Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne GNIAZDO

Forum dyskusyjne WTG GNIAZDO
Teraz jest 18 maja 2022, 14:09

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 8 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 29 sie 2021, 15:47 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1323
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

https://polona.pl/item/dziennik-poznans ... o:metadata

Dziennik Poznański nr 64, 19.III.1859.
Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.

Z pod Gniezna, 17 marca. Obchodziła dziś okolica nasza smutny obrzęd złożenia do grobu zwłok ś. p. Antoniego Żuromskiego. Starzec ten blisko stuletni był jednym z tego zastępu, który odwagą i poświęceniem świat niegdyś zadziwiał. Zawód wojskowy jeszcze za panowania Stanisława Augusta w gwardyi Miroskiego rozpoczął. Później dzielił losów koleje pod Naczelnikiem, z czasem wstąpił w koło Jeniusza wieku, wzdłuż i wszerz zmierzył Europę, walcząc z wiarą i nadzieją, że to czyni dla sprawy narodowej. Pod Madrytem na placu boju zyskał stopień oficerski. Kiedy wrócił na łono rodziny, pozbawiony papierów do legitymacyi służących, pozbawiony pensyjki krwią wysłużonej, w pocie czoła na stare lata na kawałek chleba pracować mu przyszło. Pełnił obowiązki ekonoma starzec w lata sędziwe podeszły; jeszcze sześć lat przed śmiercią z dziwną i usilną skrzętnością widziano go pracującego. Przed dwoma laty rażony paraliżem, do samej śmierci dochował umysł przytomny i serce pełne młodzieńczego zapału. W dzień pogrzebu, chociaż dzień był roboczy, lud okoliczny zgromadził się tłumnie na uczczenie pamięci starca, który odbywszy bitew trzydzieści i kilka, kilkunastu ranami okryty, walczył z losem do kresu żywota, aż mu przyszło odpocząć na cmentarzu w Łubowie.

Pochowany na cmentarzu przy kościele św. Mikołaja w Łubowie-
http://dictionnaire.sensagent.leparisie ... wie/pl-pl/

Żuromski Antoni-
https://pl.wikipedia.org/wiki/Antoni_%C5%BBuromski

„Napoleon i jego epoka w Wielkopolsce”- Anna Jabłońska, Dorota Matyaszczyk.
Str. 26-
„Łubowo (gmina, pow. gnieźnieński) W 1859 w „Dzienniku Poznańskim” nr 64 pokazał się nekrolog następującej treści: „…. dziś 17 III pochowano Antoniego Żuromskiego, blisko 100- letniego. Zawód wojskowy rozpoczął za Stanisława Augusta w gwardii Mirowskiego. Dzielił los Naczelnika [Kościuszki] a potem Napoleona. Pod Madrytem na placu boju zyskał stopień oficerski. Po powrocie, pozbawiony papierów do legitymacji służących, pozbawiony pensji, musiał na stare lata pracować. Był ekonomem. Pracował jeszcze 6 lat przed śmiercią, a przed dwoma laty rażony paraliżem, do samej starości przytomny na umyśle. Odbył trzydzieści kilka bitew. Odniósł kilkanaście ran. Pochowany na cmentarzu w Łubowie.” Żuromski spoczął na cmentarzu usytuowanym przy drewnianym barokowym kościele św. Mikołaja z ok. 1660 (il.), który jako jeden z niewielu zachował jednolite barokowe wyposażenie z XVII i XVIII w.”

Teki Dworzaczka-
39953 (Łubowo)
1859.14/3. (Łubowo) + Antoni Żuromski, l. 96, ex-ekonom, pozostawił wdowę Józefę i 5 dzieci: Tomasz 33, Andrzej 31, Józef 28, Marianna 26, Jan 24.

Antoni Żuromski-
https://www.geni.com/people/Antoni-%C5% ... 3048760214

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 05 wrz 2021, 13:13 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1323
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

Dziennik Poznański nr 209, 14.IX.1859.
https://polona.pl/item/dziennik-poznans ... o:metadata

Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.

