

– Potrzebujemy tego jako społeczeństwo. Powinniśmy jednak zachować ostrożność, aby nie popaść w jednowymiarowość. To nie może być tylko opowieść o chłopskiej krzywdzie, ponieważ stwarzamy dogodne warunki do powstawania niebezpiecznych resentymentów. Zamykamy się wówczas w sporze plemiennym: my nienawidzimy ich, oni nienawidzą nas i dążymy do tego, żeby nasz wróg zniknął. A co się stanie, gdy on już zniknie? Wówczas tożsamość zbudowana na nienawiści się rozpadnie, bo zabraknie jej obiektu tej nienawiści. Potrzebujemy pozytywnej opowieści o emancypacji chłopów, o pochodzeniu ze wsi, o chłopskich korzeniach.

Naszą wyobraźnią rządzi jednak szlachta. Odwołują się do jej tradycji przedstawiciele wszystkich klas społecznych.
– Zgadza się, nie ma opowieści, która pozwoliłaby nam się zidentyfikować z chłopami. Zamożna część społeczeństwa w pierwszej dekadzie XXI w. poszukiwała szlacheckich korzeni. Prawie każdy, kto wygrał na transformacji po 1989 r., natychmiast budował sobie kominek, nad którym wieszał portrety przodków i skrzyżowane szable, co jest zaskakujące, ponieważ do szlachty można było zaliczyć w XVII w. 10% społeczeństwa. Brakuje nam znaków i symboli odwołujących się do historii chłopów. Mniej zamożni obywatele nie wieszają na ścianach sierpów i cepów, zamiast tego powiększają domy o filary imitujące dworki. Interesujący pod tym kątem jest proces wypierania się chłopskiego pochodzenia przez ludzi wywodzących się z klas ludowych, którzy zaczynają odgrywać rolę opiniotwórczą, stają się elitą. Najczęściej odwołują się do wzorów inteligencji mieszczańskiej, a bywa, że i do szlachty. Dzięki temu mogą zająć bezpieczną pozycję w środowisku politycznym, biznesowym i medialnym.

Co nam to mówi o kulturze i polityce pamięci o chłopach?
– W polskiej kulturze chłop zawsze był niemy. W latach stalinizmu próbowano przywrócić wiedzę o chłopskiej emancypacji i budować tożsamość na podnoszeniu chłopskiej godności. Bardzo szybko jednak zarzucono ten pomysł, by powrócić do sielskiej „ziemiańskości”. Widać to choćby w popularności w latach 60. i 70. ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza, odnawiających ziemiańskie mity. Jeżeli spojrzymy na filmy poruszające tematykę wiejską w czasach PRL, to nawet te pozornie emancypacyjne opierają się na chłopskiej „bezwolności”. Chłopskie bunty czy przemiany świadomości zawsze są inspirowane przez jakiś element zewnętrzny. Tak się dzieje w doskonałym, westernowym „Podhalu w ogniu” o buncie na Podhalu z 1651 r., w którym gniewny szlachcic popycha chłopów do zrywu. W ekranizacji „Konopielki” dopiero przysłana przez partię nauczycielka zmienia chłopską świadomość, emancypuje seksualnie, a przez to także technologicznie.

Może powinniśmy szukać ratunku w kulturze? Nakręćmy dobry film o chłopach i polskim niewolnictwie.

– To bardzo dobry pomysł. Wyobraźmy sobie, że powstaje w Polsce film jakościowo porównywalny do „Django” Quentina Tarantina. Przedstawia sugestywnie położenie niewolników i ich emocje, ale ma też żywą akcję, interesujących bohaterów i doskonałe dialogi. Zamieńmy amerykańskich niewolników na polskich niewolników – chłopów. Pokażmy, jak byli traktowani, jak kochali, nienawidzili, jak patrzyli na świat. Taka opowieść wprowadziłaby nowy typ myślenia o relacjach społecznych. Możliwych bohaterów jest wielu, taki Radocki z powstania Kostki-Napierskiego, postać o niezwykle skomplikowanym życiorysie, oczywiście Jakub Szela; można tu wymienić wielu innych. Można by nakręcić także doskonały film o Ernestynie Świbównie, nauczycielce z Brennej, w wolnych chwilach zbierającej wiadomości o lokalnej kulturze ludowej.

Powstają sztuki teatralne o Jakubie Szeli, ale rzadko udaje się wyjść poza niego i zobaczyć, jak ten system działał na poziomie norm i reguł społecznych.
– Historia uprawiana w Polsce w dużym stopniu oparta jest na wydarzeniowości. Pokazuje się ją jako nieustanne zmaganie z losem i przeciwnikami konkretnych bohaterów, zawsze wywodzących się z jednej warstwy. Taki sposób myślenia oparty na wielkich bohaterach zastępuje wiedzę o codziennej pracy, oporze i organizacji grup obywateli. Zupełnie inny typ wrażliwości daje nam historia społeczna, czyli opowieść o klasach społecznych, dzieciach, kobietach, mniejszoś­ciach etnicznych.

***

Konwencja Genewska z 1956 zalicza pańszczyznę do instytucji i praktyk zbliżonych do niewolnictwa, definiując ją jako stan lub sytuację dzierżawcy, który na mocy prawa, zwyczaju lub porozumienia jest zobowiązany mieszkać i pracować na ziemi stanowiącej własność innej osoby oraz wykonywać pewne określone usługi na rzecz danej osoby niezależnie od tego, czy czynności takie byłyby odpłatne, czy też nie, oraz jest pozbawiony wolności przeprowadzenia zmiany swego stanu. Konwencja zobowiązuje państwa-strony do całkowitego zniesienia lub uchylenia takich instytucji i praktyk.

_________________
--------------------------
Pozdrawiam, Danka


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 mar 2020, 00:29 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 paź 2013, 14:30
Posty: 413
Uważam, że w dzisiejszych czasach użycie terminu „ chłop” w odniesieniu do całej ludności wiejskiej łączy ją w jedną bezkształtną kategorię, zacierając podziały między grupami o ogromnie zróżnicowanej kondycji ekonomicznej i statusie społecznym.
Na wsi istnieli w skrócie : względnie zamożni kmiecie dzierżawiący ziemię, którzy znajdowali się na szczycie tej hierarchii ,zagrodnicy, rataje, którzy mieli swoje zwierzęta i sprzęt do orki [ byli ludżmi wolnymi i pracowali na umowę z panem ] , oraz zubożałymi chałupnikami i komornikami.
Istnieją opracowania,w których autorzy twierdzą iż istniały nadwyżki rynkowe wytwarzane przez kmieci i znajdowali się oni w dobrym położeniu. Mało tego mogli czerpać także z tego korzyści i angażowali się w obrót rynkowy w takim stopniu ,żeby uiścić rentę lub inne powinności. Oprócz inwestowania w ziemię potrzebowali pieniędzy na spłacenie udziału rodzeństwa w odziedziczonym gospodarstwie [ było ono własnością pana] , a także na zakup młyna, karczmy lub sołectwa. Również mogli sprzedawać swoje gospodarstwa za zgodą dziedzica. Rosnący do XVII wieku ich dobrobyt [ można w metrykach kościelnych zauważyć iż mieli swoich parobków, których wysyłano do odrabiania w ich imieniu pańszczyzny posiadali konie, bydło, sprzęt rolniczy etc.] potwierdza, że ich panowie mieli rzeczywisty interes w tym żeby dojść do wspólnych korzystnych porozumień.
Dominacja szlachty [ jak twierdzą niektórzy] nie tylko nie zaszkodziła kmieciom, ale nawet była dla nich sprzyjająca do takiego stopnia iż bardzo często pożyczali swoim panom pieniądze co można zauważyć analizując testamenty.
Prowadzili również bardzo zróżnicowaną gospodarkę.
Chciałabym dodać iż tzw” bunty chłopskie” a raczej opór stawiano wówczas kiedy kmiecie byli niezadowoleni z warunków porozumień zawartych z panami, a nie sprzeciwem wobec samej zasady pańszczyzny. Kładzenie nacisku na zbiegostwo jako rzekomy przejaw oporu wobec pańszczyzny zaciemnia fakt iż ono w dużym stopniu było motywowane względami ekonomicznymi i owi chłopi nie uciekali przed systemem tylko zmieniali pana w jego ramach celem polepszenia sobie warunków życiowych. Często w aktach sądowych można zauważyć iż chłopi mieli także możliwość wybrania między panami , którzy się o nich procesowali.
Wielu autorów na podstawie analizy materiałów doszło do wniosku, że polscy kmiecie mimo podporządkowania szlachcie energicznie konkurowali z panami w dziedzinie gospodarki i byli w stanie doskonale reagować na bodżce rynkowe.

Wśród dzisiejszych badaczy polskich toczy się debata wokół użycia terminu „ chłop” , które na początku miało wydżwięk pejoratywny i nie było stosowane w żródłach urzędowych, w których używano określenia „ kmiecie' jako określenie dzierżawców stanowiących szkielet tego systemu.


Zródła:
„ Czy chłopu było źle w Polsce XVI wieku”-- Andrzej Wyczański.
„ Ostry atak na koncepcję wschodnioeuropejskiego zacofania” - Piotr Górecki
„ Chłopi i pieniądze na przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych" – Piotr Guzowski 2008r.
„ Oksfordzka historia unii polsko- litewskiej ' 1385-1569 Robert Frost – rozdział „ Chłopi”

Pozdrawiam,
Mirosława Giera


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 mar 2020, 13:54 
Offline

Dołączył(a): 21 lis 2017, 09:12
Posty: 199
miroslawa napisał(a):
Uważam, że w dzisiejszych czasach użycie terminu „ chłop” w odniesieniu do całej ludności wiejskiej łączy ją w jedną bezkształtną kategorię, zacierając podziały między grupami o ogromnie zróżnicowanej kondycji ekonomicznej i statusie społecznym.
Na wsi istnieli w skrócie : względnie zamożni kmiecie dzierżawiący ziemię, którzy znajdowali się na szczycie tej hierarchii ,zagrodnicy, rataje, którzy mieli swoje zwierzęta i sprzęt do orki [ byli ludżmi wolnymi i pracowali na umowę z panem ] , oraz zubożałymi chałupnikami i komornikami.
Istnieją opracowania,w których autorzy twierdzą iż istniały nadwyżki rynkowe wytwarzane przez kmieci i znajdowali się oni w dobrym położeniu. Mało tego mogli czerpać także z tego korzyści i angażowali się w obrót rynkowy w takim stopniu ,żeby uiścić rentę lub inne powinności. Oprócz inwestowania w ziemię potrzebowali pieniędzy na spłacenie udziału rodzeństwa w odziedziczonym gospodarstwie [ było ono własnością pana] , a także na zakup młyna, karczmy lub sołectwa. Również mogli sprzedawać swoje gospodarstwa za zgodą dziedzica. Rosnący do XVII wieku ich dobrobyt [ można w metrykach kościelnych zauważyć iż mieli swoich parobków, których wysyłano do odrabiania w ich imieniu pańszczyzny posiadali konie, bydło, sprzęt rolniczy etc.] potwierdza, że ich panowie mieli rzeczywisty interes w tym żeby dojść do wspólnych korzystnych porozumień.
Dominacja szlachty [ jak twierdzą niektórzy] nie tylko nie zaszkodziła kmieciom, ale nawet była dla nich sprzyjająca do takiego stopnia iż bardzo często pożyczali swoim panom pieniądze co można zauważyć analizując testamenty.
Prowadzili również bardzo zróżnicowaną gospodarkę.
Chciałabym dodać iż tzw” bunty chłopskie” a raczej opór stawiano wówczas kiedy kmiecie byli niezadowoleni z warunków porozumień zawartych z panami, a nie sprzeciwem wobec samej zasady pańszczyzny. Kładzenie nacisku na zbiegostwo jako rzekomy przejaw oporu wobec pańszczyzny zaciemnia fakt iż ono w dużym stopniu było motywowane względami ekonomicznymi i owi chłopi nie uciekali przed systemem tylko zmieniali pana w jego ramach celem polepszenia sobie warunków życiowych. Często w aktach sądowych można zauważyć iż chłopi mieli także możliwość wybrania między panami , którzy się o nich procesowali.
Wielu autorów na podstawie analizy materiałów doszło do wniosku, że polscy kmiecie mimo podporządkowania szlachcie energicznie konkurowali z panami w dziedzinie gospodarki i byli w stanie doskonale reagować na bodżce rynkowe.

Wśród dzisiejszych badaczy polskich toczy się debata wokół użycia terminu „ chłop” , które na początku miało wydżwięk pejoratywny i nie było stosowane w żródłach urzędowych, w których używano określenia „ kmiecie' jako określenie dzierżawców stanowiących szkielet tego systemu.


Zródła:
„ Czy chłopu było źle w Polsce XVI wieku”-- Andrzej Wyczański.
„ Ostry atak na koncepcję wschodnioeuropejskiego zacofania” - Piotr Górecki
„ Chłopi i pieniądze na przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych" – Piotr Guzowski 2008r.
„ Oksfordzka historia unii polsko- litewskiej ' 1385-1569 Robert Frost – rozdział „ Chłopi”

Pozdrawiam,
Mirosława Giera


Opisy przytoczone przez panią Dankę dotyczą XVIII wieku. Natomiast przytoczona przez panią "Oksfordzka historia unii polsko-litewskiej" dotyczy sytuacji w wieku XV. Proszę porównać cytowany na stronie 405 zasób posiadania kmiecia ze Słabomierza (połowa XVI wieku) z tym co zwykle posiadali chłopi wymienieni w inwentarzach dóbr szlacheckich. Te inwentarze (paskudnie przygnębiająca lektura) rysują byt chłopski bardzo bliski tym, który znalazł się w opisach przytoczonych w zagajeniu do tego tematu. Właściwie te wymieniane w inwentarzach zasoby chłopskie można by nazwać "stanem nieposiadania".
Pozdrawiam - Leszek Wojciechowski.

_________________
@margallus
Poszukiwani:
Roch Chudzyński - Elżbieta Pruska
Casimirus Kotecki - Marianna
Nicolaus Kotecki - Maryanna Chmiel
Józef Piotrowski - Magdalena (XVIII/XIX w.)
Bartłomiej Piotrowski - Marianna Chudzyńska (ślub).


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 mar 2020, 17:26 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 paź 2013, 14:30
Posty: 413
Titas napisał(a):
miroslawa napisał(a):
Uważam, że w dzisiejszych czasach użycie terminu „ chłop” w odniesieniu do całej ludności wiejskiej łączy ją w jedną bezkształtną kategorię, zacierając podziały między grupami o ogromnie zróżnicowanej kondycji ekonomicznej i statusie społecznym.
Na wsi istnieli w skrócie : względnie zamożni kmiecie dzierżawiący ziemię, którzy znajdowali się na szczycie tej hierarchii ,zagrodnicy, rataje, którzy mieli swoje zwierzęta i sprzęt do orki [ byli ludżmi wolnymi i pracowali na umowę z panem ] , oraz zubożałymi chałupnikami i komornikami.
Istnieją opracowania,w których autorzy twierdzą iż istniały nadwyżki rynkowe wytwarzane przez kmieci i znajdowali się oni w dobrym położeniu. Mało tego mogli czerpać także z tego korzyści i angażowali się w obrót rynkowy w takim stopniu ,żeby uiścić rentę lub inne powinności. Oprócz inwestowania w ziemię potrzebowali pieniędzy na spłacenie udziału rodzeństwa w odziedziczonym gospodarstwie [ było ono własnością pana] , a także na zakup młyna, karczmy lub sołectwa. Również mogli sprzedawać swoje gospodarstwa za zgodą dziedzica. Rosnący do XVII wieku ich dobrobyt [ można w metrykach kościelnych zauważyć iż mieli swoich parobków, których wysyłano do odrabiania w ich imieniu pańszczyzny posiadali konie, bydło, sprzęt rolniczy etc.] potwierdza, że ich panowie mieli rzeczywisty interes w tym żeby dojść do wspólnych korzystnych porozumień.
Dominacja szlachty [ jak twierdzą niektórzy] nie tylko nie zaszkodziła kmieciom, ale nawet była dla nich sprzyjająca do takiego stopnia iż bardzo często pożyczali swoim panom pieniądze co można zauważyć analizując testamenty.
Prowadzili również bardzo zróżnicowaną gospodarkę.
Chciałabym dodać iż tzw” bunty chłopskie” a raczej opór stawiano wówczas kiedy kmiecie byli niezadowoleni z warunków porozumień zawartych z panami, a nie sprzeciwem wobec samej zasady pańszczyzny. Kładzenie nacisku na zbiegostwo jako rzekomy przejaw oporu wobec pańszczyzny zaciemnia fakt iż ono w dużym stopniu było motywowane względami ekonomicznymi i owi chłopi nie uciekali przed systemem tylko zmieniali pana w jego ramach celem polepszenia sobie warunków życiowych. Często w aktach sądowych można zauważyć iż chłopi mieli także możliwość wybrania między panami , którzy się o nich procesowali.
Wielu autorów na podstawie analizy materiałów doszło do wniosku, że polscy kmiecie mimo podporządkowania szlachcie energicznie konkurowali z panami w dziedzinie gospodarki i byli w stanie doskonale reagować na bodżce rynkowe.

Wśród dzisiejszych badaczy polskich toczy się debata wokół użycia terminu „ chłop” , które na początku miało wydżwięk pejoratywny i nie było stosowane w żródłach urzędowych, w których używano określenia „ kmiecie' jako określenie dzierżawców stanowiących szkielet tego systemu.


