Marian Wyduba (Wydłuba)
urodzony
święcenia kapłańskie
zmarły 18.12.1939
pochówek

Dodatkowe informacje:
Marian Wyduba

O. Wyduba Marian OMI (1909-1939). Nr Obl. 4416
Ur. 19 października 1909 w miejscowości Potarzyce, diecezja Poznań (urodzil sie we wsi Potarzyca a nie
Potarzyce).
Pierwsze śluby w Markowicach - l5 sierpnia 1927.
Wieczne śluby w Obrze - 1 listopada 1930.

Studia filozoficzno - teologiczne - 1927 - 1933 w Krobi, Obrze i w Lublińcu, Święcenia kapłańskie - w
Poznaniu - 29 stycznia 1933.

Pierwsza obediencja do Prowincji Polskiej - 21 czerwca 1933.

Profesor w Niższym Seminarium w Lublińcu - 1933-1937.

Kapelan sióstr w Brzeziu - 30 sierpnia 1937.

Proboszcz w Markowicach - 1 sierpnia 1939.

Obłożony aresztem domowym przez gestapo - 5 października 1939. Wywieziony do więzienia w
Strzelnie - 9 listopada i tam rozstrzelany dnia 18 grudnia 1939 r.

**
O. Marian Wyduba OMI urodził się dnia 19 października 1909 r. w miejscowości Potarzyce, pow.
Jarocin, diecezja poznańska. Rodzicami byli: Józef i Katarzyna z domu Czajka. W trzynastym roku życia
wstępuje do Małego Seminarium w Lublińcu, co dopiero otwartego, gdzie superiorem jest o. Jan Kulawy
OMI. Po dwóch latach (1922-1924) zostaje przeniesiony do Krobi, gdzie kończy swoje studia średnie
(1924-1926). Dnia 14 sierpnia 1926 r. rozpoczyna nowicjat pod kierownictwem o. Pawła Czakaja OMI w
Markowicach i tam też składa 15 sierpnia 1927 r. swoje pierwsze śluby zakonne, natomiast śluby wieczne
dopiero po czwartych ślubach rocznych dnia 1 listopada 1930 r. Otrzymuje kolejny numer oblacyjny
4416.

Studia filozoficzno-teologiczne rozpoczął w Obrze (1927-1930), a ukończył w Lublińcu (1931-1933).
Tutaj kontynuując swoje studia teologiczne, był zarazem profesorem dla juniorów. Dnia 29 stycznia 1933
r. otrzymuje święcenia kapłańskie w Poznaniu.

W sprawie swojej pierwszej obediencji tak pisał do Superiora Generalnego: "Gorące życzenia mojej
młodości zaczynają się spełniać: jestem kapłanem, a na końcu tego roku oczekuję mojej pierwszej
obediencji. Jestem zadowolony, że wkrótce będę mógł poświęcić się pracy apostolskiej… W latach
mojego scholastykatu miałem szczęście widzieć i słyszeć wielu dzielnych misjonarzy Lodów Polarnych i
krajów tropikalnych. Ich gorące słowa wzmocniły we mnie zapał do misji. Jak w dniu mej wiecznej
oblacji, jestem gotów, na zlecenie Ojca iść gdziekolwiek, ale muszę przyznać się, nie jestem zdolny
wywiązać się dobrze ze wszystkich prac apostolskich… Najpierw mam zamiłowanie do nauczania. Czuję
nawet, że mam do tego odpowiednie zdolności. To może odziedziczyłem w rodzinie, która już dała wielu
nauczycieli i wychowawców. Mój organizm nie znosi podróży i zmian miejsca… Dlatego, jeśli to
możliwe, chciałbym pracować jako wychowawca w junioracie lub gdziekolwiek indziej…W każdym
razie, jestem gotów przyjąć każdą decyzję przełożonych, ponieważ oni mi zastępują Boga". Zgodnie z
życzeniem zainteresowanego i ojca prowincjała Nawrata OMI, o. M. Wyduba OMI otrzymał, dnia 21
czerwca 1933r., swoją pierwszą obediencję do Prowincji Polskiej. Przez pierwsze cztery lata (1933-1937)
kontynuował swoją pracę profesorską w Lublińcu. Dnia 30 sierpnia 1937 r. zostaje mianowany
kapelanem Sióstr w Brzeziu, koło Katowic. Ostatnią swoją obediencję otrzymał dnia l sierpnia 1939 r. do
Markowic, jako proboszcz. Superiorem i mistrzem nowicjuszy był tam od sierpnia 1937 r. o. Józef
Cebula OMI, beatyfikowany dnia 13 czerwca 1999 r. przez Jana Pawła II w Warszawie. W Markowicach
zastaje go wojna. Jako proboszcz nie szukał schronienia na wschodzie, ale pozostał na posterunku.