Ostrów, 9 września. Dwa lata temu pożegnał się z życiem doczesnem wiekiem w on czas najstarszy obywatel w powiecie odolanowskim, śp. Stefan Kossecki, były pułkownik wojska polskiego, dziedzic na Sieroszewicach. Wiek sędziwy, którego się doczekał, wysoki stopień wojskowy, którego się na polach bitew dosłużył, prawość charakteru, którą się przez całe życie swoje odznaczał, zamiłowanie nauk połączone z gruntownością poznania ich, wszystko to jednało mu powszechny szacunek i poważanie. Oryginalność, daleka jednak od przesady i dziwactwa, objawiająca się we wszystkiem tem, co nieboszczyk pułkownik mówił, co poczynał i wykonywał, czem się otaczał, do czego się przywiązywał, uwydatniała całą postać jego i wynosiła ją nad poziom ludzi zwyczajnych i tuzinkowych, jakich dziś pełno. W jednem tylko gospodarstwie nie był oryginalnym; trzymał się bowiem niezmiennie starych, doświadczeniem sprawdzonych zasad ekonomii i nigdy od nich nie odstępował. I nie źle też na tem wychodził, bo umiejąc co rok w rozchodach zastósować się do dochodów i mając nadto w zapasie mały kapitalik na nieprzewidziane przypadki, nie znajdował się nigdy w kłopotach ciężkich, nie przedawał krescencyi będącej jeszcze na pniu, nie jeżdżał do miasta za interesami, nie otaczał się faktorami, nie szukał kupców na towar, który sam ich przywabiał, i nie uciekał się w potrzebie do takich, co pożyczywszy mu sumkę byliby go później najeżdżali i objadali. Interesa jego majątkowe, zawsze czyste i uregulowane, nie wymagały oni pośrednictwa ani doradztwa ani protekcyi tej klasy ludzi, którzy interesami takiemi, zwłaszcza gdy są zawikłane, dziwnie zręcznie, choć nieco długo i kosztownie kierować potrafią. Nie spraszał ich przeto do siebie na obiadki, nie wydawał dla nich polowań i nieodłącznych od nich hulanek, nie dogadzał ich zachciankom, nie zmuszał się do prawienia im grzeczności: słowem nie potrzebował ich a jeźli ich czasem też potrzebował, domagał się od nich nie łaski, ale tylko należytej sobie usługi, której też stósownie wynagrodzić nieomieszkał. Uprzejmość i grzeczność, z jakiemi dziś niektórzy ludzi tak podejmują, przelewał natomiast nieboszczyk pułkownik na sąsiadów, przyjaciół i znajomych i wtedy serdeczność i hojność jego były prawdziwie staropolskie. Od czasu, jak nieporozumienia w naszej prowincyi wyjaśniły się krwawo pod Książem, Miłosławiem i Sokołowem, zesmutniał wielce nieboszczyk pułkownik, zposępniał, pochylił się, jakby go brzemię lat przytłaczało; choć zdawał się być jeszcze dość czerstwym, zaczął stronić od ludzi, zamknął się w dworku swoim między staremi kronikami, które czytając, przenosił się w szczęśliwsze czasy Zygmuntów i Batorych, i otoczył się milczeniem, które tylko najbliższym jego krewnym wolno było od czasu do czasu przerywać. Pogoda umysłu odstąpiła go na zawsze. Wieczór życia jego upłynął pochmurno. Ranę jego serca na wskroś polskiego zagoiła dopiero śmierć. Po śp. St. Kosseckim została się znaczna, niemałym kosztem nabyta i przez długi przeciąg czasu nieprzerwanie pomnażana biblioteka, składająca się po największej części ze starych, szacownych, a nawet rzadkich dzieł polskich i łacińskich, jako to z kronik, pamiętników, herbarzy, pism statystycznych i jeograficznych, tłómaczeń pisma św., postyl, pism o wojskowości i gospodarstwie, zielników itp. Bibliofil znalazłby w niej niejedno dzieło, niejedno wydanie, które posieść a przynajmniej ujrzeć już dawno może pragnął. Biblioteka taka mogłaby pokoje niejednego magnata zdobić. To pewna, że żaden z obywateli powiatu naszego nie może się poszczycić posiadaniem równie zasobnej i równie dobranej biblioteki. Biblioteka ta jest zarazem najlepszem świadectwem w czem pułkownik Kossecki za życia największe znajdował upodobanie, czemu się w chwilach wolnych od zatrudnień publicznych, a później gospodarskich głównie poświęcał. Nie wiemy dotąd, jak spadkobiercy śp. St. Kosseckiego odziedziczoną po nim bibliotekę rozrządzić zamierzają. Spodziewamy się jednak, że uporządkowawszy ją i spisawszy katalog wszystkich znajdujących się w niej dzieł, nie wzbronią do niej przystępu tym, którzy dzieła takie cenić i użytek z nich zrobić umieją. Ukrywanie, zaniedbanie lub rozdrobnienie takiej biblioteki nie odpowiadałoby ani woli ostatniej zgasłego jej właściciela, jak o tem mobno przekonani jesteśmy, ani też przeznaczeniu, jakie zbiory podobne w kraju naszym mieć powinny.