Zródła:
„ Czy chłopu było źle w Polsce XVI wieku”-- Andrzej Wyczański.
„ Ostry atak na koncepcję wschodnioeuropejskiego zacofania” - Piotr Górecki
„ Chłopi i pieniądze na przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych" – Piotr Guzowski 2008r.
„ Oksfordzka historia unii polsko- litewskiej ' 1385-1569 Robert Frost – rozdział „ Chłopi”

Pozdrawiam,
Mirosława Giera


Opisy przytoczone przez panią Dankę dotyczą XVIII wieku. Natomiast przytoczona przez panią "Oksfordzka historia unii polsko-litewskiej" dotyczy sytuacji w wieku XV. Proszę porównać cytowany na stronie 405 zasób posiadania kmiecia ze Słabomierza (połowa XVI wieku) z tym co zwykle posiadali chłopi wymienieni w inwentarzach dóbr szlacheckich. Te inwentarze (paskudnie przygnębiająca lektura) rysują byt chłopski bardzo bliski tym, który znalazł się w opisach przytoczonych w zagajeniu do tego tematu. Właściwie te wymieniane w inwentarzach zasoby chłopskie można by nazwać "stanem nieposiadania".
Pozdrawiam - Leszek Wojciechowski.

Przytoczę fragmenty ze strony 405 w/w książki.
„W połowie XVI wieku kmieć w Słabomierzu , należącym do kapituły gnieznieńskiej posiadał średnio 24 sztuki bydła, 11 koni, 36 owiec i 12 świń.” […] Szacuje się , że średnia liczba inwentarza żywego w gospodarstwie jednołanowym dla całej Polski wynosiła 2 konie, 8 sztuk bydła, 5 owiec i 3 kozy”

W prawie. które obowiązywało chłopów od 1661-1807r odnajdujemy taką informację:
Pod względem rzeczowego prawa stosunki są następujące: własność gruntu należy do dziedzica, używalność do kmiecia. Tytuł do używalności nadawała dzierżawa zastawna, a ta była dwojakiego rodzaju”
a) wola to jest prawo do używalności z czasookresem z góry zakreślonym ( który zaś z poddanych łan albo włokę pustą osiądzie swoje woły, konie wszelki sprzęt będzie miał takowy na cały rok zwolniony od płacenia czynszu daniny robocizny etc )
b) zakupieństwo, prawo do używalności bez czasookresu oznaczonego.
Zastawna summa była najczęściej nie gotówką składana, lecz wykarczowany grunt i ugnojone pola przedstawiały prawa kmiecia zastawnika. Przy woli dziedzic zobowiązywał się grunt oddać do użytkowania na tyle lat, na ile zażywał kmieć swobody od powinności z warunkiem uiszczania powinności, których wysokość z góry bywała ustanowiona. Przy dzierżawie w drodze prawa zakupnego, każdego roku dziedzic rugować mógł kmiecia z zachowaniem warunków któremi były:
a) wypowiedzenie osiadłości w terminie przez zwyczaj miejscowy określonym
c) spłacenie za budynki i ulepszenia na zasadzie oszacowania przez urząd wiejski.
Z wiekiem XVII w miejsce woli rozwinął się zwyczaj, że oddawano do użytkowania grunt na pewny zakres czasu ( zwyczajnie 30 lub 40 lat) z możnością odnowienia kontraktu za opłatą laudemium_ i zawarcia nowej umowy co do powinności.

Wobec powyższego prawa – biedny chłop, bez posiadania swojego inwentarza, jak i gotówki nie mógł wydzierżawić gospodarstwa od dziedzica. Mieli swoje umowy oraz prawo, które powinno być przestrzegane. Stąd też wynikały nieporozumienia i opuszczanie ziemi przez kmieci jeżeli dziedzic ich nie przestrzegał lub vice versa.

Ponieważ nazwa wątku brzmi „ Chłop pańszczyżniany- jak naprawdę wyglądali i co jedli” rzeczywiście odbiegłam tematu, ale nie wiem jakiej grupy ze społeczności wiejskiej on dotyczy.

Pozdrawiam,
Mirosława Giera


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 15 cze 2020, 19:04 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 15 cze 2020, 13:34
Posty: 10
...


Ostatnio edytowano 30 cze 2020, 16:33 przez Mozets, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 17 cze 2020, 12:11 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 gru 2006, 13:12
Posty: 175
Lokalizacja: Wójcin nad jeziorem Wójcińskim
Z życia wzięte, wieś koło Kalisza, XIX wiek, ale jeszcze przed zniesieniem pańszczyzny.
Zadziwia, w tym przypadku, sprawność administracji rosyjskiej oraz dostęp chłopów do sądownictwa, aby założyć sprawę.

http://ewa-rembikowska.szkolanawigatoro ... mi-chopami


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 cze 2020, 19:53 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 paź 2013, 14:30
Posty: 413
Wielkopolscy szlachcice posiadali niewielkie areały ziemi, a przymuszając chłopa do najcięższej pracy chcieli dorównać magnatom z innych terenów min. Małopolski, gdzie przeważało bogate, na wielkich obszarach siedzące możnowładztwo. W Wielkopolsce odnotowano największy wyzysk chłopski, wobec tego już w XV w. dochodziło do tzw. „walki podjazdowej”, a strachem dla szlachty były tzw. „ pogróżki” doprowadzające do podpaleń. Opuszczający wieś kmiecie musieli sądownie podpisać przyrzeczenie, że jej nie podrzucą.

Chłopi tak łatwo nie odpuszczali doznanej krzywdy i nie byli potulnymi barankami idącymi za swoimi panami w ogień (o czym świadczą padające powstania) , a bunt Jakuba Szeligi bardzo krwawy był efektem wielowiekowej krzywdy jaką wyrządzano na terenach Galicji ludności wiejskiej, gdzie nawet za lekkie przekroczenie reguł min. łowienie ryb w stawach pańskich, za wynoszenie zboża i siana z gumien pańskich, za ucieczkę z inwentarzem etc. należała się kara śmierci, za nieuczęszczanie w święta do kościoła lub pracę w niedzielę lub chodzienie do innego kościoła groziły wysokie grzywny lub baty, nawet wymierzano baty za złe wychowanie syna etc.. Jak stwierdzono w jednym z opracowań: „ że gdyby nie stacje żołnierskie i hiberna -żaden z mieszkańców kasińskich nie wiedziałby iż poza wsią i dworem jest Rzeczypospolita Polska , państwo wielkie i potężne”

W XVII w. zamiast buntów zaczęły pojawiać się w suplikach sądowych różne skargi chłopów dotyczące duchowieństwa, nadużycia urzędników i administracji krajowej wydawanie furażu wojskowego, surowe obchodzenie się i dowolność postępowania szlachty. Skarżono się na jej rozpustę, która chłopskich synów do : brania swoich nałożnic przymusza, o robienie ze wsi idylli w guście francuskim, a z polskich chłopek: markiz i diuszes francuskich, strzelano do uciekających przed gwałtem dziewczyn etc. Skargi musiały być bardzo częste skoro niektórzy szlachcice podeszli do sprawy chłopskiej poważnie i zaczęli tworzyć tzw. Kodeksy i przeprowadzali reformy w swoich posiadłościach często inne niż ustalone na sejmach- na swoją korzyść.
Znane są reformy min. Anny Księżnej z Jabłonowskich z domu Sapieżanka, Kodeks Karny wsi Suchej w Galicji jak i Kodeks Kasiński (Galicja) lecz nie wiadomo czy każdy z dziedziców dla swojej posiadłości taki Kodeks utworzył i wprowadził reformy sejmowe czy swoje..

Wobec tego to od dziedziców zależało jak traktowano swoich podwładnych i jakie na wsi występowały zwyczaje i obowiązki przez nich narzucone.

Można także zadać pytanie. Jakie w tej naszej zawikłanej historii wiejskiej - miejsce zajmowała szlachta zagrodowa?

Szlachcic średniego i niższego rzędu , pomimo ,że obwieszał się szychami dostatku, był w ogóle biednym. Mieszkał w chałupie, pokrytej słomianą strzechą, różniącym się od chat chłopskich tylko gankiem i nazwą dworku. Ubierał się w siermięgę, a na święto kontusz, na którym przypasywał rzemykiem szable. Tak zwane zakupieństwa ( płacenie panu pewnej sumy za prawo dziedzicznego użytkowania ziemi) przestało być zabezpieczeniem niewzruszonego jej posiadania wobec tego w XVII w coraz częściej zdarzają się wypadki naruszania jej i zrywania za zwrotem okupu.

Czy to też chłop pańszczyżniany w przyszłości?

Dotąd dopóki nie będzie pełnego dostępu do dokumentacji dotyczącej sprawy wiejskiej, umów, testamentów etc. możemy sobie stawiać różne hipotezy i powielać stare schematy umęczonych chłopów ( cała społeczność wiejska) i sprawców tej nędzy – wszystkich dziedziców.

Pozdrawiam,
Mirosława Giera


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 30 cze 2020, 16:50 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 15 cze 2020, 13:34
Posty: 10
...


Ostatnio edytowano 01 lip 2020, 15:01 przez Mozets, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 30 cze 2020, 18:31 
Offline

Dołączył(a): 18 lut 2016, 23:12
Posty: 345
Na szczęście w Wielkopolsce, której dotyczy to forum, takiej rabacji nie było , zarówno po pruskiej jak i rosyjskiej stronie granicy.
Pozdrawiam
Janusz


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 30 cze 2020, 18:38 
Offline

Dołączył(a): 21 lis 2017, 09:12
Posty: 199
Mozets napisał(a):
vol. XIX FOLIA HISTORICA CRACOVIENSIA 2013

Ewa Danowska
Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach

Rabacja chłopska 1846 roku
w relacji ks. Jana Popławskiego z Niegowici

Najprzód donoszę Ci, żem żywy, bo tu w naszych okolicach
nie każdy tym poszczycić się może…1.
Wypadki z 1846 roku określane mianem rabacji dotyczyły zachodniej Galicji,
głównie okolic Tarnowa, Bochni i Jasła. Po tych krwawych wydarzeniach zrodziły
się dwie wersje ich oceny: urzędowa (austriacka) i patriotyczna (polska).
Ta pierwsza wersja przedstawiała rzeź galicyjską jako odruch wierności włościan
wobec monarchii austriackiej, potępiających próbę powstania przeciw cesarzowi.
Z polskiej strony rabację potraktowano jako skutek świadomej prowokacji
dokonanej przez biurokrację austriacką, która poszczuła chłopów na powstańców
i szlachtę 2.

Rok 1846 w szczególny sposób zapisał się w polskich dziejach. Był rokiem
wielkich nadziei związanych z przygotowywanym od kilkunastu lat powstaniem
narodowym, a okazał się rokiem wielkiej narodowej tragedii. Rabacja chłopska
położyła się ponurym cieniem na naszej historii3.

Grupy spiskowców przygotowujących powstanie narodowe w Galicji, w zaborach
pruskim i rosyjskim, przygotowywali się na oznaczony przez Ludwika
Mierosławskiego dzień wybuchu – 21 lutego 1846 roku – w trzech zaborach jednocześnie.
Walka miała łączyć cechy wojny partyzanckiej i rewolucji społecznej.
1 Jędrzej Rogojski właściciel Lubli w jasielskiem, do brata we Lwowie, w: Rok 1846 w Galicji.
Materiały źródłowe. Zebr. i oprac. J. Sierawski, C. Wycech. Warszawa 1958, s. 246.
2 S. Grodziski, Rok 1846 w Galicji. Przyczyny i konsekwencje. „Rocznik Bocheński” R. 4: 1996,
s. 7. Zob. też: tenże, Wstęp. W: L. Żuławski, Oblężenie Limanowy czyli rzeź galicyjska 1846 wierszem
i inne utwory. Oprac. J.M. Dziewulska, wyd. J. Żuławski. Kraków 2010, s. 7–16.
3 F. Ziejka, Misjonarz wśród rabantów. W: Rok 1846. Ludzie, wydarzenia, tradycje. Zbiór studiów.
Pod red. M. Śliwy. Kraków 1997, s. 65.
224 Ewa Danowska

Od roku 1845 dwaj najaktywniejsi emisariusze – Edward Dembowski i Julian
Goslar rozwijali na ziemiach polskich powstańczą propagandę.
Obaj byli optymistycznie
nastawieni, chociaż agitacja demokratyczna na wsi szła opornie. Hasła
polityczne do chłopów nie przemawiały, ideał państwa polskiego był im obcy,
bo „pański”, nie wierzyli w zniesienie pańszczyzny i donosili do cyrkułów na buntujących
się panów. Co więcej, na wsi szerzyła się absurdalna wieść, że panowie
knują na zgubę chłopów, których będą „wyrzynać”.

Powstańcy obawiali się raczej
bierności chłopów, natomiast nie spodziewali się ich wrogiego wystąpienia. Nie
doceniali znaczenia i wpływów austriackiej biurokracji na galicyjską wieś.

Zamiar powstania narodowego nie udał się.

W nocy z 18 na 19 lutego, przyspieszając
jego datę, spiskowcy próbowali atakować w kilku miejscowościach. Pod kierunkiem
majora Leona Czechowskiego zamierzali opanować Tarnów, ale na drodze
obok żołnierzy austriackich stanęli chłopi uzbrojeni w cepy, widły i kosy.

W Tarnowie
starostą był Joseph Breinl, który postanowił wykorzystać naturalnego
przeciwnika polskiej szlachty, jakim był chłop pańszczyźniany. Na 18 lutego 1846
roku zwołał do Tarnowa zebranie wójtów i najbardziej radykalnych przedstawicieli
chłopstwa Za obietnicę rychłej poprawy ich sytuacji polecił im, aby rozbrajali
powstańców i odsyłali ich żywych lub martwych do siedziby cyrkułu.


Breinl
utwierdzał chłopów w przekonaniu, że władze nie będą im przeszkadzać w rozprawieniu
się z odwiecznymi wrogami i ciemiężcami – ich panami. Już 19 lutego
watahy „czerniawy” rozpoczęły na szeroką skalę zbrojenie się, wystawianie wart
na gościńcach, rozbrajanie zbierających się oddziałów szlacheckich, napadanie
na dwory, rabowanie i mordowanie szlachty folwarcznej oraz jej oficjalistów.

W Tarnowskiem, Nowosądeckiem i w części Jasielskiego chłopi wdzierali się
do dworów pod pretekstem szukania powstańców i broni.
Bunt chłopów nazwanybył rabacją, od niemieckiego słowa Raub – rabunek.
W dworach i plebaniach
niszczyli sprzęty, rekwirowali ziarno i trzodę, usuwali też dokumenty określające
ich obowiązki względem dworu. Chłopi bili i mordowali właścicieli, ich rodziny,
oficjalistów oraz służbę dworską. W samym powiecie tarnowskim w ciągu
trzech dni dokonano pogromu w ponad 90 proc. dworów.

Łącznie zginęło około
1000 osób, z tego 200 właścicieli ziemskich. Były to „krwawe zapusty”.
Chłopi,
czyli tzw. „czerniawa”, nie byli zorganizowani, a poza Jakubem Szelą nie mieli
innych przywódców.

Szela był włościaninem z miejscowości Smarzowa w Tarnowskiem,
przez lata pełnomocnikiem chłopów w przegrywanych procesach
sądowych z dziedzicem Wiktorem Boguszem z Siedlisk, który stał się jedną
z pierwszych ofiar rabacji – Szela bowiem poprzysiągł mu zemstę. Postanowił,
że kiedy zawiodły sądy, rachunki z dworem należy uregulować kosą, cepem i siekierą.
Tylko jednego dnia, 20 lutego, jego ludzie zamordowali 23 osoby.
Pozycję
Rabacja chłopska 1846 roku… 225
Jakuba Szeli jako lokalnego przywódcy uznawało około 50 wsi. Zamyślał o utworzeniu
ludowych sądów, organizował warty wiejskie, wystąpił do Gubernium
we Lwowie z prośbą o zmniejszenie pańszczyzny i przyznanie wsi licznych ulg.

Władze austriackie nie widziały jednak takiej potrzeby. Początkowo Austriacy
wyraźnie zachęcali chłopów do gwałtownych poczynań.
Administracja wypłacała
im gratyfikacje za zabitych bądź pojmanych powstańców – według taksy
starosty Breinla za ujętego domniemanego powstańca chłopu należało się 5 reńskich,
a za zabitego – 10. Częstowano też „dzielnych chłopów” wódką. Płaciła
władza austriacka, a to oznaczało legitymizację rabacji.

Natomiast po pewnym
czasie, w obawie aby rabacja nie przekształciła się w powstanie chłopskie, zaczęła
przeciwdziałać poprzez aresztowania chłopów i karę chłosty.

Należy zauważyć,
że po raz pierwszy w dziejach Polski w 1846 roku nastąpiła na tak wielką skalę
próba fizycznego zniszczenia szlachty przez chłopów. Od lat narastał bowiem
sprzeciw chłopów wobec systemu pańszczyźnianego.

Antyszlacheckie nastroje
podgrzewali niektórzy radykalni demokraci, a z drugiej strony administracja
austriacka zaniepokojona konspiracją niepodległościową.
W lutym 1846 roku
chłopi nie mieli wątpliwości, że panowie podnieśli rękę na cesarza i władzę.

Byli przekonani, że zmiana stosunków na wsi może dokonać się tylko z woli cesarza.
Można uznać, że zwycięzcami rabacji byli nie chłopi, ale Austriacy, którzy poróżnili
oba stany, umocnili wiarę chłopów w sprawiedliwego cesarza i przekonali
Europę, jak niebezpieczni są polscy spiskowcy. Natomiast polscy demokraci
stracili wiarę w ukochany przez siebie lud4.



W relacji Józefa Nocka: Co opowiadali ojcowie o rabacji w roku 1846 zawarty
został opis nastrojów wśród chłopstwa, jakie panowały na początku 1846 roku:
„Gdy wnet miała nastąpić rabacja, szły wieści po wsi, że «panowie będą chłopów
rżnąć, aby każdy przygotował widły, cepy i kosy i nie dał się panom zarżnąć».
Strach padł na ludzi i kopali jamy z dala od domów i tam miano się chować, gdy
ten dzień nadejdzie.