Dnia 8 września, Niemcy zrzucili w okolicy Markowic mały oddział spadochroniarzy, zajęli pozycję w
dworze niemieckim. Dołączyli do nich niektórzy miejscowi volksdeutsche, Ale w pobliskim Strzelnie
stacjonowały jeszcze wojska polskie. Powiadomieni o desancie Polacy natychmiast wysłali do Markowic
oddział kawalerii. Zaczęła się strzelanina, wzięli w niej udział również niektórzy patrioci miejscowi. Z 10
żołnierzy niemieckich 7 zostało zabitych, a trzech ciężko rannych. Zginęli też niektórzy volksdeutsche, a
dwór został spalony. Jednego ciężko rannego żołnierza przyniesiono do klasztoru. Tutaj dostał opatrunek,
a o. J. Nawrat OMI przygotował go na śmierć.

Po chwilowej radości ze zwycięstwa, strach padł na wszystkich. Niemcy na pewno pomszczą swoich
poległych w Markowicach. W obawie o życie cała wieś, razem z oblatami opuściła Markowice i schroniła
się w Strzelnie. W klasztorze pozostał tylko brat Mrugała OMI, ale Niemcy nie śpieszyli się do
Markowic… Więc po kilku dniach wszyscy wrócili. Niemcy wkroczyli do Markowic dopiero 13
września 1939 r.

Von Egan, nowy właściciel majątku markowickiego, który uciekł jeszcze przed wojną do Niemiec, wrócił
triumfalnie do Markowic, jako oficer wojsk niemieckich. Został mianowany wójtem (Ortsbürgermeister)
Markowic. Zaraz też przeprowadził rewizję w klasztorze, ale nie znalazł nic podejrzanego. Ranny
żołnierz, którego leczono w klasztorze zeznał, że zakonnicy nie brali udziału w bitwie. Na razie o. M.
Wyduba OMI odetchnął, ale nie na długo.

W dniu 30 września 1939 r. wszyscy Ojcowie a więc i o. J. Wyduba OMI, musieli się stawić w urzędzie
cywilnym w Strzelnie na pierwsze przesłuchy. Jednak wszyscy wrócili. Nieco później, czyli 5
października 1939 r., gestapo wpadło do klasztoru i nałożyło na całą wspólnotę zakonną areszt domowy z
obowiązkiem pracy przymusowej. Lecz o. M. Wydubę OMI, jako proboszcza zwolniło z pracy. W
obrębie klasztoru i kościoła wykonywał więc swoją pracę duszpasterską.

Z okazji święta narodowego, 11 listopada 1939 r., Niemcy obawiali się rozruchów. Z tego powodu brano
wszędzie zakładników. Mieliby być rozstrzelani w odwecie. Z klasztoru markowickiego, dnia 11
listopada 1939 r., zostali zabrani jako zakładnicy oo. J. Cebula OMI, J. Nawrat OMI, Wróbel OMI i M.
Wyduba OMI. Przebywali w więzieniu w Strzelnie, ponieważ nie było w okolicy żadnych zamachów, czy
rozruchów, trzej pierwsi Ojcowie zostali dnia 17 listopada 1939 r. zwolnieni i wrócili do Markowic.
Jedynie o. M. Wyduba OMI pozostał w więzieniu. Zarzucano mu, że z wieży kościelnej obserwował
desant niemiecki i zawiadomił o tym wojsko polskie w Strzelnie.