Słownik Geograficzny T.I. str. 594-
Osada wiejska z fol. Sieroszewiczki…osadę tę założył około 1822 r. Aleksander Kossecki dz. S.
http://dir.icm.edu.pl/Slownik_geograficzny/Tom_X/594

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sieroszewice

https://biblioteka-ostrow.pl/O-bibliote ... Kosseckich

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 11 wrz 2021, 12:48 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1323
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

Dziennik Poznański nr 219, 25.IX.1859.
https://polona.pl/item/dziennik-poznans ... o:metadata

Str. 4- wiadomości miejscowe i potoczne.

Poznań, 23 września. Gaz. W. Ks. Pozn. zamieszcza nekrolog zmarłego w tych dniach hr. Rajmunda Skorzewskiego. Wyjmujemy z niego następujące szczegóły: Ś. p. Skorzewski urodzony w epoce narodowego ocknienia się, r. 1791, odbył już pod pruskiem panowaniem nauki w szkołach publicznych, po ukończeniu których, wbrew powszechnemu zwyczajowi, poszedł szukać dalszego wykształcenia nie w niemieckich akademiach, lecz w odległym i pod innym zostającym rządem uniwersytecie wileńskim, gdzie pod przewodnictwem znakomitych mężów a mianowicie Jana Śniadeckiego, wraz z bratem swoim kończył nauki, zaszczycony stopniem dra filozofii. Pomimo całego zapału dla nauk, wojenna epoka Księstwa warszawskiego powoływała prawych synów ojczyzny do innych poświęceń, i śp. Rajmund bez ociągania się pochwycił za oręż i wstąpił w narodowe szeregi. Podczas nieszczęsnej wojny r. 1812, ranny dostał się do niewoli rosyjskiej, i parę lat w guberni charkowskiej przepędził. Odzyskawszy wolność, oddał się cały naukom i życiu domowemu. Śród gospodarskich zatrudnień nie przepomniał nigdy obowiązków prawego obywatela, a znakomity majątek nie służył mu do rozwijania przepychu lub dogadzania wygodom i próżności, lecz do niesienia pomocy biednym, do zgromadzenia w domu swoim Czerniejewie licznych rzadkości w książkach, rękopismach, rycinach, ku czemu nie żałował ani kosztów, ani odległych często podróży i licznych korespondecyi. Śp. Rajmund z natury skromny i cichy, nie lubił szlachetnych czynów swoich rozgłaszać i ztąd pochodzi, że tylko najbliżsi domowi i przyjaciele szczodrobliwośći jego byli świadkami.
W ostatnich jeszcze czasach zamyślał przyozdobić Czerniejewo, miejsce urodzenia pierwszego badacza mowy naszej, gramatykarza Kopczyńskiego, stósownym pomnikiem; śmierć nagła stanęła na przeszkodzie, lecz myśl tak szlachetna spełnioną zapewne zostanie przez godnego syna.
Zmarły hr. Skorzewski przed kilku laty obszerne swoje włości był zamienił w majorat.

Dziennik Poznański nr 224, 1.X.1859.
https://polona.pl/item/dziennik-poznans ... o:metadata

Str. 4.
Z Czerniejewa.
W dniu 15. m. b. boleśnie dotknięta została szanowna familia hrabiów Skorzewskich, albowiem dniu tym paraliżem ruszony czcigodny hr. Rajmund Skorzewski, od swoich ukochany, od wszystkich lubiony i szanowany zasnąwszy, przeniósł się do wieczności. Śmierć jak złodziej wtenczas kiedy nikt nie spodziewał się, wydarła go z łona familii, z pośród żyjących; wszystkich też czułym sercom zadała bolesną ranę.
Ś. p. hr. Rajmund Skorzewski ukończywszy 68 lat życia swego, przeżył je na niesieniu usług ojczyźnie, pomocy cierpiącej ludzkości, resztę w zaciszu domowem. Nietylko zamek czerniejewski był świadkiem i miejscem dobrych jego uczynków, ale każda okolica w której by najkrótszy czas zamieszkiwał; w postępowaniu chwalebnem był na wskroś przejęty nauką Chrystusa: „Niech nie wie prawica, co czyni lewica”; wszystkie swe dobre czyny osłaniał przed światem, i dopiero ten laur cnót odsłoniony został u schyłku samego.
Na rozpowszechnioną wieść, iż zwłoki zmarłego mają być sprowadzone z majętności Bucza do Czerniejewa, ku wiecznemu spoczynkowi, na dzień 20 b. m. na godzinę 6 w wieczór, już nietylko mieszkańcy miasta, ale urzędnicy tak publiczni jak i prywatni, bez różnicy religii, i cała ludność nietylko tutejszej majętności lecz i okolicy od 4 z południa zalegli drogi i brzegi boru.
O kwadrans na 7 wieczorem ukazały się zwłoki ś. p. hr. Rajmunda Skorzeskiego, które wszyscy bez wyjątku łzą spłynioną z powiek i głębokiem westchnieniem powitali. Miejscowy zaś rządzca kościoła przyjął je na granicy przy figurze pokropieniem woda święconą i modlitwą: „De profundis ad te elamavi”, jako też przemówieniem z tekstu Genesis, cap. 45: „Ja złączę się z ludem moim, pochowajcie mnie z ojcami mymi”.
Po ukończonej mowie pół mili szanowne duchowieństwo wśród śpiewów, a lud wśród łkania i głębokich westchnień i rzęsistego światła, otaczali zwłoki ukochanego od wszystkich przyjaciela, dobroczyńcy i pana. Nazajutrz solennie odśpiewano wigilie; mszą św. summę i pochów odprawił JW. Jmć. ks. Zienkiewicz, kanonik metropolitarny gnieźnieński, którego przyjaźń powołała do oddania zmarłemu czci i ostatniej przysługi. Po summie przemówił wymownie młody kapłan, rodak tutejszy Jks. Antoni Ćwikliński, komendarz z Gościeszyna, który skreślił żywot zmarłego o ile wiedza wystarczyła, i obraz tych cnót jego, których od dzieciństwa był świadkiem, szczególniej zaś staropolską gościnność, rzadką dziś uprzejmość, jako też cnoty miłosierdzia wyliczając…

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 28 paź 2021, 12:59 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1323
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

Dziennik Poznański:

Nr 245, 26.X.1859.
https://polona.pl/item/dziennik-poznans ... o:metadata

Str. 4- Nekrolog/przeniesienie zwłok.

„Zwłoki ś. p. matki mojej, dnia 4 sierpnia w Kościelcu zmarłej i tamże chwilowo pochowanej, do kościoła wrzesińskiego przewiezione i dnia 2 listopada nad wieczorem w grobie familijnym złożone zostaną.
Nazajutrz odbędzie się nabożeństwo żałobne za zmarłych rodziców, o czem przyjaciołom i krewnym w imieniu rodzeństwa uprzejmie donoszę.
Edward Poniński.”

Nr 261, 15.XI.1859.
https://polona.pl/item/dziennik-poznans ... o:metadata

Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.