Kto to mówił pierwszy, nikt nie wiedział – ogólnie mówili
wszyscy”5.
4 A. Chwalba, Historia Polski 1795–1918. Kraków 2000, s. 301–303; J. Zdrada, Historia Polski
1795–1914. Warszawa 2007, s. 334–341; W. Hop, Jakub Szela – krwawy upiór czy obrońca chłopów?
Wokół rabacji chłopskiej 1846 r. – prawda i mity. „Rocznik Jasielski” R. 6: 2006, s. 10–11, 13.

S. Schnür-Pepłowski podaje,
iż w Tarnowie płacono za trupa szlachcica pierwszego dnia rzezi
20 złotych reńskich, drugiego dnia 10 złr, trzeciego – 5 złr. Gdy później zaprzestano dawania zapłaty,
chłopi porzucali zwłoki pomordowanych w przydrożnych rowach.

Zob. S. Schnür-Pepłowski,
Z przeszłości Galicyi (1772–1862). Lwów 1895, s. 433.
5 Rok 1846 w Galicji. Materiały źródłowe…, s. 362.
226 Ewa Danowska

Bolesław Limanowski, galicyjski socjalista, autor licznych prac historycznych
i socjologicznych uważał, że rabacja była dziełem biurokracji austriackiej, która
już na początku roku 1846 zaczęła straszyć chłopów i podburzać przeciwko
panom. Rozpuszczano pogłoski, że cesarz chce znieść pańszczyznę, a panowie
się temu sprzeciwiają i przygotowują do buntu6.

Limanowski pisze dalej: „Najważniejszą
przyczyną rzezi galicyjskiej była straszna ciemnota chłopów. Gdyby
w ich głowach było nieco jaśniej, czyżby uwierzyli w tak niedorzeczną pogłoskę,
rozpuszczoną przez sługusów rządowych i propinatorów żydowskich, że szlachta
miała wyrzynać chłopów?! Cóżby robiła wówczas szlachta ze swoją ziemią?


Nie przychodziło im do głowy i szczerze wierzyli w bezmyślną pogłoskę. […]
Chłopi mścili się na ciarachach, bo tak nazywali szlachtę, za krzywdy swoje,
za ciężką pańszczyznę, za uwodzenie żon i córek. W ciemnocie swojej nie wiedzieli
jednak, że ci, co byli najgorsi dla nich, trzymali właśnie z rządem, pouciekali
do Wiednia, do Lwowa pod osłoną wojska austriackiego”7.

Starosta Joseph Breinl w jednym ze swoich pierwszych raportów, 22 lutego
1846 roku informował: „każda gmina nie u swych własnych państwa, ale u sąsiednich
rewiduje, zabiera wszystkich bez różnicy, a w razie oporu rani i zabija”.
Tak zatem na ogół chłopi czynili szkody i krzywdy w sąsiednich dworach.
Austriacy zrzucali w ten sposób winę za ekscesy na jakieś obce, nieodpowiedzialne
elementy, szlachta zaś argumentowała, że skoro chłopi napadali tylko
na cudzych panów, to oczywiste, że do własnych nie mieli pretensji.

Tłum wolał
mordować w obcym dworze, by ofiary nie mogły rozpoznać twarzy swoich
morderców. Jedno z austriackich źródeł mówi o „interesie wymiennym”, jakie
zawierały wyręczające się w pogromach gminy.


Oczywiście sytuacja taka nie
była stałą regułą. Większość relacji zarówno szlacheckich, jak i urzędniczych
mówi o tłumie chłopów, nie określając, czy przeważali w nim kmiecie, czy
zagrodnicy.

Jednakże zarówno źródła polskie, jak i austriackie podkreślają
zgodnie przodujący udział urlopników w rzezi. Byli to chłopi wyćwiczeni
w służbie dla cesarza, bywali w świecie, pozbawieni lęku przed dziedzicem.
Niektóre ze świadectw obok urlopników jako przodowników rzezi wymieniają
także dziadów proszalnych i kryminalistów. Co więcej, udział w napadach
i rabunkach brali także zamożniejsi gospodarze, często przewodząc swoim
parobkom8.


6 B. Limanowski, Historja ruchu rewolucyjnego w Polsce 1846. [b.m. i r.], s. 160.
7 Tamże, s. 167–168.
8 S. Kieniewicz, Ruch chłopski w Galicji w 1846 r. Wrocław 1951, s. 197, 199–201.
Rabacja chłopska 1846 roku… 227
W czasie zapustów 1846 roku chłopi mordowali i obrabowywali nie tylko
znienawidzonych panów, ale i księży, leśniczych, pisarzy gminnych, ekonomów,
rządców, karbowych, guwernerów i innych oficjalistów w służbie dworskiej,
a także tych chłopów, którzy odważyli się stanąć w obronie napadniętych9.

Chłopi dopuszczali się gwałtów również na osobach księży, np. w Tarnowskiem
czterech zostało zamordowanych, wielu poturbowanych, a plebanie okradzione
i zdemolowane. Prawie nigdzie księdzu nie udało się zapobiec rzezi, nawet
wtedy, gdy zastępował drogę tłumowi z Przenajświętszym Sakramentem.
Krążyły
pogłoski, że cesarz skasował dziesięcioro przykazań,
chłopi wchodzili
do kościołów i klasztorów w czapkach i z fajkami, wjeżdżali konno, niszczyli
krucyfiksy, obrazy i sprzęty. O sprawach religijnych mieli osobliwe pojęcie,
idąc np. po rozgrzeszenie za morderstwo, które mieli popełnić, czy żądając,
by ksiądz odprawił mszę „za szczęśliwie dokonaną rabację”.


Jednakże kościoły
w porównaniu do dworów wyszły z pogromu obronną ręką, bo niszczenie
rezydencji szlacheckich było powszechne. Tłum rujnował je nawet tam, gdzie
nie zabijał właścicieli. Cepami gromady potłuczone zostały szyby w oknach,
lustra, żyrandole, zegary. Rąbano meble i podłogi, rozwalano piece i ściany
w poszukiwaniu ukrytych kosztowności, niszczono biblioteki i akta związane
z prowadzeniem majątku, ogołacano spiżarnie i spichrze, zabierano zwierzęta
dworskie. Chłopi w dziele zniszczenia nie pomijali także oranżerii, ogrodów
i parków10.
Jędrzej Rogojski właściciel Lubowli w Jasielskiem, w liście do brata we Lwowie
opisał, jak poturbowali go chłopi, „a tymczasem drudzy wpakowali się do pokojów,
porozbijali wszystkie zamknięcia i co tylko wódki, wina, kiełbas, szynek
w momencie konsumowali, co się zaś tyczy bielizny, sukien, itd. dużo pozabierali.
Trwał ten rozgardiasz dobre dwie godziny. […] Kto by się spodziewał,
że chłop nasz taki dziki i krwiożerczy? Księżom także nie darowali, każden zrabowany,
religia w pośmiewisku, pytają się, czy Pan Bóg słomiany czy drewniany,
trafiało się, że w kościele fajki palili”11.
Warto zwrócić uwagę na kronikarski zapis wydarzeń rzezi galicyjskiej
uwieczniony przez siedemnastoletnią wówczas Mariannę Pikuzińską (1829–
1906). Wraz z matką mieszkała w dworze w Dołędze, leżącym 35 km od Tarnowa.
Nieopodal osiedlił się jej brat Teofil z rodziną, który zginął z rąk chłopów
9 F. Ziejka, Misjonarz…, s. 66.
10 S. Kieniewicz, Ruch chłopski…, s. 216–222.
11 Rok 1846 w Galicji…, s. 246.
228 Ewa Danowska
podczas rzezi galicyjskiej, będąc poza domem. Okoliczności jego śmierci i dokładna
data wyszła na jaw dopiero po wielu latach. 20 lutego 1846 roku Marianna
zanotowała: „Chłopi trzymają wartę po gościńcach, nie puszczają nikogo,
zamiast pomagać, przeszkadzają. Co się będzie działo! Boże zlituj się!”12. Pięć
dni później, 25 lutego Marianna napisała w swoim pamiętniku: „Wściekłe hordy
z cepami, widłami, napadają bezbronnych, biją, mordują, odwożą do cyrkułów,
a tam im płacą. O! przeklęci, na wieki przeklęci, w których głowach
rozwinął się ten pomysł. Ale nie – to niepodobna, aby człowiek, chrześcijanin,
mógł coś podobnego wymyślić, samo piekło musiało im [to] poddać.

Tak
obłąkać ciemne umysły tylu ludzi, porobić ich zbójami, mordercami swoich
braci, swojej Ojczyzny – to okropne. Jak oni są ciemni, jak poprzewracane mają
w głowach, że to ich panowie mieli zabijać. O Boże, za co nas tak karzesz?”13.

Dalej siedemnastoletnia Marianna opisuje, jak na dwór w Dołędze napadła
gromada z Zaborowa. W czasie rewizji chłopi dokonali wielu zniszczeń, nazywając
jego mieszkańców rebeliantami. Jak uważa pamiętnikarka, ucieczka
byłaby ryzykowna, gdyż uciekających chłopi pojmowali lub zabijali14. Oddajmy
jeszcze raz głos Mariannie, która 30 marca tak oceniała szanse planowanego
powstania narodowego i rolę chłopów: „Żeby nie chłopi wszystko byłoby
dobrze poszło. Tak mało wszędzie było wojska i to tak strwożone, że byliby
uciekali jak zające i poddawali się wszędzie. Ale ta głupota, ta zapamiętałość
wściekła, tyle nieszczęść sprowadziła na kraj. Czemuż oni tak ciemni? I nic
nie rozumieją”15.

Ofiar rzezi galicyjskiej nikt nie zdołał dokładnie policzyć, wahają się one
od 200 aż do 2 tys. osób. Stefan Kieniewicz, zestawiając różne wykazy imienne,
doliczył się 639 nazwisk
.

Jest to liczba z całą pewnością niepełna. Na przykład,
na 146 trupów zwiezionych do Tarnowa tylko 30 udało się rozpoznać.
W Tarnowie i Bochni, gdzie w okolicy pogromy były najliczniejsze, biurokraci
austriaccy liczyli tylko tych pomordowanych, których przywieziono do cyrkułu.
Spośród ustalonych przez S. Kieniewicza 639 osób, 424 przypada na Tarnów,
69 na Bochnię, 19 na Nowy Sącz, 14 na Jasło, 8 na Sambor, 3 na Sanok
i jedna na Rzeszów. W 101. przypadków pomordowanych osób, nie udało się
12 Rabacja na Powiślu. Dziennik Marianny Pikuzińskiej i relacje chłopskie o krwawych wydarzeniach
1846 r. Oprac. K. Bańburski, W. Konieczny. Tarnów 2006, s. 8, 31.
13 Tamże, s. 31.
14 Tamże, s. 31–32.
15 Tamże, s. 35.
Rabacja chłopska 1846 roku… 229
ustalić, skąd one pochodziły. Aresztowano natomiast szacunkowo około 3 tys.
osób16. Według danych zebranych urzędową drogą, ofiarą rabunku padło około
140 dworów w Tarnowskiem, 100 w Bocheńskiem, 92 w Sądeckiem, 69 w Jasielskiem,
25 w Sanockiem. Niewykluczone, że dane te należałoby podwyższyć17.
O wiele trudniej jest oszacować, jaki procent galicyjskiej szlachty został dotknięty
rabacją chłopską. Historycy badający dzieje społeczne Galicji różnie oceniali
liczebność stanu szlacheckiego. Walerian Kalinka obliczył, że w 1817 roku
Galicję zamieszkiwało 31 tys. osób zaliczanych do szlachty, natomiast Irena Rychlikowa
oceniła jej liczebność na ok. 3 proc. ogółu ludności. Jej rozmieszczenie
różnie się kształtowało, np. w cyrkule samborskim szlachta stanowiła aż 12 proc.
ludności, a w bocheńskim, myślenickim czy sądeckim – tylko 1,5 procent. Według
najnowszych badań liczba szlachty w Galicji mieściła się w przedziale między
70 a 120 tys. osób18.

Po chłopskiej rabacji społeczeństwo polskie okryło się żałobą. Więzienia nie
mogły pomieścić całej masy aresztowanej szlachty, na areszty przerabiano nawet
klasztory i domy prywatne. Kobiety ukazywały się na ulicach w ciężkiej żałobie,
gdyż niemal każda rodzina straciła kogoś z bliskich.

Obraz wsi galicyjskich
w 1846 roku stanowiły spalone i zniszczone dwory i budynki gospodarskie. Wielu
mieszkańców owych dworów szukało schronienia w miastach. W tym to czasie
powstał słynny chorał Kornela Ujejskiego Z dymem pożarów, „który od tej
pory uderza w niebiosa”.
Natomiast w lipcu 1846 roku starostowie: bocheński,
przemyski, wadowicki, sądecki i jasielski przedstawieni zostali do nagrody, także
austriackie władze wydały liczne pochwały dla wójtów i gromad19.

Niektórzy z historyków i publicystów wyznający konserwatywne zasady życia
społecznego przekonywali, że odpowiedzialność za „krwawą łaźnię” spada
na demokratów i spiskowców, którzy zasiali ziarno rewolucji.
Demokraci z kolei
winą obarczali szlachtę, często w okrutny sposób egzekwującą pańszczyznę,
rozpijającą chłopów, traktującą ich jak „żywy inwentarz”20.


16 Rok 1846 w Galicji…, s. 254–256, 258. W Bibliotece Naukowej PAU i PAN, rkps 1645, znajduje
się „Spis osób zamordowanych przez chłopów w roku 1846, o ile dało się zebrać”, sporządzony
przez Stanisława Larysza Niedzielskiego ze Śledziejowic, 25 X 1893. Obejmuje 403 nazwiska
w kolejności alfabetycznej – właścicieli ziemskich, administratorów, dzierżawców, urzędników
i innych.

Rękopis opatrzony jest mottem: „Przebacz im Panie, bo nie wiedzą, co czynią”.


17 S. Kieniewicz, Ruch chłopski…, s. 259–260.
18 K. Ślusarek, Drobna szlachta w Galicji 1772–1848. Kraków 1994, s. 32–33, 36, 40.
19 S. Schnür-Pepłowski, Z przeszłości…, s. 456.
20 F. Ziejka, Misjonarz…, s. 66.
230 Ewa Danowska
Zgodnie z późniejszymi, już po rabacji wygłaszanymi kazaniami proboszczów
i kaznodziei misyjnych czy umoralniającymi gawędami dla ludu, nieurodzaj
i głód, tyfus i cholera, które nadeszły, to dopust Boży, kara za rabacyjne grzechy21.

Na marginesie wydarzeń z lutego i marca 1846 roku warto zauważyć, że wiele
rodzin chłopskich stanęło po stronie ofiar, dając lokalnej szlachcie i służbie
dworskiej schronienie bądź umożliwiając ucieczkę, co spotkało się z wieloletnią
wdzięcznością uratowanych. Co ciekawe, część chłopstwa, która splamiła
się mordami, grabieniem dworów i plebanii, z czasem otoczona została wzgardą
środowiska22.

Naocznym świadkiem rabacji galicyjskiej był ks. Jan Popławski, ówczesny
proboszcz w Niegowici, wsi w powiecie wielickim, pomiędzy Marszowicami
a Krakuszowicami. W XIX wieku na północnym krańcu wsi stał drewniany
wówczas kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i plebania, a na
południu obszerny dwór z zabudowaniami. Parafia niegowicka należy do najdawniejszych,
gdyż została utworzona w 1049 roku23.
Ksiądz Jan Popławski urodził się w 1800 roku w Niedźwiedziu jako syn Andrzeja
i Brygidy z Wybranowskich. Szkołę powszechną ukończył w Myślenicach,
a gimnazjum w Podolińcu. Filozofię studiował we Lwowie i w Przemyślu, a teologię
we Lwowie. W tym mieście, 8 września 1825 roku przyjął święcenia kapłańskie
z rąk abp. Andrzeja Ankwicza. Rozpoczął pracę jako wikary w Gródku,
od 1 grudnia 1826 roku był administratorem w Zborowicach, od 1 lutego 1827 roku
w Staszówce, od marca roku 1827 w Siedliskach-Bogusz. Na probostwo w Cmolasie
koło Kolbuszowej został instytuowany 4 kwietnia 1930 roku. Z powodów
politycznych, jako podejrzany, został usunięty z probostwa 20 marca 1836 roku.