O. M. Wyduba OMI został zabrany z więzienia, dnia 18 grudnia 1939 r. i rozstrzelany razem z innymi
cywilami w lesie zwanym "Ciencisko", koło Strzelna. Wiadomość o jego śmierci dotarła do Markowic
dopiero 7 kwietnia 1940 r.

Po wojnie ekshumowano wszystkie ciała i pogrzebano je we wspólnej mogile w Strzelnie. O. Marian
Wyduba OMI, chociaż silnie zbudowany, nie miał jednak dobrego zdrowia Już w czasie studiów był
operowany na przepuklinę i miał trudności w chodzeniu.

W notatkach na pierwszą obediencję z 25 kwietnia 1933 r. taką o nim wydali opinię jego przełożeni: "Jest
zrównoważony, poważny, nawet za poważny na swój wiek, pobożny, posłuszny, towarzyski. Ma silny
głos, ale trochę grobowy. Charakter raczej flegmatyczny. Dobry organizator. Nadaje się na profesora
matematyki".

O. M. Wyduba OMI posiadał też rzadki dar różdżkarstwa, czyli wykrywania wody za pomocą różdżki.
Osobiście widziałem, jak raz spacerując z różdżką, czyli rozwidlonym prętem naokoło boiska w
junioracie, nagle ten pręt zaczął się obracać, był to znak, że w tym miejscu jest żyła wodna.

W notatkach na Postulacji oo. Oblatów w Rzymie są opisane ostatnie chwile o. M. Wyduby OMI. Są
pisane po włosku, ale autor notatek nie jest podany. Dla informacji podajemy je w tłumaczeniu polskim:
"Przebywając w więzieniu, o. M. Wyduba OMI był uważany za bohatera w pełnym tego słowa
znaczeniu. Pomimo że niewinnie cierpiał, zawsze był najweselszy ze współwięźniów. Podtrzymywał ich
na duchu i przygotowywał na śmierć. Dnia 18 grudnia 1939r. to znaczy w dzień swojej śmierci
męczeńskiej, według opowiadań współwięźniów, był w bardzo dobrym humorze. Umył się, ogolił się, jak
gdyby oczekiwał na coś ważnego. Jestem gotów, rzekł do swych towarzyszy niedoli, byleby tylko
pozwolili mi wrócić do Markowic, aby odprawić pasterkę na Boże Narodzenie".

Zaledwie skończył, a tu zajeżdża auto przed więzienie, Wchodzi dozorca i mówi, że przyjechało po
księdza z Markowic. O. M. Wyduba OMI był zaskoczony, gdyż czuł się zupełnie niewinny. Wszyscy
towarzysze niedoli wybuchli płaczem. Po chwili weszli gestapowcy i zabrali o. M. Wydubę OMI. Miał na
sobie tylko pulower, na nogach pantofle. Powiedzieli mu, że nie potrzebuje się ubierać, gdyż tam gdzie
go zawiozą, będzie ciepło".

Trudno powiedzieć, ile w tym prawdy, a ile pobożnej hagiografii, spisanej po wielu latach…


BIBLIOGRAFIA
? AGR, Wyduba Marian.
? APF, Wyduba Marian.
? Krawczyk Józef, OMI, Katalog personelu… O. M. N. 1920-1980, nr 68: Wyduba Marian.
? James M. Fitzpatrick, OMI, - Des Oblats, Témoins de la Foi 1831-1997, Rome, OMI, I998 dans la
Collection Héritage Oblat 7, p. 48: P. Marian Wyduba, OMI
? OMI, 43 - Marian Wyduba, sacerdote. Notatki, pisane po włosku, dotyczące Oblatów, którzy
ponieśli śmierć męczeńską. Między innymi jest O. Marian Wyduba OMI. Autor nie jest znany.
Arch. Postulation, Rome,
? Kowalik Józef, OMI, O. Marian Wyduba OMI (1909-1939). Artykuł opublikowany w
czasopiśmie oblackim "Misyjne Drogi", Kwiecień-Czerwiec 1990, s. 49. Ale niektóre daty są tam
błędnie podane. Np. Oblaci zostali aresztowani 26 września…

Christian Orpel

 

 

Multimedia:

Markowice