Z okoliczności uroczystego przeniesienia zwłok śp. hr. Ponińskiej z Kościelca do Wrześni, dla złożenia ich w grobie familijnym na wieczny spoczynek, pisze poznański korespondent Czasu: „Na pogrzebie śp. hr. Ponińskiej, we Wrześni dnia 3 b. m. całe niemal społeczeństwo Wielkopolskie się zebrało, celem oddania ostatniej usługi matce bardzo licznej rodziny, matronie, w której domu zawsze tak serdecznie i polsko gościnnym, kilka pokoleń pierwszy wstęp w świat zrobiło. Sam arcypasterz przewodniczył żałobnemu obrzędowi, a goście pogrzebowi jak zwykle przy podobnych obrzędach, usłyszeli z ust kaznodziei wiele wielkich prawd, stósujących się do naszego życia publicznego i prywatnego. Wielu z dalekich stron na obrzęd ten przybyłych, zwiedziło zarazem pomnik postawiony poległym pod Sokołowem, a nie dalekie to strony od grobu pierwszego męczennika naszego św. Wojciecha, od góry Lechowej i grodu Lechowego.”

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 01 lis 2021, 16:48 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1323
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

Dziennik Poznański nr 285, 14.XII.1859.
https://polona.pl/item/dziennik-poznans ... o:metadata

Str. 2- wiadomości miejscowe i potoczne.

Poznań, 13 grudnia. Wczoraj o godzinie czwartej z południa po długich i ciężkich cierpieniach skonał w Poznaniu Aleksander Mendych, sekretarz dyrekcyi jeneralnej Ziemstwa, były oficer artyleryi wojsk polskich, ozdobiony krzyżem wojskowym. Kto znał bliżej zmarłego, stracił w nim wiernego doradzcę i przyjaciela, który śród zmiennej czasów kolei wytrwale dla jednego pracował celu, niezawisłe i samodzielne zdanie objawiał o tem, co uznał za prawdę, i bronił tego zdania z logiką ścisłą, karcił otwarcie niedorzeczność, gdzie ją w życiu spotykał, i dla tego też w kołach szerokich znalazł wysoki szacunek, a w ciasnym bardzo zakresie miłość i przywiązanie. Kochał on i szanował z głębi serca rychło zmarłego przyjaciela swego, dra Marcinkowskiego, niezawisłość własną zachowując, radą i czynem wspierał wszelkie jego przedsięwzięcia. Dopóki będzie istniało Towarzystwo naukowej pomocy, te dwa imiona będą wspominane. Obowiązkiem potomnych dołożyć starania, aby ta ich puścizna w cale była przekazaną najpóźniejszym pokoleniom.

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 22 sty 2022, 17:18 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1323
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

Dziennik Poznański, rok 1860.
https://polona.pl/press/dziennik-poznan ... 2Nzk/1860/

Nr 145, 27.VI.

Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.

Poznań, 26 czerwca. Wczoraj umarł w Poznaniu były kupiec i reprezentant miasta, powszechnie w mieście naszem znany, Kazim. Szymański. Żołnierz z roku 1831; wróciwszy w r. 1840 na ziemię rodzinną, w wielorakich brał udział usługach obywatelskich miasta naszego, i tak gorliwością w ich pełnieniu jak przyrodzoną dobrocią serca i towarzyskością licznych zjednał sobie przyjaciół. Należał on miedzy innemi do najdawniejszych i najczynniejszych członków miejskiego bractwa, niosącego ratunek w przypadkach pożaru i powodzi.

Nr 144, 26.VI.

Str. 3- nekrolog.

Obrazek

Nr 165, 21.VII.

Str. 3.

Z Lipnowskiego, dnia 15 lipca 1860 r. –
W dniu wczorajszym odprowadziliśmy na wieczny spoczynek ś. p. Antoniego Borzewskiego, obywatela naszej ziemi Dobrzyńskiej, szczepiąc na grobie Jego w licznie zebranym orszaku, łzą szczerej miłości i żalu a prawdziwego szacunku, zaszczytny kwiat obywatelskiego wspomnienia. Straciliśmy ozdobę społeczeństwa naszego, ale pamięć zacnego obywatela pozostanie pomiędzy nami, czysta i nieskalana, jako ozdobny przykład zaszczytnie odbytej wędrówki żywota. Po długoletnich cierpieniach w 63 roku życia, opatrzony świętemi Sakramentami, na łonie rodziny zasnął na wieki dnia 11 lipca w Ugoszczu, dziedzicznym majątku swoim, w tej samej ziemi, która Mu była kolebką i piastuną, i spoczął w Oborach u ks. Karmelitów, gdzie zacnych ojców popioły.
Coraz to bardziej przerzedzają się szeregi dawnego pokolenia, unosząc na groby przeszłości wspomnienia lat i epok minionych. Na takich mogiłach wyrastają świętości nasze, strojąc tradycyami i wspomnieniem Ojczyznę i pokolenia, przed któremi niewytknięte są jeszcze drogi i przeznaczenie.
Świeżąśmy tutaj usypali mogiłę, a stojąc przy niej poważnem kołem zebranego obywatelstwa i wiejskiego ludu, należny jej hołd oddajem, bo ona będzie dla okolicy naszej rzewną prawego obywatela pamiątką.
Ś. p. Antoni Borzewski, syn Ludwika i Salomei z Nałęczów Borzewskich, znakomitemi obdarzony zdolnościami, stworzony dla świata, w którym na krótko się ukazawszy, zjednał sobie mnogich przyjaciół i szacunek ogólny, w żywocie służby publicznej obywatelskiej niepospolitą matce Ojczyźnie zapowiadał daninę, kiedy brat Jego młodszy Kaliktst z orężem w ręku krew i tułactwo ołtarzom narodowym w ofierze zanosił, ale wątłe zdrowie i przedwczesna choroba, którą od lat trzydziestu Go Bóg nawiedził, zmieniła przeznaczenie pierwotne. Poddając się woli Bożej, w wioskowem ustroniu wśród rodziny i kmiotków swoich ciche prowadził życie, ale było to mimo cierpień, życie pełne czynu, boleści i poświęcenia, zasługą poważne, a cnotami strojne.
Prawdziwie gorliwy katolik, kochał On Boga i wiernie Mu służył a wszelkie krzyże cierpienia z pokorą i miłością do grobu bez szemrania znosił.
Prawdziwym i rzadkim ojcem w rodzinie, ojcem drużyny swojej, miłością szczepił co poczciwe i zacne, a zapomniawszy siebie, żył i pracował tutaj w skrytości dla Boga, Ojczyzny i współbraci wedle siły i przekonania. To też nie tylko rodzina i domownicy, nie tylko ubodzy i nieszczęśliwi, ale ktokolwiek Go poznał, ocenił w Nim przyjaciela, wynosząc z pod dachu Jego obok szacunku i przywiązania, wiarę i przykład, radę i poczciwe słowo, które dzisiaj niby kwiaty wspomnienia, na długie lata stroić będą mogiłę prawdziwego obywatela, którego pamięć uczyć nas winna, jakiem pojęciem szlachetnych uczuć i powinności wypełniając życie, zasłużym się Bogu, matce Ojczyźnie i współbraci naszej.
Dotknięci stratą u świeżej stojąc mogiły, podajem tę wieść żałobną pośmiertnego wspomnienia, gdzie rozproszeni licznie towarzysze i przyjaciele zmarłego, pamięć łzami i modlitwą serca na wieczny Go pożegnają spoczynek.

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 kwi 2022, 12:53 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1323
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

Dziennik Poznański, rok 1860.
https://polona.pl/press/dziennik-poznan ... 2Nzk/1860/

Nr 256, 8.XI.
Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.
Mogilno, 30 października. Wczoraj odprowadziliśmy na miejsce wiecznego spoczynku zwłoki lekarza naszego ś. p. Józefa Tuchowskiego. Pogrzeb jego był dowodem, ile miłości i szacunku uskarbił sobie nieboszczyk piętnastoletnią pracą i poświęceniem w naszem miasteczku. Bez różnicy narodowości i wyznań, żal po nim był powszechny. Oprócz kilkunastu osób duchownych, towarzyszyły do grobu wszystkie bractwa, tutejsi urzędnicy, dzieci ze szkoły z chorągwiami, obywatele miejscowi i z okolicy. Nawet dzwony w zborze luterskim ogłaszały śmierć jego i wtórowały naszym dzwonom podczas pochodu pogrzebowego. Zmarły okrom obowiązków lekarskich pełnił urząd prowizora kościoła naszego, należał do rady szkólnej i miejskiej, gdzie reprezentował sam jeden mieszkańców polskich naszego miasta w obec licznie tu osiadłych innoplemieńców. Uległ chorobie piersiowej w 45 roku życia.

Nr 258, 10.XI.
Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.
Z Bukowskiego, 6 listopada. Obchodziła tych dni okolica nasza obrząd rzadki, który długo w pamięci naszej nie wygaśnie, poświęcony czci jednego z naszych spółbraci. Wincenty Dekert, gospodarz z Dobieżyna, urodzony w roku 1766, walczył jako prosty żołnierz z kosą w ręku pod dowództwem Tadeusza Kościuszki, był z nim we wszystkich walkach i potyczkach aż do końca, a kiedy Bóg nie poszczęścił orężowi podniesionemu w imię Boże dla wolności, wrócił na zagrodę swoję i tu w małym zakresie był przykładem poczciwości, pracowitości i niezachwianego przywiązania do wszystkiego, co było polskiem. Bóg mu też tutaj sowicie wynagrodził boleść po stracie wodza ukochanego, bo mu dał nietylko dobytek ale miłość i cześć powszechną u ludzi. Staruszek ten 90ciokilkoletni był uwielbiany przez całą wieś, dobrocią swą łagodził wszelkie spory między sąsiadami a zawsze w imię Boże i dla matki Polski. To też żałość wieś całą zaległa na wiadomość o śmierci staruszka, każdy raz jeszcze chciałby się z nim pożegnać, aby zatrzymać żywo w pamięci obraz jego. Zajęto się pogrzebem aby uczcić chłopa żołnierza, w którego ręku połyskała kosa na polach chwały: zebrały się cechy, zwołano muzykę kościelną, wystawiono katafalk wysoki, przystrojony bogato i odpowiednio do okoliczności. Rano w dzień pogrzebu już o świcie jeden z sąsiednich obywateli wysłał wóz czterokonny dywanami pokryty, na miejsce po ciało. Gdy już trumna do miasta się zbliżała a za nią orszak pogrzebowy wieśniaków ze wsi rodzinnej śp. Wincentego się ukazał, księża wszyscy ze wszystkiemi cechami, okoliczni obywatele wyszli w processyi naprzeciwko ciała. Wtedy obywatele pragnąc zawsze i wszędzie uczcić każdego, który pracował około dobra ojczyzny, zdjęli trumnę z woza i na barkach swych zanieśli ją do kościoła. Jakżeż zazdrościć było można tym którzy się uginali pod ciężarem trumny, że na ramionach ich złożono szczątki Polaka za wolnej, niepodległej, całej jeszcze Polski zrodzonego, jakżeż dumnemi byli, że im dozwolono relikwiom tym ostatnią wyrządzić przysługę. W świątyni za katafalkiem rozsiedli się kapłani, zasiadło miejsca honorowe dwóch staruszków ozdobionych krzyżami z ręku tego samego wodza, pod którym i nieboszczyk walczył. Łzawiło się oko ze smutku, iż te pamiątki przeszłości schodzą do grobu i nikną nam coraz to więcej z przed oczu, łzawiło się oko z radości patrząc na starych weteranów. – Po odśpiewaniu wigilii i odprawieniu trzech mszy św. w przepełnionym kościele, zanieśli ciż sami obywatele ciało na cmentarz. Tu nad grobem przemówił w krótkich, treściwych i dla ludu zrozumiałych słowach szanowny nasz kaznodzieja, wykazując ludowi, że nie urodzenie, nie bogactwo ale dobre uczynki i zasługi okoła dobra publicznego, te towarzyszą nam na wiecznej pielgrzymce i dają nam znaczenie.

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 27 kwi 2022, 12:53 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 1323
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

Dziennik Poznański, rok 1860.
https://polona.pl/press/dziennik-poznan ... 2Nzk/1860/

Nr 256, 8.XI.
Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.
Mogilno, 30 października. Wczoraj odprowadziliśmy na miejsce wiecznego spoczynku zwłoki lekarza naszego ś. p. Józefa Tuchowskiego. Pogrzeb jego był dowodem, ile miłości i szacunku uskarbił sobie nieboszczyk piętnastoletnią pracą i poświęceniem w naszem miasteczku. Bez różnicy narodowości i wyznań, żal po nim był powszechny. Oprócz kilkunastu osób duchownych, towarzyszyły do grobu wszystkie bractwa, tutejsi urzędnicy, dzieci ze szkoły z chorągwiami, obywatele miejscowi i z okolicy. Nawet dzwony w zborze luterskim ogłaszały śmierć jego i wtórowały naszym dzwonom podczas pochodu pogrzebowego. Zmarły okrom obowiązków lekarskich pełnił urząd prowizora kościoła naszego, należał do rady szkólnej i miejskiej, gdzie reprezentował sam jeden mieszkańców polskich naszego miasta w obec licznie tu osiadłych innoplemieńców. Uległ chorobie piersiowej w 45 roku życia.

Nr 258, 10.XI.
Str. 3- wiadomości miejscowe i potoczne.
Z Bukowskiego, 6 listopada. Obchodziła tych dni okolica nasza obrząd rzadki, który długo w pamięci naszej nie wygaśnie, poświęcony czci jednego z naszych spółbraci. Wincenty Dekert, gospodarz z Dobieżyna, urodzony w roku 1766, walczył jako prosty żołnierz z kosą w ręku pod dowództwem Tadeusza Kościuszki, był z nim we wszystkich walkach i potyczkach aż do końca, a kiedy Bóg nie poszczęścił orężowi podniesionemu w imię Boże dla wolności, wrócił na zagrodę swoję i tu w małym zakresie był przykładem poczciwości, pracowitości i niezachwianego przywiązania do wszystkiego, co było polskiem. Bóg mu też tutaj sowicie wynagrodził boleść po stracie wodza ukochanego, bo mu dał nietylko dobytek ale miłość i cześć powszechną u ludzi. Staruszek ten 90ciokilkoletni był uwielbiany przez całą wieś, dobrocią swą łagodził wszelkie spory między sąsiadami a zawsze w imię Boże i dla matki Polski. To też żałość wieś całą zaległa na wiadomość o śmierci staruszka, każdy raz jeszcze chciałby się z nim pożegnać, aby zatrzymać żywo w pamięci obraz jego. Zajęto się pogrzebem aby uczcić chłopa żołnierza, w którego ręku połyskała kosa na polach chwały: zebrały się cechy, zwołano muzykę kościelną, wystawiono katafalk wysoki, przystrojony bogato i odpowiednio do okoliczności. Rano w dzień pogrzebu już o świcie jeden z sąsiednich obywateli wysłał wóz czterokonny dywanami pokryty, na miejsce po ciało. Gdy już trumna do miasta się zbliżała a za nią orszak pogrzebowy wieśniaków ze wsi rodzinnej śp. Wincentego się ukazał, księża wszyscy ze wszystkiemi cechami, okoliczni obywatele wyszli w processyi naprzeciwko ciała. Wtedy obywatele pragnąc zawsze i wszędzie uczcić każdego, który pracował około dobra ojczyzny, zdjęli trumnę z woza i na barkach swych zanieśli ją do kościoła. Jakżeż zazdrościć było można tym którzy się uginali pod ciężarem trumny, że na ramionach ich złożono szczątki Polaka za wolnej, niepodległej, całej jeszcze Polski zrodzonego, jakżeż dumnemi byli, że im dozwolono relikwiom tym ostatnią wyrządzić przysługę. W świątyni za katafalkiem rozsiedli się kapłani, zasiadło miejsca honorowe dwóch staruszków ozdobionych krzyżami z ręku tego samego wodza, pod którym i nieboszczyk walczył. Łzawiło się oko ze smutku, iż te pamiątki przeszłości schodzą do grobu i nikną nam coraz to więcej z przed oczu, łzawiło się oko z radości patrząc na starych weteranów. – Po odśpiewaniu wigilii i odprawieniu trzech mszy św. w przepełnionym kościele, zanieśli ciż sami obywatele ciało na cmentarz. Tu nad grobem przemówił w krótkich, treściwych i dla ludu zrozumiałych słowach szanowny nasz kaznodzieja, wykazując ludowi, że nie urodzenie, nie bogactwo ale dobre uczynki i zasługi okoła dobra publicznego, te towarzyszą nam na wiecznej pielgrzymce i dają nam znaczenie.

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 8 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL