|
Witam!
Artykuł z „Dziennika Poznańskiego”z dn.29.11.1883r. str.1:
„Przemiana nazwisk.Sprawie korumpowania nazwisk polskich w szkołach, urzędach stanu cywilnego i w różnych biurach poświęciliśmy w ostatnim czasie kilka artykułów. Czytelnicy przypomną sobie, jak się to w jednej gminie nazwisko Rajczyk na Reitzig; w innej znow Łoza na Lose i Bedłka na Bethke; tu Wódkiewiecz na Wuttke, tam zaś Stulpiak na Stolpe przemieniło. Na co często patrzymy, to nas przestaje razić,choćby było i najniedorzeczniejsze. Czemużby się więc oko nie miało też przyzwyczaić do skorumpowanej ortografii nazwiska? Nazwiska polskie wychodzą dziś już rzadko dobrze napisane z biur różnych. To też mniej świadomi praw są już pod tym względem tak zbałamuceni, że myślą, iż obowiązkiem ich tak się podpisywać, takiej użyć przy pisaniu swego nazwiska pisowni, jakiej może kiedy podrzędny a polskiego języka nie znający pisarz użył. Z tysiąca przytoczymy dziś jeden dowód takiego zbałamucenia. W urzędzie stanu cywilnego w Górczynie, pod Poznaniem, miał pewien tamtejszy mieszkaniec czynność pewną do załatwienia. Urzędnik odnośny napisał nazwisko owego człowieka tak, jak je często na listach urzędowych i w księdze ludności znalazł tj. Schick. Lecz pod spisanym protokułem napisał ów interesant swe nazwisko odmienną ortografią, bo Schyk. Landatura znalazłszy przy rewizyi odnośnych książek dwojaką pisownię tego samego nazwiska, kazała urzędnikowi stanu cywilnego wytłumaczyć się z tej niekonsekwencyi. Ten wezwał jeszcze raz przed siebie owego chłopa, aby się dowiedzieć, jak prawnie nazwisko jego pisane być powinno. Nie mając metryki, przedłożył ów rzekomy Schick różne urzędowe pisma, w których nie tylko jako Schick i Schyk, ale także jako Schuck był pisany. Zamiast zmniejszyć, powiększyła się więc jeszcze niepewność co do właściwej pisowni owego nazwiska. Z nieprzyjemnego tego położenia wyprowadziła wreszcie urzędnika stanu cywilnego dostarczona metryka owego interesanta. Lecz jakież było jego zdziwienie, gdy tam żadnego z trzech, gdyż ani Schicka, ani Schyka, ani wreszcie Schucka, lecz – Gzika znalazł. „Tak, powiada teraz dopiero chłop, mój ojciec zwal się Gzik, ale mnie już w wojsku przezwali Schyk, więc myślałem, że się tak muszę nazywać, bo tak też w moim pasie wojskowym stoi.” Oto tak już daleko doszło co do pisowni nazwisk polskich w skutek nieuszanowania przez urzędy polskiej tychże ortografii. Przejrzawszy spisy ludności w biurach komisarzy obwodowych, księgi niektórych urzędników stanu cywilnego i wykazy dzieci szkolnych, przekonamy się, że coraz bardziej unikają kreski nad miękkiem ń,ż,ś,ć i nad twardym ł; tak samo kropki nad niby miękkiem ż. Jeżeli tak dalej pójdzie, to z czasem stracą polskie nazwiska zupełnie swe ccharakterystyczne znamiona. Nazwisko – to droga spuścizna po przodkach, której nikomu nie wolno samowładnie przemieniać, którą każdy uszanować powinien. Bądżmy więc baczni na to, aby nazwisk naszych w jakichbądż urzędach nie zmieniano. Żądajmy natychmiast sprostowania porobionych pod tym względem pomyłek – inaczej będzie pełno Schicków w miejsce Gzikow.”
Pozdrawiam. Jolanta Fontowicz
|