Odwołał się do cesarza i sprawę wygrał. Nie mógł jednak pozostać na probostwie
w Cmolasie. Chwilowo, od 1 kwietnia 1839 roku rezydował w Grybowie. 20 sierpnia
1839 roku został instytuowany na probostwo w Niegowici. Wyremontował
kościół i upiększył go m.in. nową polichromią. Wybudował nowe budynki gospodarcze,
dom dla ubogich i chorych, odnowił zniszczoną szkołę. W 1875 roku
21 K. Poklewska, Krew na śniegu. Rzecz o rabacji galicyjskiej w literaturze polskiej. „Łódzkie
Towarzystwo Naukowe. Prace Wydziału I – Językoznawstwo, nauki o literaturze i filozofii”, nr 86,
Wrocław 1986, s. 73.
22 W. Hop, Jakub Szela…, s. 18. Przykłady włościańskiej lojalności wobec dworu podaje S. Kieniewicz,
Ruch chłopski…, s. 209.
23 [M. Maciszewski] Mac, Niegowieć. W: Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych
krajów słowiańskich. T. 7. Pod red. B. Chlebowskiego, W. Walewskiego, F. Sulimierskiego. Warszawa
1886, s. 75.
Rabacja chłopska 1846 roku… 231
obchodził złoty jubileusz kapłaństwa, a w 1890 złoty jubileusz proboszczowania
w Niegowici. Zmarł 3 kwietnia 1892 roku. Pochowany został 5 kwietnia na niegowickim
cmentarzu, a jego pogrzeb odprawił kard. Albin Dunajewski24.
Pamiętnik ks. Popławskiego obejmuje okres od 22 do 24 lutego 1846 roku,
czyli tylko 3 dni. Wszystko wskazuje na to, że planował kontynuować swoje
wspomnienia, gdyż widzimy wpisaną jego ręką datę 25 lutego – Popielec. Wspomnienia
napisał dla rodziny w 1857 roku, czyli 11 lat po krwawych wydarzeniach.
Wydaje się jednak, że te burzliwe zajścia dobrze wryły się w pamięć proboszcza
w Niegowici, którego życie do tej pory, jak można domniemywać, upływało spokojnie
wśród codziennych obowiązków. Relacja wydarzeń z rabacji galicyjskiej
jest bardzo szczegółowa, opisana z wielkim ładunkiem emocjonalnym. Ksiądz
Popławski nie ukrywał swego przerażenia i zdumienia z postawy okolicznych
włościan. Skoncentrował się na wydarzeniach mających miejsce w niegowickim
kościele i plebanii, ale też przytoczył fakty zachodzące w najbliższej okolicy,
o jakich mu donoszono. Autor wspomnień wdzięczny jest Opatrzności za zachowanie
go przy życiu, jednak wskutek tego, iż jego relacja urywa się, nie znamy
dalszych losów brata Sebastiana Popławskiego pojmanego przez chłopów w celu
odwiezienia do cyrkułu. Pamiętnik ks. Popławskiego jest cenny jako relacja naocznego
świadka rzezi galicyjskiej i przyczynek do historii tego burzliwego i tragicznego
czasu w naszej historii.
* * *
Rękopis edytowany poniżej liczy 40 stron, a ostatnia z nich jest niezapisana.
To nieco już rozpadający się na zszyciu brulion, bez okładki, o wymiarach 22 x
17,5 cm. Tekst sporządzony jest, jak wszystko na to wskazuje, ręką autora pamiętnika,
ks. Jana Popławskiego w 1857 roku. Na górze pierwszej strony znajduje się
adnotacja napisana inną ręką: „autor ks. Popławski, proboszcz w Niegowici”,
24 Archiwum Diecezjalne w Tarnowie: Autobiografia ks. Jana Popławskiego, sygn. Ab VI P/19;
Teczka Personalna sygn. PP V/10, biogram A. Nowaka w: Słownik biograficzny kapłanów diecezji
tarnowskiej 1786–1985. T. 3. Tarnów 2001, s. 326. Ponadto: „Wykaz księży parafii Niegowić od 1717 r.”,
s. 11 (rkps), przechowywany przy kościele w Niegowici. Tam podano 1 kwietnia jako datę śmierci
ks. Popławskiego. Za udzielone informacje dziękuję ks. proboszczowi w Niegowici ks. Pawłowi
Sukiennikowi oraz ks. Stanisławowi Tokarskiemu z Archiwum Diecezjalnego w Tarnowie.
232 Ewa Danowska
a kolejną ręką notatka ołówkiem wzdłuż tekstu, mocno już wyblakła: „dar inspektora
Seweryna Udzieli 18/3 1925”. Rękopis pamiętnika sporządzony został
czarnym atramentem, czytelnym charakterem pisma, z występującymi nielicznymi
skreśleniami, które są spowodowane zastąpieniem danego sformułowania
czy słowa innym, stosowniejszym w zamyśle autora.
Przy opracowywaniu pamiętnika wzięto pod uwagę Instrukcję wydawniczą
dla źródeł historycznych od XVI do XIX wieku Kazimierza Lepszego (Wrocław
1953). Ingerencje edytorskie w tekst są nieznaczne – polszczyzna i pisownia autora
w nieznacznym tylko stopniu odbiega od współczesnego języka. W oryginalnym
brzmieniu zachowano występujące właściwości fonetyczne, stylistyczne
i gramatyczne tekstu. Znacznej modernizacji uległa tylko interpunkcja. W nawiasach
kwadratowych podano uzupełnienia edytora. W przypisach rzeczowych
wyjaśniono terminy mało znane oraz miejscowości czy nazwiska.
Jak już wspomniano, pamiętnik ks. Jana Popławskiego stanowi oryginał, spisany
jest bowiem jego ręką. Jednakże w Muzeum Etnograficznym w Krakowie,
w Dziale Dokumentacji Kontekstów Kulturowych (Archiwum MEK), znajduje
się odpis tego tekstu, sporządzony zapewne na polecenie Seweryna Udzieli,
znajdujący się w jego spuściźnie. Pamiętnik ks. Popławskiego znajduje się wśród
odpisów innych relacji z czasów rabacji chłopskiej z 1846 roku, w tomie zatytułowanym
„Rok 1846 – wyciągi z kronik kościelnych oraz wspomnienia właścicieli
ziemskich”, liczącym 94 karty. Poszczególne zeszyty zawierają: relację
ks. Stanisława Osuchowskiego proboszcza w Bieżanowie, anonimowe opisy wydarzeń
w Biskupicach, Dziekanowicach i Gdowie, relację ks. Józefa Dzielskiego
proboszcza z Łazan, opisy wydarzeń autorstwa ks. Jan Komperdy – proboszcza
z Podstolic, ks. Jana Michalskiego z Raciechowic, Anny z Pilchowskich Klimatowej
ze Stojałowic, ks. Andrzeja Zembrzyckiego z Wiśniowej i Gałuszowic25.
Należy nadmienić, że pamiętnik ks. Popławskiego publikowany był wśród
innych relacji z czasów rabacji chłopskiej, a edytorzy korzystali z odpisu przechowywanego
w Muzeum Etnograficznym w Krakowie. Tekst ten jednak pozbawiony
jest wstępu i przypisów niezbędnych dla edycji26.
25 Muzeum Etnograficzne w Krakowie, Dział Dokumentacji Kontekstów Kulturowych (Archiwum
MEK), nr inw. I/380/rkp. Odpis pamiętnika ks. Jana Popławskiego na kartach 44–61.
26 Rok 1846 w Galicji…, s. 259–265.
Rabacja chłopska 1846 roku… 233
PAMIĘTNIK KS. JANA POPŁAWSKIEGO,
PROBOSZCZA Z NIEGOWICI
DOTYCZĄCY RABACJI CHŁOPSKIEJ 1846 R.
Biblioteka Naukowa PAU i PAN w Krakowie, rkps 1938, ss. 40. Oryginał.
[s. 1] Pamiętnik z roku 1846go skreślony dla członków familii swojej
w roku 1857
Napisz to dla pamięci w księgi
(Exodus 17,14)
Tak wspomniany został ów wielki wódz ludu izraelskiego, aby przekazał
potomności łaski Najwyższego. Tym nakazem i ja, lubo niegodny sługa Boży,
upomnianym być się poczuwam, aby choć w słabych wyrazach – ale wyrazach
rzetelnego serca napisać to, co w żywem przypomnieniu sobie na rok [1]846 wyobraźni
mojej, jako obecnie mi się przedstawia. Rozbierając toczące się wypadki
w owym roku [1]846, cud Boży widzę nad sobą, że żyję, że nie uległem ciosom
śmiertelnym.
[s. 2] Rok ten bieżący [1]857, co do kalendarza przypada ten sam, co rok [1]846
był, gdyż równie 25 lutego tego roku Popielec i równie [2]5 w roku 1846 przypadał.
Wypadki więc 22 lutego zacząwszy, w następnych dniach toczące się, żywo
mi się przed oczy przesuwają.
Dzień 22 lutego
Dzień ów był niedzielą quinquagesimae27 – zapustna niedziela – w rannych
godzinach panowie Romerowie, jako to pan Ludwik, pan Michał – bracia rodzeni
(pan Aleksander został był z matką swą panią Romerową w Krakowie),
opuszczają Krakuszowice28, odwiedzają mię w przejeździe do Jodłownika, pytają
się mię i niejako rady ode mnie zasięgają, czy li byliby bezpiecz[n]emi od napa-
27 Quinquagesimae – Quinquagesima Dominica – niedziela przed Popielcem.
28 Krakuszowice – wieś w pow. wielickim, należąca do parafii w Niegowici, 10 km od Bochni,
12 km Od Wieliczki.
234 Ewa Danowska
ści ludu w Krakuszowicach i w jakiejsi obawie, udają się w bezpieczne miejsce
do Jodłownika29 [do] swego brata, do pana Konstantego. Zagadniony owem zapytaniem,
zdumiałem się, nie pojmując [s. 3], co było znaczyło. A że się spieszyli,
przejęci jakąś trwogą, czasu nie miałem po temu, ile że i do kościoła mi iść trzeba
było, wybadywać z nich przyczynę trwogi, którą jak widać było z ich umysłowego
wzruszenia, przejęci byli. Tem swoim zapytaniem, mię oni zaambarasowali
tak, że aktualnie nie wiedziałem, jaką im mam dać odpowiedź. Gdy jednak
w owej chwili zreflektowałem się, iż często bardzo trafiały się mi przypadki, gdzie
przy zaopatrywaniu chorych Sakramentami, a szczególnie we wsi Wiatowicach30
(do ich majętności należącej), przy zwykłych naukach do obecnej młodzieży,
starzy chłopi przeciw pańszczyźnie tak zwanej jakieś oburzenie okazywali,
[s. 4] których naprowadzać na drogę prawej zrozumiałości mi przynależało,
przedstawiając im, iż obowiązek odrabiania dni pańszczyźnianych do dworu jest
to obowiązek od dziada pradziada przywiązany do gruntu, którego użytek posiadają,
bo grunt sam jest istotnie do dworu należący. Tak im i podobnie stan rzeczy
przedstawiając, naukę starszym podawałem, aby powinności owe sumiennie
odrabiali, jako czysty dług na gruncie ziemi ciążący. Jednak, gdy z twarzy ich
wyczytać można było, że nie zawsze im do smaku ta nauka przypadała. Kilka
razy [s. 5] sam nad ich upornem sercem zastanawiałem się.
Zaambarasowany, jak rzekłem, tych panów zapytaniem, a tych ludzi niechętność
na uwagę sobie przyprowadzając – obrałem drogę dla odpowiedzi
pewniejszą, to jest rzekłem im: Moi panowie! To wiem, że ludzie za Rabą31
(i Jodłownik wieś za rzeką Rabą leży), daleko przychylniejsi ku swym panom
są, jak tu, tu lud jest od kogoś podburzany, tu lud ku dworom jest niechętny,
to wiem, więcej nie wiem. Odebrawszy oni ode mnie to w odpowiedzi, czem
prędzej pożegnali się ze mną i odjechali, udając się do pana Konstantego, swego
brata, do Jodłownika.
29 Jodłownik – własność Konstantego (1817–1896) i Marii (Marianny) z Kirchnerów (1823–
1899) Romerów, dwór obrabowany podczas rabacji; opis wydarzeń zob. S. Dembicki, Rok 1846.
Kronika dworów szlacheckich zebrana na pięćdziesięcioletnią rocznicę smutnych wypadków lutego.
Jasło 1896, s. 176–179. Podczas rabunku kobiety przetrząsając pościel dziecięcą w poszukiwaniu
ukrytych kosztowności wyrzuciły na podłogę niemowlę, którym był Gustaw (1846–1093), późniejszy
prawnik, bankowiec i poseł na sejm galicyjski. Zob. L. Żuławski, Oblężenie Limanowy…,
s. 123.
30 Wiatowice – wieś w pow. wielickim należąca do parafii w Niegowici, ok. 7 km od Gdowa.
Od wschodu graniczy z Krakuszowicami, od południa z Liplasem.
31 Raba – prawy dopływ Wisły.
Rabacja chłopska 1846 roku… 235
[s. 6] Po odjeździe ich, sam siebie w duchu pytałem, co to znaczy owa tych
panów jakaś obawa? Skąd to? Gdy te myśli mi głowę zakłopociły, koło południa
słyszę od ludzi do kościoła na nabożeństwo jako w niedzielę idących, iż wojska
porozstawiały warty po drogach i kogoś się obawiają. Tu mię znowu na nowo
to zastanowiło. I tak nadszedł wieczór. Wieczór że poprzedni dzień, w sobotę,
było św. Eleonory, z tego powodu uczta w Gdowie32 u państwa Fihauserów (żonie
Henryka, pana Fihausera, na imię jest Eleonora). Braterstwo moi, Sebastyjan
i Maryjanna Popławscy tam zaproszeni pojechali. Około 9 godziny wieczór,
państwo Fihauserowie przysełają po mnie, a to i w tym celu, aby porozstawiane
warty [s. 7] po drogach, braterstwo moich z Gdowa powracających nie atakowały,
ale wolno wszędzie aż tu, do Niegowici przepuszczały.
Tam w Gdowie dopiero posłyszałem o wybuchłych rozruchach w Krakowie,
a jak mówili, także i w Tarnowie. Wszystkiego tego pojąć nie mogłem. Zabawa
u państwa Fihauserów, lubo wszystko było po obywatelsku przyrządzone, jednak
czegoś nie była ochocza, jakaś trwoga mimowolnie prawie każdego owładała.
Powróciliśmy do domu około dwunastej, ale ze ściśnionem sercem, jak gdyby
w przeczuciu okropnych nastąpić mających wypadków.
[s. 8] Dzień 23 lutego
W całym tym dniu nic nowego więcej słychać nie było, jak to, że warty wszędzie
jeszcze mocniej porozstawiane, na kogoś czekały, same nie wiedząc na kogo.
Wieczór dają mi znać, iż kilku z chłopskiej młodzieży, lampartów33, umawiali
się iść tu na plebanią i okna potłuc, ale chałupnik34 plebański Wojciech Stopa
rozperswadował im, aby tego nie czynili, bo (rzekł on) gromada i tak musiałaby
okna nowe posprawiać.
Dzień 24 lutego
Dzień ów tu był w całem znaczeniu okropny. Rano o w pół do ósmej,
ubieram się do mszy św., organista Szymon Orzechowski, ubierający mię,
32 Gdów – miasteczko w pow. wielickim. Odnotowano, że w Gdowie zamordowani zostali
Gross z Krzyworzeki i Stanisław Trzcienicki, czternastoletni chłopiec. Zob. S. Dembicki, Rok 1846
w Galicji…, s. 417.
33 Lampart – łobuz, nicpoń, hulaka.
34 Chałupnik – bezrolny chłop, posiadający tylko chałupę z obejściem.
236 Ewa Danowska
mówi mi w zachrystyji, ale mówi ze zadyszałymi piersiami, [s. 9] mówi straszną
wiadomość: Panie Dobrodzieju! W Grotkowicach35 pan Żeliński36 zabity!
Zadrżałem na to doniesienie! I wszyscy co w owej chwili stali w zakrystyji
przerażeni zostali (okropną tą tragiczną scenę, osobno na końcu w dodatku
opiszę). Pytam się organistę Szymona Orzechowskiego, skąd to wie? Co za
przyczyna tego zabójstwa? Ludzie mówią wszyscy (odpowiada mi), co od
Krakuszowic i Cichawy37 tu do kościoła przyszli (mam tu namienić, iż poniedziałek
i wtorek przed Popielcem, jest tu 40-godzinne nabożeństwo) – wszyscy
o tem mówią i mówią, że go chłopy zabili, czyli raczej zamordowali. [s. 10]
Chłopy? – zadziwiłem się. Wszak ten pan dla chłopów dobrocią swoją był
wylany. Dalej pomyślałem sobie: ten pan, dla chłopów, dla ludzi powodzią
Wisły unieszczęśliwionych, podpisy zbierał tu w okolicy u obywateli w celu
otrzymania wsparcia w ziarnie, w groszu itp. darów, aby nad owymi biednemi
czyn miłosierdzia wykonać. Ten pan w tym celu objeżdżając obywateli,
każdego zagrzewał tą wzniosłą myślą, iż największą wspaniałomyślnością jest
nieszczęśliwym iść na ratunek. Ach, mój Boże! I ten pan miasto wdzięczności
miał ponieść śmierć [s. 11] i morderstwo?! Tą myślą wzruszony, kończyłem
ubieranie się do mszy św. – bezkrwawej ofiary Tego, który i za owych Krew
Swoją dał przelać, którzy Go krzyżowali! Ach czcigodny obywatelu! Dalej myśl
mimowolnie przesuwała mi się: pokój szanownym zwłokom twoim. Ty stałeś
się odwzorem Zbawiciela twego!
Gdy już miałem ze mszą św. wychodzić, wchodzi do zakrystyji cooperator38
ks. Bilecki, powróciwszy od chorego z Pierzchowa39 i mówi znowu smutną wia-
35 Grotkowice – właść. Grodkowice – wieś w pow. bocheńskim, nad Rabą. Odnotowano,
że w Grodkowicach oprócz jego dziedzica zostali zamordowani: nauczyciel Promer i Stanisław
Stański, dziedzic Chomranic. Zob. S. Dembiński, Rok 1846…, s. 417.
36 Marcyjan Żeleński. Z relacji Jana Szczepanika „Rabacja. Bitwa pod Gdowem. Czasy pańszczyźniane”:
„Dziedzic w Grodkowicach hardy i dumny nie chciał się władzom austriackim podporządkować.
Broni – jak na te czasy – było u niego dosyć dla powstańców. Służył w wojsku w randze
kapitana. W Grodkowicach zbierała się szlachta z okolicznych wsi […]” (Rok 1846 w Galicji…,
s. 358). Według innej relacji „żonę Marcyjana Żeleńskiego, która wyszła z czworgiem dzieci naprzeciw
czerniawy, stratowało chłopstwo nogami na schodach dworu” (S. Schnür-Pepłowski,
Z przeszłości…, s. 439–440).
37 Cichawa – wieś w pow. wielickim należąca do parafii w Niegowici, 10 km od Gdowa.
38 Cooperator – pomocnik proboszcza, wikariusz.
39 Pierzchów – wieś w pow. bocheńskim na lewym brzegu Raby, 8 km od Bochni. Graniczy
z Niewiarowem i Nieznanowicami.
Rabacja chłopska 1846 roku… 237
domość, iż słyszał we dworze [w] Nieznanowicach40 dwa strzały, a ludu tam
na podwórcu ogromna moc. [s. 12] To mię znowu przeraziło, tak że o mało
nie zemdlałem, a lubo nie wiadomo było nam, co się tam stało, jednak trwoga
ogromna ogarnęła nas. (Owa chwila, było to tam inne morderstwo, pan Kęmpiński
i jego żona Stefania i jej brat Mieczysław Dębicki i służący lokaj Leo Bilecki,
zabici zostali. Tę tragiczną scenę osobno w dodatku opiszę)41.
Wyszedłem ze mszą św., ale trwogą całkiem przerażony, nogi pode mną drżały.
Lud na owo 40-godzinne nabożeństwo, w ów dzień, nadzwyczaj licznie się
zgromadził. Tak mocno był napełniony kościół, że zdawało się, iż już ani jeden
więcej człowiek pomieścić by się nie mógł. Przed rokiem pierwej towarzystwo
wstrzemięźliwości42 tu zawiązane zostało i przykładnie się zaczęło utrzymywać,
przeto też i lud do kościoła się licznie zgromadził. Cechowi bracia, światło brackie
[s. 13] do rąk ludziom porozdawali.
Zacząłem mszę św. Skupiam myśli, natężam uwagę na teksta mszy św., silę
się, aby uważnie ten wielki akt jak jest ofiara mszy św. pełnić, ale przecie drżę
od trwogi. Po Credo43 jakoś w pierś zaczęło wstępować uspokojenie. Lud nabożnie
śpiewa, następnie Sanctus44, a wtem niedługo słychać krzyk ode drzwi wielkich:
gwałtu! Polacy idą rżnąć nas… Na ten odgłos: Polacy nas rżną! ogromny
w kościele powstał krzyk, zamieszanie i powszechna trwoga. Lud tłumem garnie
się ku wielkiemu ołtarzowi przez zakrystyjkę z kościoła uciekać, mnie celebrują-
40 Nieznanowice – wieś w pow. wielickim, na lewym brzegu Raby, 5 km od Gdowa. Na zachód
graniczy z Marszowicami.
41 Ks. Jan Popławski w rzeczywistości nie opisał tej sytuacji; jego pamiętnik wydarzeń nie został
doprowadzony do końca. W Nieznanowicach chłopi zamordowali: „nie tylko bowiem [Henryka]
Kępińskiego, ale i żonę jego [Stefanię] ciężarną, zasłaniającą go przed cepami napastników”,
„Kępiński od dawna znany był w kraju z braterskiego i dobroczynnego obchodzenia się z ludem”.
Ponadto zamordowany został dziedzic Mieczysław Dębicki i lokaj Leon Bilecki. Zob. S. Dembiński,
Rok 1846…, s. 56, 243–244 (opis wydarzeń). Według innej relacji trupy wówczas zamordowanych
zawieziono wraz z innymi zabitymi do cyrkułu w Bochni. Zob. S. Schnür-Pepłowski, Z przeszłości…,
s. 439.
42 Towarzystwo wstrzemięźliwości – masowy ruch mający na celu uchronienie ludności włościańskiej
od pijaństwa, a także ożywienie religijności i moralności poprzez urządzanie dla członków
nabożeństw z kazaniami. Towarzystwa wstrzemięźliwości prowadziły ożywioną działalność
zwłaszcza po rabacji, w której uczestniczyło wielu chłopów pod wpływem alkoholu. Zob. więcej:
C. Czechowska, Towarzystwa wstrzemięźliwości w diecezji tarnowskiej za rządów biskupa J.G. Wojtarowicza
(1844–1850). Lublin 1981.
43 Credo – wyznanie wiary odmawiane w czasie Mszy św. w niedziele i uroczystości.
44 Sanctus – podczas modlitwy eucharystycznej aklamacja „Sanctus, sanctus, sanctus”
(święty…).
238 Ewa Danowska
cego do ołtarza aż przycisnęli. W nawie kościoła lud trzymający w ręce gorejące
świece, w tumulcie [s. 14] gruchocze takowe, inni biorą się do jakiegoś bronienia
się, biorą lichtarze z pobocznych ołtarzy, inni sztangi z chorągwi, aby przeciw
(jakimś) Polakom odpór dawać. Gdy taki tumult trwa około kwadransa godziny,
pan Szybalski (Michał)45 z Niewiarowa46 będący na nabożeństwie obecny
(była także i pani Ciepielewska47 dziedziczna pani Niegowici i Marszowic48, kolatorka49
kościoła wraz z panną Mirecką przybocznią swoją towarzyszką), staje
aż na ławkach kolatorskich i woła: uspokójcie się ludzie, uspokójcie się, dajcie
kapłanowi ofiarę mszy św. odprawiać, bo ktoś tylko bajkę wznowił. Potem [s. 15]
a raczej równocześnie, do sług kościoła należący Augustyn Chmielek, co światło
brackie utrzymywał, od ołtarza pchając się ku środku kościoła, oboma rękami
z góry na dół je znosząc, skazuje i nakazuje niejako ludowi, aby się uspokoił.
I nastąpiło przecie uspokojenie.
Tu mi wypada zboczyć z opowiadania faktu, na nadmienienie przyczyny
takiego w kościele hałasu i trwogi. Parę tygodniami przed 22 lutego krążyła
tu wieść między ludem, a zwłaszcza po karczmach, iż ze dworów panowie
ze swojemu lokajami będą w nocy wycieczkę czynić na wsie [s. 16] i ludzi prostych,
wieśniaków, w pień rżnąć, znać [sic] aby ich grunta w posiadanie pobrać.
Na takie wieści śmialiśmy się wszyscy i mniemaliśmy, iż jakiś ludwisarz,
co dzwony przelewa, taką bajkę ze zabobonności puścił, aby się mu dzwony
udarzyły. Jednak ta bajka, na umyśle ludu, tak okrutnie fałszywe wrażenie uczyniła,
że powzięli to mniemanie, iż będą w pień wyrzynani. Nic dziwnego więc,
iż gdy jakiś niegodziwy frant na koniu przybiegł ku kościołowi, rzekł do żebralnych
babek, co w babińcu tuż przy kościele siedziały: Polacy idą rżnąć
nas! – Te zaraz ludziom [s. 17] dopowiedziały i stąd ta ogromna trwoga, hałas,
krzyk w kościele powstał. Mówią niektórzy, iż ten, co przypadł na koniu, był
dał znać, iż chłopi zabijają Kęmpińskich w Nieznanowicach i że babki żebralne
źle go zrozumiały i podług swego uprzedzenia wieść o Polakach dalej ludziom
dopowiedziały. Że zaś owe babki pomylić się nie musiały, dowodem jest
inna okoliczność, okoliczność to ta, iż równie w ów czas w Bochni ktoś także
45 Dziedzic Michał Szybalski został zamordowany podczas rabacji. Zob. Rok 1846…, s. 418.
46 Niewiarów – wieś w pow. wielickim, nad Rabą. Na zachód graniczy z Niegowicią.
47 Anna Ciepielewska.
48 Marszowice – wieś w pow. bocheńskim na lewym brzegu Raby, między Bochnią a Gdowem.
Należała do parafii w Niegowici.
49 Kolator – fundator kościoła w swoim majątku lub wyposażający go, z prawem do przedstawiania
kandydatów na proboszcza. W kościele miał swoją ławkę.
Rabacja chłopska 1846 roku… 239
do kościoła przypadł i rzekł: Polacy idą rżnąć nas, ale ludzie tam mądrzejsi
[s. 18] temu przecie nie dali wiary.
Teraz wracam się do kościoła w ową chwilę, gdzie nastąpiło ludu uspokojenie.
Skończywszy mszę św., odśpiewawszy suplikacyje50, uczułem się być obowiązanym
iść na ambonę i lud z błędu wyprowadzić. W nauce, jaką 40-godzinne
nabożeństwo wymaga, przytoczyłem naukę, iż Bóg jest Ojcem wszystkich ludzi,
my między sobą, czy Niemcy, czy Węgry, czy Polacy jesteśmy między sobą bracia,
ta jest wola Boga, abyśmy się wszyscy obserwowali, miłowali jeden drugiego,
w nieszczęściu ratowali, boć przykazanie miłości Boga i miłości bliźniego [s. 19]
jest fundamentem wszystkich innych przykazań. Kto więc to pierwszy wznowił,
iż Polacy rżną nas – powiedział szatańską bajkę, a wyście ludzie tej bajce
uwierzywszy, wyrządziliście zniewagę chwale Pana Boga! Gdy oto tyle świec
poświęconych, gromnic pogruchotanych zostało! Więc ludzie, jak możecie przeprosić
Majestat Boski, gdy zejdę z ambony, a padnę krzyżem na środku kościoła,
padnijcie wy krzyżem za mną, a leżąc krzyżem poodmawiajmy w duchu pokuty
po pięć pacierzy. I tak uczyniliśmy, a lud z odurzenia oswobodzony (dzięki
Bogu), z kościoła do domów popowracał.
[s. 20] Lud, co w kościele był, powracał do domów oswobodzony z odurzenia,
ale wszystek wszystek całej parafii lud, z 4 000 dusz przeszło składającej się,
w kościele nie był, inni wszyscy tak prędko owo tak niegodziwe uprzedzenie
poporzucać nie mogli, a w tym błędzie uplatani, występków przeciw miłości
bliźniego podopuszczali się.
Z kościoła, gdy wszedłem do mego mieszkania, słyszę doniesienie, iż chłopi
ze wsiów kameralnych Państwa Niepołomskiego51, jako to z Książnic52, Łęczkowic53,
z Kłaja54, obstąpili dwór w Niewiarowie i tam wszystko co było potłukli,
okna, drzwi pogruchotali, nawet posadzkę powywalali. Ze spiżarni masło, słoninę,
mąkę, [s. 21] sery i naczynia kuchenne miedziane i żelazne pozabierali.
Suknie męskie i garderobę damską, wszystko a wszystko, między sobą poroz-
50 Suplikacja – religijna pieśń kościelna Święty Boże.
51 Wsie Państwa Niepołomskiego – po I rozbiorze Polski w 1772 roku ekonomia niepołomicka
(stołowe dobra królewskie) została zagarnięta przez Austrię. Już w styczniu 1773 roku zostało
utworzone rządowe dominium niepołomickie, które przetrwało do końca I wojny światowej.
„Państwo niepołomskie” to dobra kameralne, czyli rządowe.
52 Książnice – wówczas Małe i Wielkie, wsie w pow. bocheńskim, po obu stronach Raby.
53 Łęczkowice – Łężkowice, Łęszkowice – wieś w pow. bocheńskim na lewym brzegu Raby.
Na południe graniczy z Książnicami.
54 Kłaj – wieś na lewym brzegu Raby, na skraju puszczy niepołomickiej.
240 Ewa Danowska
szarpali. Pana Szybalskiego (Michała) właściciela owej wioski związali, kijami
i cepami bez litości ubili, a tak związanego do Bochni powieźli. Jego żonę, panią
z baronów Gostkowskich ze wszystkim obrabowali, ledwie w lichym odzieniu
ją zostawili przy życiu, tak dalece, że ani chustki do zarzucenia na się jej nie
zostawili.
Po dopełnionym rabunku w Niewiarowie mieli zamiar napaść na plebanią niegowicką,
to jest na mnie, [s. 22] ale że spostrzegli patrząc przez łąki ku dworowi
niegowickiemu, iż od tego dworu chłopi inni powracają, już na plebanią nie poszli,
ale czem prędzej polecieli przez łąki na dwór niegowicki, na dziedziczną panią,
panią Ciepielowską. Namieniłem dopiero teraz, że inni chłopi od tego dworu
powracali, byli to chłopi ze wsi Wiatowic, tutejszej parafii, którzy po nabożeństwie
z kościoła wyszedłszy, razem kilkadziesiąt zebranych, poszli do pani Ciepielowskiej.
Kilku ich weszli do dworu z odkrytą przyzwoicie głową (reszta ich na podwórcu
się zostali) i w te słowa wyrazili się: Daruje pani, że tu [s. 23] przybyliśmy,
mamy rozkaz szukać broni, fuzyj, pistoletów, szabli itp., a że wiemy, że u pani tego
wszystkiego nie ma, więc przyszliśmy tylko, aby rozkaz wypełnić i kłaniamy się
pani i niech nam pani daruje, żeśmy może zaambarasowali. Tak więc uczyniwszy
pokłon, odeszli (to wszystko z ust pani Ciepielowskiej słyszałem).
Wtem gdy ci odeszli, owi kameralraki wpadają na dziedziniec i jak wściekłe
furie od razu siekierami, toporami we drzwi uderzają. Z największą wściekłością
krzesła, kanapy, lustra, obrazy tłuką, ze szpiżarni wszystko, z piwnic wszystko,
z kredensu wszystko, łyżki, sztućce, srebro wszystko. [s. 24] Rozszarpują garderobę,
bieliznę tak stołową jako i do ubrania, chustki wszystkie, mantyle55, futra,
zgoła wszystko a wszystko pomiędzy siebie rozdzierają i kijami nad panią Ciepielowską
wywijają. Szczęściem, że parę z wiatowickich chłopów, co na samym
ostatku się z powracających pozostali, między tych kameralraków się wmieszali,
i ci, a mianowicie Zawacki Wojciech zasłonił od już, już paść mającego kija
na panią Ciepielowską. Niezawodnie ten jeden cios byłby ją był trupem położył.
Gdy ów dwór rabowali, mój cooperator ks. Bilecki56, widząc tam, co się działo,
wpada tu na plebanią i woła [s. 25] do moich braterstwa: Panie, uciekajcie,
bo was pozabijają! W pole nie sposób, bo ostre powietrze było, a zresztą gdzież?
Oto przynajmniej do kościoła się schrońcie! Tak więc: bratowa moja Maryjanna
Popławska ze swemi dwoma córeczkami Anną i Konstancyją do kościoła się
55 Mantyla – rodzaj peleryny, zarzutka kobieca bez rękawów.
56 Ks. Iwo Bilecki – przybył do parafii w Niegowici w 1845 roku, odszedł do parafii w Czchowie
w 1853 roku.
Rabacja chłopska 1846 roku… 241
schroniły, zaś mój brat Sebastyjan Popławski schronił się nad oranżeryję, wziąwszy
siekierę ze sobą, aby się bronić przeciw napaści. I dalej mówi ksiądz Bilecki
do mnie: I ksiądz proboszcz nie jest bezpieczny, bo tam słychać, że się i na księdza
proboszcza usadzili, zresztą oto [s. 26] jednem słowem powiedzieć, lud to tam
wściekły jest, wszyscy, co są surdutowi, a szczególnie tych, co są szlacheckiego
rodu, wszystkich chcą śmiercią położyć. To mi oznajmiwszy, poszedł do kościoła,
aby tam zamknąć te trzy osoby i opuścił mię. A lubo on był 2 mile stąd,
z Cerekwi57 rodem, ojca wieśniaka mając, a z tego względu popularność między
prostym ludem posiadając, jednak on o sobie już zwątpił, bo się mi w ten dzień
na oczy nie pokazał, kiedy potrzeba było około mnie ratunku. Oznajmiwszy
mi zapęd owych rozhukanych ludzi, samego mię w mieszkaniu swoim zostawił.
Widząc niejako [s. 27] mi już zapowiedzianą śmierć, oto uczyniłem akt skruchy,
odmówiłem antyfonę: „Pod Twoją obronę uciekamy się, Święta Boża Rodzicielko”,
etc. i uczyniłem sobie ślub, iż dopóki tu plebanem będę, zawsze o to
dbać chcę, aby w każdy piątek msza św. śpiewana przed ołtarzem Najsłodszego
Serca Pana Jezusa odprawianą była. A w tej rezygnacyji oczekuję spełnienia woli
Najwyższego nade mną. Będąc ubrany w sutannę, wziąłem i komżę na siebie.
Około 12 godziny w południe nadciąga hałastra chłopów, tu, na plebanią.
Stają na podwórcu dość obszernym, do szerokości 20 sążni58, długości przeszło
30 sążni mającym, a tę przestrzeń napełnili prawie całą. Uzbrojeni w kije, widły
od siana, [s. 28] niektórzy mieli i siekiery. Wyszedłem do nich przed ganek, widzę
ich tak uzbrojonych, a do tego pobłoconych, na twarzy posmolonych, wielu
ich pijanych, mało, bardzo mało trzeźwych. A lubo ich tak wielu było, nie byli
to atoli wszyscy ci, co z powrotu ze dwora nadciągali, bo znaczny ich oddział
obładowany łupem dopełnionego rabunku we dworze pani Ciepielowskiej kolatorki
oddzielił się i do domów swych poszedł, reszta ich tu na podwórcu stanęła.
Jak namieniłem, wyszedłem przeciw nich na ganek i mówię tak do nich: Witajcież
chrześcijanie! Czegoż chcecie? [s. 29] Mamy rozkaz – odpowiadają – szukać
broni, fuzyj, strzelb różnych i po to tu przyszliśmy. Gdy to przed gankiem
mówią, wielu z nich pozdejmowało czapki i kapelusze z głowy, ale się jako pijani
zataczali. Mając ja przy boku moim ku jakiej takiej obronie mojej uczciwego
włościanina z Pierzchowa imieniem Augustyna Chmielka – Boże! Przyjmij
go do chwały Twojej! – należącego do sług kościelnych, owego to, co światło
brackie utrzymywał. Mówię dalej do nich: kiedy macie taki rozkaz, to dobrze,
57 Cerekiew – wieś w pow. bocheńskim niedaleko Uścia Solnego.
58 Sążeń – dawna miara długości równa ok. 190 cm. Sążeń = 35 łokci = 6 stóp.
242 Ewa Danowska
ale nadaremnie u mnie rewizyje czynić macie, bo przecież to dobrze wiecie,
[s. 30] że ja nigdy nie poluję, nie strzelam, więc i żadnej strzelby nie mam. Ale
kiedy taki rozkaz mamy – mówią do mnie – abyśmy rewidowali, to musimy
to czynić. Na to im odpowiadam: Kiedy chcecie koniecznie to czynić, to czyńcież,
tylko was obliguję, aby z was tylko dwóch weszło do pomieszkania, abyście
mi też posadzki nie powalali i inni aby psoty jakiej nie powyrządzali. Dobrze,
dobrze – wtem kłaniają się mi i ręce mi całują. Ale zamiast dwóch wpakowało
się ich czterech, piąty z niemi był ów uczciwy a bogobojny Augustyn Chmielek.
Wtem, jak się ci czterech do sieni wpakowali, ze środka owej hałastry, przepycha
się dwóch ku gankowi, [s. 31] innych dwóch ku drugim drzwiom od kuchni
na podwórzec otwartym, zakładają na krzyż kije swoje we drzwiach i nie dopuszczają
innych mających ochotę pchać się drzwiami do pomieszkania. Rzecz
dziwna i warta zastanowienia! Między owymi, co założywszy swe kije na krzyż
we drzwiach stanęli i nie dopuścili innych do pokojów, poznałem dwóch z mej
parafii znanych, jawnych złodziei, to jest Pawła Matuszczyka inaczej Zbójnickiem
zwanego z Niegowici i brata jego Jana Matuszczyka z Cichawy. Innych dwóch
nie znałem. I ci czterech dali odpór hałastrze, że do pomieszkania nie wcisnęła
się, prócz tych, co rewizyję [s. 32] uskuteczniać przedsięwzięli. Mnie zostawili
w moim pokoju, a uczciwy Augustyn Chmielek tych rewizorów oprowadzał.
Komór i szaf u braterstwa mego nie tknęli, ja im moje szafy pootwierał, popatrzyli
i nic nie ruszyli (zginęło mi wprawdzie 16 [cwancyngierów59 – odczyt
skrótu niepewny E.D.], które miałem nagotowane, aby takowe ubogim [w] szpitalu
porozdzielać; wielkie prawdopodobieństwo, że któryś z tych czterech rękę
po takowe sięgnął). Poszli potem do piwnicy, tam szkodę wyrządzili, bo parę
butelek osobliwszego wina, ile że stare, przeszło 50 lat mające, wypróżnili, a na
lepszy przysmaczek wypili i butelkę szwarcu60 do butów przygotowanego.
[s. 33] Tak więc swe urzędowanie odprawiwszy, razem z hurmą z podwórca
za bramę odeszli. I te dzikie tygrysy, na ów czas okazały się cichemi barankami…
Wtem za bramą odezwały się głosy: A cóż to, darmo tu przyszliśmy? A wróćwa
się, weźmy tego siwego pana (to jest mego rodzonego brata Sebastyjana, był już
bowiem siwemi włosami pokryty). I wrócili się z hałasem wielkim.
Na tę nową scenę uczciwy Augustyn Chmielek i ktoś z owej bandy (ani
jemu, ani mnie nie znany), przystąpił do mnie i tak do mnie mówi: Proboszczu
59 Cwancyngier – moneta austriacka równa 20 krajcarom, czyli trzeciej części złotego
reńskiego.
60 Szwarc – szuwaks, czarny preparat do czyszczenia obuwia.
Rabacja chłopska 1846 roku… 243
dobrodzieju! Koniecznie trzeba, żeby pan okazał się im i dał się im pojmać,
bo im chodzi o to, aby pieniądze za niego dostali. Ale [s. 34] moi kochani – mówię
do nich – oni mego brata może będą bić! Nie – odpowiada – nie damy go bić,
sumiennie ręczymy (bijąc się w piersi) – nie damy go bić. Trzeba koniecznie czem
prędzej do wozu konie zaprzągnąć, aby się ich pozbyć, żeby odjechali. Na taką
ich radę drżałem ze strachu i znowu ich zaklinam, żeby mu krzywdy wyrządzić
nie dozwolili – oni uroczyście zaręczają i dodają i to, że ta hałastra wie, iż pan
tu jest gdzieś ukryty, a szukając go, mogliby dużo spustoszenia nabroić. Na takie
przedstawienia, ze strachem którego dreszczem byłem zaatakowany, wołam
w głos około oranżeryjni, gdzie się mój brat schował: Proszę, błagam [s. 35] kochanego
brata! Niech brat wyjdzie, oni nic złego nie wyrządzą. Słysząc głos mój,
brat mój zeszedł z oranżeryjni i okazał się im, aleć gdy się we futro przebierał,
bo się miało już ku wieczorowi, dwóch z owej zgrai: Kazimirczak z Pierzchowa
i Jakub Feliks z Liplasa61, mocno podpici, zaczęli pięściami obkładać mego brata.
Ja rzuciłem się na nich z największym rozjątrzeniem; jak jednego, tak drugiego
za łeb, za kark laską, którą mi ktoś podał. I tak ich uspokoiłem, ale cóż oni robią?
Oto gdy już na wóz wsiadał mój brat, wiążą mu ręce okrutnie w tył, że aż o litość
wołał. A tak okrutnie skrępowanego [s. 36] powieźli do Bochni.
W drodze przy Pierzchowie dowiedzieli się poddani do plebanii należący,
a mianowicie Wojciech Cecuga, iż mego brata na wozie związanego wiozą, rzucili
się na nich, z wozu tych siepaczów zepchnęli, mego brata z pokrępowania
oswobodzili, sami oni na wóz wsiedli i do Bochni go, do cyrkularnego urzędu
dostawili, a za dostawionego, jako nagrodę, sześć reńskich w cwancygerach
na rękę odebrali, które Wojciech Cecuga między siebie i innych dwóch podzielił.
[s. 37] Gdy się to działo, między 12 a 4 godziną po południu, bratowa moja
ze swemi dwoma córeczkami, Anną i Konstancyją, w kościele zamknięte, drżały
od strachu i trwogi, nie wiedząc, co się ze mną i z ich ojcem dzieje. Gdy ta zgraja
już odeszła, ja około kościoła tam i na powrót umyślnie po cmentarzu przechodzę,
aby im dać poznać, że żyję. A gdy już pewny byłem, iż owi siepacze do domów
popowracali, otworzyłem kościół, a jakoby życiem udarowany, powitałem
drogie sercu memu osoby.
Uczciwego Augustyna Chmielka zostawiliśmy [s. 38] na noc na plebanii.
W późną noc powraca fornal z wozem z Bochni i oznajmia, iż mego brata konwojowali
poddani i że nie dopuścili na drodze krzywdy mu wyrządzić.
61 Liplas – wieś w pow. wielickim, 5 km od Gdowa, 12 km od Wieliczki.
244 Ewa Danowska
Pani Ciepielowska kolatorka i dziedziczna pani Niegowici i Marszowic
ze swoją przybocznią towarzyszką panną Mirecką, po stłuczonych ruchomościach
we dworze, przenosi się na tymczasowne mieszkanie na wikaryjówkę,
zaraz tego samego wieczora.
Znużony tak okrutnym kłopotem, bez rozbierania się, rzucam się na spoczynek.
Serce bije silnie i gorączkowo…
[s. 39] Dzień 25 lutego Popielec
[tutaj kończy się tekst]
Streszczenie
Rabacja chłopska 1846 roku w relacji ks. Jana Popławskiego z Niegowici
Ocena wydarzeń z 1846 roku była różna w ocenie urzędowej austriackiej i patriotycznej
polskiej. Według tej pierwszej wersji rzeź galicyjska była odruchem wierności włościan
wobec monarchii austriackiej, potępiającym próbę powstania przeciw cesarzowi.
Z polskiej strony rabację potraktowano jako skutek świadomej prowokacji dokonanej
przez biurokrację austriacką, trafiającej na podatny grunt niechęci pańszczyźnianych
chłopów wobec szlachty. Rabacja położyła kres przygotowaniom do narodowego powstania.
Rozprzestrzeniła się w zachodniej Galicji, głównie w okolicach Tarnowa, Bochni
i Jasła. Tzw. „krwawe zapusty” rozpoczęte ok. 19 lutego 1846 roku pochłonęły wiele
ofiar. Chłopi napadali na dwory i plebanie w poszukiwaniu powstańców i broni, bili
i mordowali dziedziców i ich oficjalistów, demolowali budynki, rabowali wyposażenie
dworów i zabudowań gospodarczych.
Z tego okresu zachowały się relacje i wspomnienia, wśród nich relacja ks. Jana Popławskiego
(1800–1892), ówczesnego proboszcza w Niegowici. Swoje wspomnienia spisał
w 1857 roku, dla rodziny. Ich oryginał znajduje się w Bibliotece Naukowej PAU i PAN
w Krakowie, podarowany w 1925 roku przez Seweryna Udzielę. Wspomnienia ks. Popławskiego
z 22–24 lutego 1846 roku obejmują tylko 3 dni rabacji, mimo to są cenne
Rabacja chłopska 1846 roku… 245
jako kronikarski zapis wydarzeń w Niegowici i najbliższej okolicy. Zawierają też osobiste
odczucia i komentarze autora wspomnień.
Summary
The peasant slaughter of 1846 in the accounts
of father Jan Popławski of Niegowić
The evaluation of the events of 1846 differed in the opinions of Austrian officialdom
and patriotic Poland. According to the version as assessed by the former, the Galician
massacre was a reflex on the part of the peasantry loyal to the Austrian monarchy and
condemning the uprising against the emperor. From the Polish side, it was viewed as the
result of conscious provocation, on the part a bureaucratic Austria, which fell on the
fertile ground of the villein peasants’ malevolence toward the nobility and gentry. The
slaughter put an end to the preparation for a national uprising. It spread through Western
Galicia, primarily in the environs of Tarnów, Bochnia and Jasło. What has been dubbed
‘the bloody carnival’, which was launched around 19th February 1846, engulfed countless
victims. The peasants fell on manor houses and presbyteries in search of insurgents and
weapons, beating and murdering the country gentry and their clerks, demolishing buildings
and robbing the manors and their farm outbuildings of furnishings and fittings.
Accounts and memoirs of that period have survived, amongst them those of Father
Jan Popławski (1800–1892), the then parish priest of Niegowić. He wrote them for his
family in 1857. The original, held in the Academic Library of the Polish Academy of Arts
and Sciences and the Polish Academy of Sciences in Krakow, was gifted by Seweryn
Udziela in 1925. Father Popławski’s memoirs cover 22nd to 24th February 1846, encompassing
only three days of the slaughter. For all that, they are valuable as a chronicler’s
record of events in Niegowić and its closest environs. They also contain the personal
feelings and commentaries of their author.


Zastanawiam się jaki jest związek tego, tak pracowicie umieszczonego tekstu, z tematem: "Chłopi pańszczyźniani - jak naprawdę wyglądali i co jedli". Nie znajduję odpowiedzi.
Pozdrawiam - Leszek Wojciechowski.

_________________
@margallus
Poszukiwani:
Roch Chudzyński - Elżbieta Pruska
Casimirus Kotecki - Marianna
Nicolaus Kotecki - Maryanna Chmiel
Józef Piotrowski - Magdalena (XVIII/XIX w.)
Bartłomiej Piotrowski - Marianna Chudzyńska (ślub).


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 01 lip 2020, 00:11 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 paź 2013, 14:30
Posty: 413
Mój post nie jest tak świetnie opracowany jak kolegi, bo nie mam dostępu do materiałów , wobec tego posłużę się tylko pewnymi urywkami oraz umieszczonymi na forum linkami.

Posty są w temacie tego wątku, bo „chłop” to nie tylko jedzenie oraz wygląd, ale także honor i poszanowanie ludzkiej godności, którą mu przez wieki zabrano. Wobec tego trzeba o tych sprawach mówić jak najwięcej i najgłośniej, bo minęło wiele wieków i nic się nie zmienia. Jak napisałam już wcześniej wszystkich mieszkańców wsi wrzucamy do jednego wora co jest w dzisiejszych czasach niedopuszczalne.

Wśród wielu zawodów wiejskich oraz statusów jest szlachta zagrodowa określona w metrykach jako nobilis i powtórzę cytat z poprzedniego swojego wątku.

"Szlachcic średniego i niższego rzędu , pomimo ,że obwieszał się szychami dostatku, był w ogóle biednym. Mieszkał w chałupie, pokrytej słomianą strzechą, różniącym się od chat chłopskich tylko gankiem i nazwą dworku. Ubierał się w siermięgę, a na święto kontusz, na którym przypasywał rzemykiem szable. Tak zwane zakupieństwa ( płacenie panu pewnej sumy za prawo dziedzicznego użytkowania ziemi) przestało być zabezpieczeniem niewzruszonego jej posiadania wobec tego w XVII w coraz częściej zdarzają się wypadki naruszania jej i zrywania za zwrotem okupu"
Szlachta zagrodowa, której zapisy w metrykach około 1630 roku zamieniły się z predykału „ nobilis' na status kmieć lub chałupnik. Powtarzają się te same imiona oraz nazwiska od XVII aż do 1807roku.
Szczególne nasilenie tego predykału występuje we wsiach rycerskich.

viewtopic.php?f=2&t=18491#p149804

Pragnę także dodać iż wielu kmieci w porozumieniu z dziedzicami przeszło pod status „ chałupnik” a związane to było z mniejszymi podatkami.
Przypomnę:
Włościanin mógł posiadać swoją rolę i gospodarstwo całe jako użytkownik dziedziczny lub dożywotni, albo też jako użytkownik czasowy. Włościanin, posiadający ziemie jako użytkownik dziedziczny często nazywał się chłopem wkupionym. Włościanie często sobie kupowali gospodarstwa , ale nie byli właścicielami ponieważ prawo własności ziemi należało do dziedzica i w takim wypadku nie mógł chłopa wyrugować.

Książka „ O kmiotku” Edwarda Kożmiana skierowana bezpośrednio do Józefa Morawskiego dziedzica Oporowa, który to służy jako pewien przykład, ale dotyczy wszystkich Wielkopolskich włościan.
Wiadomym nam jest, że weszło we zwyczaj , który jest tylko nadużyciem, iż gdy niektórzy kmiecie, czyli włościanie, lub inni miejsca ludzie, bezpotomnie z tego świata schodzą, ich wszystkie mienie ruchome i nieruchome, pod nazwaniem pospolitem puścizny zwykli zajmować, dlaczego my zwyczaj ten mniemając być przeciwnym sprawiedliwości i nie grzeczny, postanawiamy, że z mienia tych zmarłych , jeżeliby się w niem znalazła kielich wartości półtory grzywny, ma być dany kościołowi parafialnemu, reszta zaś mienia ma spaść na najbliższych krewnych, jako słuszność i sprawiedliwość nakazują” Czytając to prawo, czyż nie przejęci jesteśmy uszanowaniem i uwielbieniem dla króla prawodawcy, że włościanie za jego czasów byli swobodniejsi, zamożniejsi, jak w póżniejszych wiekach: że mieli własność swoje mieli mienie ruchome i nieruchome. [..]Lecz przejmijmy się najprzód uczuciem miłości chrześcijańskiej, uczuciem sprawiedliwości dla tego ludu, który od tylu wieków ma prawo o nią się dopomagać; pomnijmy na jego zasługi, prace i tylowieczną nędzę; pomnijmy, że on strumienie krwi przelał w obronie tej ziemi, że jemu winniśmy jej żyzność i chleb, który pożywamy: pomnijmy, że z niego powstał ojciec naszych pierwszych królów, że jego niedole piękne oczy Jadwigi łzami oblały, gdy pytała swego królewskiego małżonka” kto kmiotkom łzy wynagrodzi? A wtenczas czyn nasz sprawiedliwy, miłym będąc Bogu, może nam wyjedna przebaczenie win naszych i rosę błogosławieństw na ziemie sprowadzi. Pomnijmy, że on już wypracował sobie ten zagon, z którego żyje: połączmy więc wszyscy wspólne usiłowania ,ażeby to przekonanie przelać na wszystkie umysły […] […] Abyśmy się okazali sprawiedliwymi, powinna być nasza ofiara nie przymuszona, dobrowolna. Postąpmy sobie tak jak słuszność i sprawiedliwość doradzają[..]

Mamy reakcję na tą książkę od samego Józefa Morawskiego .
1807 rok - Szkółka Dotąd nie została urządzoną, mimo tego wiele młodszych ludzi umie czytać.
Czyli nasi włościanie wcale nie byli tacy nieświadomi jak się to wszystkim wydaje.

Morawscy płacą podatek wojenny, ale obciążają nim wszystkich swoich kmieci. Wychodzi około 3.000 tys. długo na rodzinę chłopską. Cytat z odnalezionego żródła:
W wyniku wojen napoleońskich chłopi ulegli ogromnemu zadłużeniu wskutek nakładania na wsie różnych liwerunków i kontrybucji wojskowych. Dla przykładu można podać, że w majątku Oporowo w okolicy Leszna chłopi w latach 1806-1814 zadłużyli się na ogólną sumę 30. 000 złp. Właściciel tego majątku Józef Morawski po wojnie zagroził chłopom, że nie da im żadnego zasiłku [ wojennego], chyba ,że wykażą się wytężoną pracą.

W grudniu 1816r dziedzic Morawski ruguje kmieci w zamian za darowanie im długu. Przyzwala mu na to patent wydany w tym roku dając niejako wskazówkę, jak mają postępować dziedzice, żeby pozbyć się gospodarzy. Nie potrzeba było sądów etc wystarczyło proste wypowiedzenie.

Odpowiedż chłopów
Uświadomionem zostałem od Komisji Generalnej iż włościanie moi Chłopi niemal pierwsi podali skargę o urządzenie nowych stosunków. Zdziwiony iż żadnego do mnie kroku nie uczynili na co nie zasłużyłem poznałem w tem już duży postęp zewnętrznego wpływu i obłąkania”

Włościanie przegrali wszystkie sprawy chociaż wielu z nich mieszkało na tych terenach i uprawiało ziemię co najmniej od XVII w.

viewtopic.php?f=2&t=11737#p141591

Tak tedy gwałtownymi środkami zniewoleni być musieli do obejrzenia nowych działów, a gdy trwali w swym uporze i wyraźnie oświadczyli, że za ustąpieniem wojska dawne grunta uprawiać będą, więc nie było środka innego, jak skazać ich na ustąpienie ze swych posad i odsądzić ich od prawa własności onychże. Gdy mimo wyroków ustąpić nie chcieli, więc za pomocą wojska z gospodarstw swych wyrzuceni i z pozostałymi ich ruchomościami na granice włości wywiezionymi zostali. Dwóch tylko najstarszych gospodarzy z Oporówka i czterech małoletnich tamże, niemniej jeden małoletni w Oporowie i dwóch starszych tamże, przy swych utrzymali się posadach. Reszta, 38 i ojczymowie z matkami małoletnich, z posad wyrzuceni, na zawsze od prawa własności onychże odsądzeni, litości pogranicznych obywateli przypisać tylko mogą, iż u nich jako komornicy i wyrobnicy przytułek znaleźli

Musieli jeszcze opłacić opłatę sądową dość wysoką, za którą „ ganianio” ich po całym kraju.

Chciałbym dodać iż po analizie metryk udało się naliczyć około 160 osób starszych , dzieci, kobiet czyli 38 rodzin, które w jednej chwili nie mogąc zabrać z domu żadnych swoich rzeczy koczowało pod wsią śpiąc na gołej ziemi.
To był początek kwietnia prawie dwa tygodnie nikt im nie pomógł i dopiero landrat wschowski [ Prusacy] zajął się nimi załatwiając pracę oraz mieszkania.

W 1835 roku wyrzuceni napisali skargę do następcy tronu pruskiego o wymierzenie sprawiedliwości i powrót do ról. Dzięki jej zachowaniu znamy nazwiska 38 włościan, którzy walczyli o sprawiedliwość i przeciwko junkierskiej reformie. Dla odstraszenia innych od stawiania oporu wobec wykonywania prawa regulacyjnego KG ogłosiła publiczny komunikat o tej sprawie negatywny oczywiście i sprawa ta pomimo 185 lat jest dalej otwarta.
Czeka na fachowe opracowanie, ale jak napisał Witold Jakóbczak w 1950 roku musi się ono opierać na szerokim materiale żródłowym. Minęło już 70 lat i dalej są utrudnienia.

Tak sobie myślę, że gdyby nasi włościanie nie podeszli do sprawy uwłaszczeniowej tak łagodnie, potulnie i dyplomatycznie to wtedy doczekaliby się godnych opracowań z wieloma materiałami żródłowymi jak ma Galicja.
W Wielkopolsce potrzeba ofiar i przelanej krwi żeby otwarły się oczy historyków, pisarzy etc. wtedy byłby temat na niejedno opracowanie.

Pozdrawiam,
Mirosława Giera

Poparcie włościan w powstaniach.
„ Negatywne stanowisko Ponieca w sprawie powstania, gwałty tam popełniane a niemniej i ciągłe rewizje i podjudzanie komisarzy odstraszało okolicznych włościan od przyłączenia się do powstania. Świadczy o tym wymownie list pisany przez Marie Sułkowską do siostry Anny Krasińskiej w Dreżnie
„ Już w krobskim powiecie powstanie formują, ale tu im trudniej idzie, gdyż chłopi , przeciwnie jak w tamtych powiatach , prędzej z rządem trzymają : chcą przede wszystkim spokojności i zajęcia się polnemi robotami. I tak na przykład wsie Oporów, Lubonia, Drobnin, Zakrzew etc, o instrukcji nie chcą słyszeć. To też nic dziwnego, że ziemianie nie czując się pewni jak Morawscy z Luboni i Oporowa uchodzili do Wrocławia. Że obawy były uzasadnione, dowód przejścia, na jakie narażone były dobra Mycielskich. Z zachowanych listów wynika, że „ żołnierze „ splądrowali spichrze w Rokosowie i w Łęce pod wodzą dyrektora poczty w Lesznie Parysa, naszego ogólnego wroga, oraz porwali szarpie wszystkie, która mama przygotowała do rannych, leżących w wielkiej liczbie w nazaretach. Pootwierali wszystkie skrzynie z meblami nadesłanymi z Chocieszewic i wielkie szkody poczynili , kradnąc niszcząc jak rozbójnicy. To też jak mówiłam jest istotne niebezpieczeństwo dla kraju, być w styczności z temi hordami żołnierstwa dzikiego, zajadłego i niekaranego „
Nie dość na tym- wojsko urządziło wkrótce potem drugą rewizję w Rokosowie „ Ogromnie rewidowali ostro, także wcale nic nie znależli, ale niegodziwi chłopi oporowscy wydali, ciągle wojsko namawiając do dalszej rewizji', Rewizje te następowały jedna po drugiej. Do końca maja było ich ogółem w dobrach hr. Mycielskiego aż siedem.”


chichotali , że :"Niemcy nie pozwalali"...


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 01 lip 2020, 13:19 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 02 sie 2008, 18:47
Posty: 812
Lokalizacja: Pępowo / Wrocław
Pani Mirosławo,proszę o informacje,skąd pochodzi ostatni akapit z powyższego Pani postu (Poparcie włościan w powstaniach). Jestem szerzej zainteresowana tą sprawą.

_________________
Pozdrawiam.
Barbara


"Gdzie się człowiek ulągnie,tam ciągnie".


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 01 lip 2020, 13:26 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 paź 2013, 14:30
Posty: 413
pepowianka napisał(a):
Pani Mirosławo,proszę o informacje,skąd pochodzi ostatni akapit z powyższego Pani postu (Poparcie włościan w powstaniach). Jestem szerzej zainteresowana tą sprawą.

Akapit dotyczy powstania w roku 1848r, a pochodzi z ' Kroniki Gostyńskiej" 45/106 z 01.09.1931 r.

Pozdrawiam,
Mirosława Giera


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 01 lip 2020, 23:13 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 02 sie 2008, 18:47
Posty: 812
Lokalizacja: Pępowo / Wrocław
Bardzo dziękuję.

_________________
Pozdrawiam.
Barbara


"Gdzie się człowiek ulągnie,tam ciągnie".


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 02 lip 2020, 13:02 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 15 cze 2020, 13:34
Posty: 10
...


Ostatnio edytowano 03 lip 2020, 10:12 przez Mozets, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 02 lip 2020, 20:54 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 paź 2013, 14:30
Posty: 413
Ma Pan rację i dziękuje za zwrócenie uwagi na tak ważną kwestię oraz przepraszam , za to że wykorzystałam pańskie zdanie wyrwane z kontekstu innej odpowiedzi nie podając postu oraz autora.
Wobec tego, żeby naprawić swój błąd powtarzam mój post wraz z wykreśleniem pańskiego zdania....
miroslawa napisał(a):
Mój post nie jest tak świetnie opracowany jak kolegi, bo nie mam dostępu do materiałów , wobec tego posłużę się tylko pewnymi urywkami oraz umieszczonymi na forum linkami.

Posty są w temacie tego wątku, bo „chłop” to nie tylko jedzenie oraz wygląd, ale także honor i poszanowanie ludzkiej godności, którą mu przez wieki zabrano. Wobec tego trzeba o tych sprawach mówić jak najwięcej i najgłośniej, bo minęło wiele wieków i nic się nie zmienia. Jak napisałam już wcześniej wszystkich mieszkańców wsi wrzucamy do jednego wora co jest w dzisiejszych czasach niedopuszczalne.

Wśród wielu zawodów wiejskich oraz statusów jest szlachta zagrodowa określona w metrykach jako nobilis i powtórzę cytat z poprzedniego swojego wątku.

"Szlachcic średniego i niższego rzędu , pomimo ,że obwieszał się szychami dostatku, był w ogóle biednym. Mieszkał w chałupie, pokrytej słomianą strzechą, różniącym się od chat chłopskich tylko gankiem i nazwą dworku. Ubierał się w siermięgę, a na święto kontusz, na którym przypasywał rzemykiem szable. Tak zwane zakupieństwa ( płacenie panu pewnej sumy za prawo dziedzicznego użytkowania ziemi) przestało być zabezpieczeniem niewzruszonego jej posiadania wobec tego w XVII w coraz częściej zdarzają się wypadki naruszania jej i zrywania za zwrotem okupu"
Szlachta zagrodowa, której zapisy w metrykach około 1630 roku zamieniły się z predykału „ nobilis' na status kmieć lub chałupnik. Powtarzają się te same imiona oraz nazwiska od XVII aż do 1807roku.
Szczególne nasilenie tego predykału występuje we wsiach rycerskich.

viewtopic.php?f=2&t=18491#p149804

Pragnę także dodać iż wielu kmieci w porozumieniu z dziedzicami przeszło pod status „ chałupnik” a związane to było z mniejszymi podatkami.
Przypomnę:
Włościanin mógł posiadać swoją rolę i gospodarstwo całe jako użytkownik dziedziczny lub dożywotni, albo też jako użytkownik czasowy. Włościanin, posiadający ziemie jako użytkownik dziedziczny często nazywał się chłopem wkupionym. Włościanie często sobie kupowali gospodarstwa , ale nie byli właścicielami ponieważ prawo własności ziemi należało do dziedzica i w takim wypadku nie mógł chłopa wyrugować.

Książka „ O kmiotku” Edwarda Kożmiana skierowana bezpośrednio do Józefa Morawskiego dziedzica Oporowa, który to służy jako pewien przykład, ale dotyczy wszystkich Wielkopolskich włościan.
Wiadomym nam jest, że weszło we zwyczaj , który jest tylko nadużyciem, iż gdy niektórzy kmiecie, czyli włościanie, lub inni miejsca ludzie, bezpotomnie z tego świata schodzą, ich wszystkie mienie ruchome i nieruchome, pod nazwaniem pospolitem puścizny zwykli zajmować, dlaczego my zwyczaj ten mniemając być przeciwnym sprawiedliwości i nie grzeczny, postanawiamy, że z mienia tych zmarłych , jeżeliby się w niem znalazła kielich wartości półtory grzywny, ma być dany kościołowi parafialnemu, reszta zaś mienia ma spaść na najbliższych krewnych, jako słuszność i sprawiedliwość nakazują” Czytając to prawo, czyż nie przejęci jesteśmy uszanowaniem i uwielbieniem dla króla prawodawcy, że włościanie za jego czasów byli swobodniejsi, zamożniejsi, jak w póżniejszych wiekach: że mieli własność swoje mieli mienie ruchome i nieruchome. [..]Lecz przejmijmy się najprzód uczuciem miłości chrześcijańskiej, uczuciem sprawiedliwości dla tego ludu, który od tylu wieków ma prawo o nią się dopomagać; pomnijmy na jego zasługi, prace i tylowieczną nędzę; pomnijmy, że on strumienie krwi przelał w obronie tej ziemi, że jemu winniśmy jej żyzność i chleb, który pożywamy: pomnijmy, że z niego powstał ojciec naszych pierwszych królów, że jego niedole piękne oczy Jadwigi łzami oblały, gdy pytała swego królewskiego małżonka” kto kmiotkom łzy wynagrodzi? A wtenczas czyn nasz sprawiedliwy, miłym będąc Bogu, może nam wyjedna przebaczenie win naszych i rosę błogosławieństw na ziemie sprowadzi. Pomnijmy, że on już wypracował sobie ten zagon, z którego żyje: połączmy więc wszyscy wspólne usiłowania ,ażeby to przekonanie przelać na wszystkie umysły […] […] Abyśmy się okazali sprawiedliwymi, powinna być nasza ofiara nie przymuszona, dobrowolna. Postąpmy sobie tak jak słuszność i sprawiedliwość doradzają[..]

Mamy reakcję na tą książkę od samego Józefa Morawskiego .
1807 rok - Szkółka Dotąd nie została urządzoną, mimo tego wiele młodszych ludzi umie czytać.
Czyli nasi włościanie wcale nie byli tacy nieświadomi jak się to wszystkim wydaje.

Morawscy płacą podatek wojenny, ale obciążają nim wszystkich swoich kmieci. Wychodzi około 3.000 tys. długo na rodzinę chłopską. Cytat z odnalezionego żródła:
W wyniku wojen napoleońskich chłopi ulegli ogromnemu zadłużeniu wskutek nakładania na wsie różnych liwerunków i kontrybucji wojskowych. Dla przykładu można podać, że w majątku Oporowo w okolicy Leszna chłopi w latach 1806-1814 zadłużyli się na ogólną sumę 30. 000 złp. Właściciel tego majątku Józef Morawski po wojnie zagroził chłopom, że nie da im żadnego zasiłku [ wojennego], chyba ,że wykażą się wytężoną pracą.

W grudniu 1816r dziedzic Morawski ruguje kmieci w zamian za darowanie im długu. Przyzwala mu na to patent wydany w tym roku dając niejako wskazówkę, jak mają postępować dziedzice, żeby pozbyć się gospodarzy. Nie potrzeba było sądów etc wystarczyło proste wypowiedzenie.

Odpowiedż chłopów
Uświadomionem zostałem od Komisji Generalnej iż włościanie moi Chłopi niemal pierwsi podali skargę o urządzenie nowych stosunków. Zdziwiony iż żadnego do mnie kroku nie uczynili na co nie zasłużyłem poznałem w tem już duży postęp zewnętrznego wpływu i obłąkania”

Włościanie przegrali wszystkie sprawy chociaż wielu z nich mieszkało na tych terenach i uprawiało ziemię co najmniej od XVII w.

viewtopic.php?f=2&t=11737#p141591

Tak tedy gwałtownymi środkami zniewoleni być musieli do obejrzenia nowych działów, a gdy trwali w swym uporze i wyraźnie oświadczyli, że za ustąpieniem wojska dawne grunta uprawiać będą, więc nie było środka innego, jak skazać ich na ustąpienie ze swych posad i odsądzić ich od prawa własności onychże. Gdy mimo wyroków ustąpić nie chcieli, więc za pomocą wojska z gospodarstw swych wyrzuceni i z pozostałymi ich ruchomościami na granice włości wywiezionymi zostali. Dwóch tylko najstarszych gospodarzy z Oporówka i czterech małoletnich tamże, niemniej jeden małoletni w Oporowie i dwóch starszych tamże, przy swych utrzymali się posadach. Reszta, 38 i ojczymowie z matkami małoletnich, z posad wyrzuceni, na zawsze od prawa własności onychże odsądzeni, litości pogranicznych obywateli przypisać tylko mogą, iż u nich jako komornicy i wyrobnicy przytułek znaleźli

Musieli jeszcze opłacić opłatę sądową dość wysoką, za którą „ ganianio” ich po całym kraju.

Chciałbym dodać iż po analizie metryk udało się naliczyć około 160 osób starszych , dzieci, kobiet czyli 38 rodzin, które w jednej chwili nie mogąc zabrać z domu żadnych swoich rzeczy koczowało pod wsią śpiąc na gołej ziemi.
To był początek kwietnia prawie dwa tygodnie nikt im nie pomógł i dopiero landrat wschowski [ Prusacy] zajął się nimi załatwiając pracę oraz mieszkania.

W 1835 roku wyrzuceni napisali skargę do następcy tronu pruskiego o wymierzenie sprawiedliwości i powrót do ról. Dzięki jej zachowaniu znamy nazwiska 38 włościan, którzy walczyli o sprawiedliwość i przeciwko junkierskiej reformie. Dla odstraszenia innych od stawiania oporu wobec wykonywania prawa regulacyjnego KG ogłosiła publiczny komunikat o tej sprawie negatywny oczywiście i sprawa ta pomimo 185 lat jest dalej otwarta.
Czeka na fachowe opracowanie, ale jak napisał Witold Jakóbczak w 1950 roku musi się ono opierać na szerokim materiale żródłowym. Minęło już 70 lat i dalej są utrudnienia.

Tak sobie myślę, że gdyby nasi włościanie nie podeszli do sprawy uwłaszczeniowej tak łagodnie, potulnie i dyplomatycznie to wtedy doczekaliby się godnych opracowań z wieloma materiałami żródłowymi jak ma Galicja.
W Wielkopolsce potrzeba ofiar i przelanej krwi żeby otwarły się oczy historyków, pisarzy etc. wtedy byłby temat na niejedno opracowanie.

Pozdrawiam,
Mirosława Giera

Poparcie włościan w powstaniach.
„ Negatywne stanowisko Ponieca w sprawie powstania, gwałty tam popełniane a niemniej i ciągłe rewizje i podjudzanie komisarzy odstraszało okolicznych włościan od przyłączenia się do powstania. Świadczy o tym wymownie list pisany przez Marie Sułkowską do siostry Anny Krasińskiej w Dreżnie
„ Już w krobskim powiecie powstanie formują, ale tu im trudniej idzie, gdyż chłopi , przeciwnie jak w tamtych powiatach , prędzej z rządem trzymają : chcą przede wszystkim spokojności i zajęcia się polnemi robotami. I tak na przykład wsie Oporów, Lubonia, Drobnin, Zakrzew etc, o instrukcji nie chcą słyszeć. To też nic dziwnego, że ziemianie nie czując się pewni jak Morawscy z Luboni i Oporowa uchodzili do Wrocławia. Że obawy były uzasadnione, dowód przejścia, na jakie narażone były dobra Mycielskich. Z zachowanych listów wynika, że „ żołnierze „ splądrowali spichrze w Rokosowie i w Łęce pod wodzą dyrektora poczty w Lesznie Parysa, naszego ogólnego wroga, oraz porwali szarpie wszystkie, która mama przygotowała do rannych, leżących w wielkiej liczbie w nazaretach. Pootwierali wszystkie skrzynie z meblami nadesłanymi z Chocieszewic i wielkie szkody poczynili , kradnąc niszcząc jak rozbójnicy. To też jak mówiłam jest istotne niebezpieczeństwo dla kraju, być w styczności z temi hordami żołnierstwa dzikiego, zajadłego i niekaranego „
Nie dość na tym- wojsko urządziło wkrótce potem drugą rewizję w Rokosowie „ Ogromnie rewidowali ostro, także wcale nic nie znależli, ale niegodziwi chłopi oporowscy wydali, ciągle wojsko namawiając do dalszej rewizji', Rewizje te następowały jedna po drugiej. Do końca maja było ich ogółem w dobrach hr. Mycielskiego aż siedem.”


Przy okazji dodam iż słowo kmieć w dokumentach z XIIIw oznacza włościan swobodnych lokowanych na prawie niemieckim gdy „ chłopi” odpowiednio do łacińskiego homine oznaczali za doby Piastów wszystkie rodzaje ludności włościańskiej ,
nieswobodnej i na wpół swobodnej.
Ludność niewolniczą stanowili homines ascripti - na wpół swobodną ,
zaś swobodną – homines liberi , którzy byli przeważnie wolnymi czynszownikami w posiadłościach kościelnych, a rekrutowali się przeważnie z zubożałych dziedziców tj, ziemian zwanych kmieciami.
To samo stanowisko społeczne co homines liberi we włościach kościelnych, zajmowali tzw. hospites w posiadłościach książęcych,
a stosunki ich objaśnia najdokładniej dokument Henryka Brodatego z 1204 roku drukowany w „Jahresberichte der schlesischen Gesellschaft” z r. 1841 str. 167.


Pozdrawiam,
Mirosława Giera


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 03 lip 2020, 10:22 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 15 cze 2020, 13:34
Posty: 10
Cieszę się Pani Mirosławo, że to tylko błąd edycyjny. I dziękuję za sprostowanie.
Kulturalni, dobrze wychowani ludzie, zawsze potrafią się spokojnie porozumieć.
Nawet jeśli mają inne poglądy na różne sprawy.
Usuwam więc mój "monit" ;-) by niepotrzebnie nie zajmował miejsca na serwerze i nie służył do jakichś zbędnych "rozstrząsań" innych komentatorów .
Jeszcze raz bardzo Pani dziękuję i pozdrawiam.
Marek Mozets.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 03 lip 2020, 14:27 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 paź 2013, 14:30
Posty: 413
Nie ukrywam, że informacja Pana Marka o powstaniu w Galicji zainspirowała mnie do publikacji znalezionych przeze mnie informacji odnośnie sytuacji chłopów w Wielkopolsce, ponieważ też mamy w swoich miejscowościach przypadki buntów i rebelii stłumionych przez wojsko pruskie. Niemniej jednak zanim poruszę ten temat chciałam się podzielić swoją wiedzą odnośnie praw włościan jakie im przysługiwały. Trochę to przydługie, ale inaczej nie da się tego opisać.

Już w XVIII w chłopi wielkopolscy byli warstwą pod względem posiadania bardzo żróżnicowaną . W toku ewolucji doszło do przyrostu łanów chłopskich , do zwiększenia się liczby chałupników, komorników, a zmniejszyła się liczba zagrodników. Powstała tu warstwa póżniejszej „ burżuazji wiejskiej” złożonej z chłopów tzw. „okupnych„ i czynszowych, sołtysów, młynarzy, karczmarzy, owczarzy.
Początkowo chłopi pańszczyżniani pracowali na ziemi określanej jako pańszczyzniana, ale w póżniejszym okresie wielu z nich miało do dyspozycji „ wolne grunta, a z kolei dość sporo wolnych ludzi gospodarowało na ziemi pańszczyznianej. Bogaty chłop pańszczyzniany stawał się ważniejszą osobą we wsi niż człowiek wolny, a biedny. Sama idea „ wolnego i niewolnego” zawierała trudne do wytłumaczenia niuanse, które dość szybko znalazły zastosowanie, a razem z nimi pojawił się cały szereg łacińskich określeń „ niewolnego” mancipium, servus, colonus, lidus, collibertus, nativus. Wielu było ludżmi wolnymi, ale pracowali na nie swojej ziemi. Również sama ziemia klasyfikowana była jako wolna i pańszczyżniana co oznaczało iż z danego obszaru istniało odpowiednie zobowiązanie w postaci renty lub zapłaty odrobkowej.

Dekret R. 1661r str. 13-17 – obowiązujące prawo chłopskie do 1807 roku.
„Pod względem rzeczowego prawa stosunki są następujące: własność gruntu należy do dziedzica, używalność do kmiecia. Tytuł do używalności nadawała dzierżawa zastawna, a ta była dwojakiego rodzaju:
a) wola to jest prawo do używalności z czasookresem z góry zakreślonym ( który zaś z poddanych łan albo włokę pustą osiądzie swoje woły, konie wszelki sprzęt będzie miała takowego na cały rok od płacenia czynszu daniny robocizny etc)
b) zakupieństwo, prawo do używalności bez czasookresu oznaczonego.

Zastawna summa była najczęściej nie gotówką składana, lecz wykarczowany grunt i ugnojone pola przedstawiały prawa kmiecia zastawnika. Przy woli dziedzic zobowiązywał się grunt oddać do użytkowania na tyle lat, na ile zażywał kmieć swobody od powinności z warunkiem uiszczania powinności, których wysokość z góry bywała ustanowiona. Przy dzierżawie w drodze prawa za kupnego, każdego roku dziedzic rugować mógł kmiecia z zachowaniem warunków któremi były:
a) wypowiedzenie osiadłości w terminie przez zwyczaj miejscowy określonym
b)spłacenie sumy, jeżeli kmieć dziedzicowi dał wkupne lub kupił osiadłość od poprzedniego gospodarza
c) spłacenie za budynki i ulepszenia na zasadzie oszacowania przez urząd wiejski.

Z wiekiem XVII w miejsce woli rozwinął się zwyczaj, że oddawano do użytkowania grunt na pewny zakres czasu ( zwyczajnie 30 lub 40 lat) z możnością odnowienia kontraktu za opłatą laudemium_ i zawarcia nowej umowy co do powinności. Gdy gbur( zwyczaj ten wyłącznie się rozwinął w dobrach królewskich w województwach pruskich) był rugowany, następca jego spłacał mu za ulepszenie.
Używalność była dwojaka: wspólna z dworem pastwisk, lasów i wód i wyłączna gruntów kmiecych[..]
[..]Względem gruntów kmiecych od wieku XVI to jest od czasu utracenia praw politycznych, w dobrach szlacheckich i duchownych wola dziedzica stanowiła o warunkach i czasie używalności[..]]

W XVII I XVIII wiekach system podatków przykładał się do zachowania nienaruszalności gruntów kmiecych: grunta dzieliły się na:
-folwarczne, składające podatek kwarty opłacany przez starostę
-na grunta rustykalne ulegające podatkowi hyberny opłacanemu przez kmieci i na grunta puste użytkowane przez kmieci, za które podatek hyberny w połowie folwark, w połowie kmieć opłacał. Potrzeba zabezpieczenia wypłaty podatków utrzymując te rozróżnienia, zapewniła kmieciom tytuł używalności. Jeżeli kmieć czasowo grunt opuścił przez rok i sześć tygodni służyło mu prawo powrócenia do używalności, chociażby inny w tym przeciągu wszedł w posiadanie gruntu. Lecz gdyby po upływie rzeczonego czasookresu, zgłosił się mający dawne prawo używalności, odbiera on tylko wynagrodzenie: zupełne zaś przedawnienie następuje dopiero po upływie lat trzydziestu.( Prawo do używalności przechodziło na dzieci).
Zasada prawa magdeburskiego co do spadkobierstwa wszędzie przemogła: dobra nieruchome odziedzicza płeć męska, a tylko w jej braku płeć żeńska. Dziedzice szczególnie biegli w gospodarstwie, uderzeni niedogodnościami ciągłej podzielności gruntów pod względem porządków w gospodarstwie i zakresu powinności nieraz usiłowali wprowadzić zwyczaj zastrzegania spadku dóbr nieruchomych dla starszego syna z obowiązkiem spłacania młodszych spadkobierców, ale zasad przypuszczania wszystkich synów do równego działu przemogła grunta się drobiazgowały z uszczerbkiem w gospodarstwie i zwiększeniem niezmiernym powinności dla kmieci.
Ruchome dobra dzieliły się na części rozrządzalne i nierozrządzalne. Nierozrządzalną była część potrzebna do utrzymania gospodarstwa, inwentarz pociągowy, inwentarz oborowy, ziarno na posiew i dla żywności. Ta część uważana była jako przedstawiciel wydanej załogi i nie mogła być sprzedaną, zastawioną lub przekazaną testamentem. Część rozporządzalną mocen był kmieć darować i zapisać za życia lub na przypadek śmierci, wszakże tylko z zatwierdzeniem dziedzica. Wolę rozrządzającego święcie zachowała rodzina, szczególnie w razie zapisu testamentowego. W razie niezostawienia spadkobierców odziedziczył prawem kaduka dziedzic , do spadku przypuszczając krewnych, o ile to za słuszną rzecz uznał. W dobrach królewskich i duchownych pozostały po umarłym spadek, miał służyć do osadzenia nowego gospodarza”

W 1795r dotychczasowe stosunki na wsi pańszczyznianej pozostały bez zmian, a sprawy sporne odwoływały do Prawa Cywilnego Narodu Polskiego z 1778r
zezwalano na ogół dziedzicom na przenoszenie poddanych przy sprzedaży dóbr za ich zgodą wydawano zakazy opuszczania przez chłopów granic prowincji,w oparciu o miejscowe zwyczaje
Patentem z 10.08.1795r władze pruskie wprowadziły obowiązek ustalenia tytułu własności nieruchomości na podstawie umów kupna, testamentu aktów sprzedaży, cesji itp. a do wpisu w księgach hipotecznych dopuszczono też „ wieczyste dzierżawy i czynszownictwa” czyli gospodarstwa czynszowników, okupników, kolonistów i olendrów siedzących na kontraktach. Chłopi Ci zostali zapisani w aktach hipotecznych jako właściciele użytkowi, ograniczeni prawami zwierzchnimi przez dziedzica jako pana feudalnego , a w odpowiedniej rubryce hipoteki obejmującej obciążenia wpisywano świadczenia chłopów na rzecz dziedzica. Chłopi Ci mieli prawo zbywania całości lub części swoich gospodarstw oraz zaciągania pożyczek na grunt.
Przepisy Landrechtu oddawały dziedzicowi jurysdykcję nad chłopami. Dodam tylko ,ze w Prusach Nowowschodnich ( Mazowsze Podlasie i część Żmudzi) zaniechano organizacji sądów patrymonialnych i sprawy chłopskie miano oddać sądom państwowym ( 1797r), a dziedzicom zakazano podwyższania powinności chłopskich oraz przesuwania chłopów na gorsze ziemie i wcielani ich gruntów do folwarków (1798).
Dlaczego tego nie uczyniono także w Wielkopolsce?
Mimo licznych zakazów i zarządzeń pruskich stosunki na wsi były podporządkowane interesom dziedzica i w ramach zmian gospodarczych i reorganizacji dóbr zmniejszano działki chłopskie, tworzono drobne gospodarstwa i zakładano folwarki co uchodziło uwadze władz pruskich jak również dopuszczano się rugów.

O dalszym niecnym postępowaniu Wielkopolskich dziedziców w sprawie ustawy uwłaszczeniowej zamilczę ponieważ wstyd powtarzać to co się czyta w kilkunastu opracowaniach. Myślę ,że zainteresowani znajdą odpowiednią lekturę.

Kmiecie jak widać z metryk przez kilka wieków mieszkali w tych samych domach i uprawiali tą samą ziemię wobec tego wraz z bezpotomnym zejściem pozbywano ich wszystkich pamiątek oraz dorobku pokoleń. O takiej sytuacji pisze Edward Kożmian w książce „ O kmiotku”.
W metrykach daje się zauważyć iż w momencie przejścia pod zabór pruski do procesu uwłaszczeniowego czyli 1823 roku następuje gwałtowny wzrost zgonów kmieci i chałupników bardzo zauważalny podczas indeksacji całej parafii, a następnie około 1830r zaginięcie wielu dotychczas występujących nazwisk. Wśród nich są nazwiska osób zmarłych, wydaje się, że to ich potomkowie. Wymieniono prawie całą wieś i to się potwierdziło iż w wyniku sprzeciwu oporowskich włościan w 1829 roku dokonano rugowania 38 rodzin kmieci i chałupników. Nie ukrywam iż niepokojące akta z metryk rozpoczęły moje poszukiwania przyczyny takiej nieprawidłowości.

Nie udało mi się rozwiązać wielu wątpliwości z powodu braku udostępnionej dla szerszego odbiorcy dokumentacji. Ziemia była dziedzica, ale na podstawie dokumentów możemy poznać nasze rody i uznać je za wiarygodne kiedy udostępnione metryki w niektórych przypadkach zawodzą.

Pozdrawiam,
Mirosława Giera

Kilka słów o buntach chłopskich w Wielkopolsce w 1823 roku spowodowanych ustawą uwłaszczeniową.
4 kwietnia 1829r wojsko pruskie przy biernej postawie obrażonego dziedzica- po złamaniu łatwym oporu stawianego przez tamtejszych mężczyzn i kobiety przeprowadziła masową eksmisję usuwając poza granicę wsi 38 rodzin z Oporowa i Oporówka. Wyrzuceni chłopi koczowali wraz z żonami, dziećmi i starcami przez trzy tygodnie pod gołym niebem. Nocami próbowali wracać na swe dawne gospodarstwa. Aby temu zapobiec 30 żołnierzy i kilku żandarmów czuwało w Oporowie dniem i nocą. Niebawem echa tej sprawy dotarły do Berlina. Niezwykłą tę jak na owe czasy chłopską rebelię próbował jakoś załagodzić landrat wschowski. Przy pomocy rządcy sąsiedniego majątku udało mu się uprosić pobliskich dziedziców, którzy ostatecznie przyjęli wysiedlonych chłopów oporowskich do swoich majątków tyle,że już jako czeladż dworską lub najemnych robotników rolnych. „ Jaśnie Pan Referendarz” także przyjął „ łaskawie” do pracy paru upokorzonych chłopów, wcielając ich do swej służby dworskiej.
Przykład oporowskiej „ rebelii” chłopskiej na tle komplikacji regulacyjnych- przykład walki pokrzywdzonych o sprawiedliwość po chłopsku pojmowaną, przeciw odgórnej pruskiej reformie rolnej był w swej skali w Wielkopolsce ewenementem....
W żadnym stopniu nie wpłynął oczywiście na dalszy przebieg tutaj procesu uwłaszczeniowego, zakończonego ostatecznie upadkiem stosunków feudalnych w rolnictwie i zapoczątkowaniem nowych kapitalistycznych form gospodarowania.
Był jednakże przykładem stosunku zaborczych władz pruskich do polskiego ludu, stosunku,w którym liczyły się nade wszystko racje urzędowe po myśli zawsze silniejszego ekonomicznie – w tym przypadku dziedzica i to Polaka”

Wielokrotnie także gospodarstwa karczmarskie, młynarskie, służebne, robotnicze ubiegały się o dopuszczenie do regulacji tak, że w 1829 roku było aż 1200 procesów na tym tle.
Rugi odbywały się jako akty nielegalne jak np. w Tarnowie pow. inowrocławski w 1819 r dziedziczka usunęła chłopów osiadłych tam od dawna za wolą jej zmarłego męża.

Odmowy pańszczyzny w następujących wsiach:
Niegolewo( powiat bukowski), Chojnica, Dopiewo i Kobylnica ( poznański) Wielkie Strzelce i Zalesie ( krobski) Wyrza ( wyrzyski) Zakrzewo ( pleszewski) , Kamieniec ( kościański), Bolewice ( nowotymski), Piersko ( szamotulski) , Bolewice ( nowotymski) Szczury ( ostrowski), Brodnica i Sulejewo ( śremski) , Jakubowo ( szubiński), Połajewo, Kroszyn Wielki, Boruszyn, Młynkowo, Skrzetusz, Sierakowo, Maniewo , Ryczywół.

W szeregu wypadków ta forma walki klasowej kończyła się eksmisją najoporniejszych np. w Połajewie, Jakubowie, Piersku, Bolewicach, Kowanówku, Obornikach, Chojnicy, Sapowicach ( poznański), Gościeszyna ( babimojski) Chocieszewicach ( krobski) , Brodnica ( śremski).Błock ( babimojskie)
Najpoważniejsza tego rodzaju walka rozegrała się we wsiach Oporowo, Oporówko i Grabowiec. We wszystkich podkreślano iż do buntu lub sprzeciwów polscy dziedzice posłużyli się żołnierzami z Armii Pruskiej.
Chłopi niezorganizowani bez żadnych sojuszników musieli ulec przewadze państwa pruskiego, które interweniowało wówczas kiedy dziedzice wzywali ich do pomocy.
Regulacje były związane z czynnymi wystąpieniami chłopskimi oraz tragediami wielu rodzin. Faktu tego nie należy lekceważyć.

Opracowano na podstawie następujących żródeł.
„Historia wsi w Polsce” Władysław Grabski 1929r,
„ Uwłaszczenie chłopów w Wielkopolsce w XIXw- Witold Jakóbczyk dostępna Biblioteka Raczyńskich Poznań.
„ Z dziejów oporu chłopskiego w Wielkopolsce na przełomie XVIII i XIXw” Stanisław Nawrocki
„ Komplikacje regulacyjne w poznańskim” Witold Jakóbczyk
„ Dzieje wsi wielkopolskiej „ Witold Jakóbczyk
' Historia ustroju i prawa polskiego ( 1772-1918) Artur Korbowicz, Wojciech Witkowski- Warszawa 2012r.
„ Życie w średniowiecznej wsi” Joseph Gies, Frances Gies
„ Osfordzka Historia Unii Polsko- Litewskiej „- Robert Frost.
„ indeksy metryk parafii Oporowo 1605- 1876 rok.

Wiele z w/w żródeł można znależć w bibliotekach internetowych.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 24 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL